Mój pierwszy amur - Michał Bartczak
Dnia 19 maja po południu rozpocząłem dwudniową zasiadkę. Wędki zarzuciłem około godziny 18:00 i powoli zacząłem rozbijać namiot i szykować się na nockę. Do godziny 23:00 nic się nie działop, sygnalizatory milczały jak zaklęte - martwo. Około 23:15 pierwszy pisk, krótki i delikatny, po chwili kolejny, branie do brzegu, zacinam jest, ale niestety po kilku sekundach moja niedoszła zdobycz wypina się. Trudno zarzucam ponownie, po około 30 minutach kolejna branie, ta sama wędka, ten sam zestaw, ta sama kulka i znowu sytuacja się powtarza, delikatne branie do brzegu, zacinam, jest i znowu po kilku sekundach ,,ofiara" uwalnia się. Podirytowany drugą wypiętą rybą postanowiłem zmienić zestaw, nowy przypon, nowy haczyk (bez zadziorowy). Znowu rzut mniej więcej w to samo miejsce, ta sama kulka i tym razem nic, 30minut, godzina.. zacząłem już przysypiać gdy sygnalizator raz pisnął, przerwa, drugi raz pojedyncze pisknięcie i przerwa, zwlokłem się z łóżka, założyłem buty i czekam, nagle pisk, swinger opadał maksymalnie w dół i cisza (znowu branie do brzegu). Nauczony poprzednimi porażkami czekam, zwinąłem delikatnie luz i czekam, czekam i nic, minęło 30 sekund, minuta - nic, czekam, zrezygnowany sądząc że jednak przegapiłem branie i powinienem zaciąć w momęcie opadania swingera już chciałem zwinąć zestaw, żeby sprawdzić czy kulka jest cała, gdy nagle ostre i mocne podciągnięcie, klasyczny odjazd, zacinam jest. Początkowo bardzo łatwy hol, ale po chwili, ku mojemu zdziwieniu, bardzo ostre szarpnięcia, już wiedziałem że to nie może być karp, po około 15 minutach walk w podbieraku znalazł się AMUR. Mój pierwszy amur. Nie był to olbrzym ale jak na pierwszego amura to i tak nieźle, maleństwo ważyło równe 6 kg. Oczywiście po zrobieniu zdjęcia amur wrócił do wody. Amur wziął na kulkę wynalazek własnej roboty (kulkę zrobił zaprzyjaźniony karpiarz) scopex z miodem - maksymalna słodycz.


Tej nocy nic więcej się nie działo. Cały następny dzień również nic się niedziało, zupełnie martwa woda. Przed wieczorem zmiana przynęt, w nocy wyspałem się, sygnalizatory nadal milczały. Nad ranem około godziny 5:30 obudził mnie bardzo głośny pisk sygnalizatora, piękny klasyczny odjazd. Znowu ta sama wędka i ta sama kulka, zacinam jest tym razem karp 12,5 kg. Po zdezynfekowaniu rozciętego pyska i zrobieniu zdjęć wrócił do wody.




Czas na przerzucanie zestawów i wymianę przynęt. Pozostałe dwie kulki moczyły się bez rezultatów całą noc (truskawka z rybą i ryba + mięso - obie własnej produkcji). Na pierwszy zestaw założyłem truskawkę z morelą, na drugi white fish pelet, trzeci zestaw pozostał z kulką scopexowo - miodową. Po około 45 minutach kolejne branie, tym razem na kulkę truskawkowo - morelową i również tym razem jest karp, jednak trochę mniejszy 5 kg.


Po zmianie kulki na większą, rzut i przez następne kilka godzin nie złapałem nic poza opalenizną. Ogólnie wyjazd zaliczam do bardzo udanych, pierwszy amur, dwa ładne karpie, kilka nowych zdjęć, piękna pogoda. Życzę wszystkim karpiarzom co najmniej takich wyjazdów.

Pozdrawiam - Michał Bartczak
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama