Karpiowa pasja- Piotr Jawor
Moja wciągajaca przygoda z karpiami zaczęła się na poważnie cztery lata temu. Był to okres stawiania moich pierwszych kroków karpiowych i poznawania wspaniałej sztuki jaką jest łowienie tych walecznych ryb. Nad wodę zabierał mnie najczęściej tata wpajając mi piękne zasady catch & release , bez których nie wyobrażam sobie dziś wędkowania. Bardzo wiele czasu poświęcałem na czytanie prasy o tematyce karpiowej. Artykuły w WW, Karp Maxie, dostęp do serwisów internetowych i korzystanie z wskazówek innych bardziej doświadczonych karpiarzy, wszystko to po jakimś czasie zaczęło procentować nad wodą. Chęć spotkania z największymi rybami zamieszkującymi moje ulubione zbiorniki wymusiła zmiany w mojej taktyce połowu, sprzęcie oraz przynętach.

Moje pierwsze nieudolne próby w kuchni przy produkcji kulek doprowadzały często do zaognienia stosunków rodzinnych, zwłaszcza gdy kulasy pachniały bardzo "monstrualnie" Zdecydowanie zająłem się wymianą sprzętu. Stare wysłużone teleskopy wylądowały w kącie a przy wsparciu taty zakupiłem solidne karpiówki, kołowrotki, sygnalizatory oraz inne niezbędne nad wodą akcesoria.

Doskonalone systematycznie umiejętności oraz cierpliwość spowodowały iż moje wyniki połowu w mijającym sezonie były nareszcie bardzo dobre. Postaram się opisać Wam jedną z moich tegorocznych najbardziej udanych zasiadek nad zbiornikiem zaporowym w Chańczy.Całą ubiegłą zimę planowałem i obmyślałem możliwe strategie połowu, cierpliwie gromadziłem potrzebne zanęty oraz produkty do produkcji kulek proteinowych. Postanowiłem iż moje kulki na zbliżający sezon oparte będą głównie na bazie składającej się z mączki rybnej oraz produktów roślinnych takich jak mąka sojowa, mąka kukurydziana, mielone konopie wraz z niewielkim dodatkiem kazeiny i serwatki mlecznej. Największy problem /jak zwykle zresztą/ miałem przy wyborze atraktorów i dodatków do moich przyszłych kuleczek. Zbiornik zaporowy w Chańczy obfituje w ogromne iloąci małż a najwięcej pięknych karpi łowiono w ubiegłych latach na zapach truskawkowy. Postanowiłem więc iż postawię na połączenie truskawki z ryba a druga partię kulek dopale zapachem truskawki z małżą. Kiedy wszystkie kulki były gotowe pozostało mi już oczekiwanie na szybkie oznaki wiosny która miała mi przynieąć miłe chwile spędzone nad wodą oraz wymarzone brania rekordowych ryb. Jednak na pierwsze "odjazdy" musiałem poczekać aż do zakończenia roku szkolnego w czerwcu, gdyż ze względu na brak czasu moje krótkie parogodzinne czy nawet jednodniowe wędkowania kończyły się niepowodzeniem. Wreszcie przełom nastšpił w ostatnim tygodniu czerwca kiedy wraz z tatą postanowiliśmy spędzić nad wodą kilka nocek.

Na łowisku zameldowaliśmy się 26 czerwca przed południem. Wybór miejsca, sodowanie dna, oraz ustawienie bojki znakującej łowisko przyszło nam bez problemu. Postanowiliśmy łowić w odległości około 130 metrów od brzegu na 4 metrowym niewielkim piaszczystym blacie przyległym bezpośrednio do zamulonej rynienki o głębokości około 6 metrów. Na pierwszy rzut w łowisko wsypaliśmy około 8kg mocno posłodzonej kukurydzy, kilogram konopi oraz około 400 sztuk kulek truskawkowo-rybnych o średnicy 16mm. O godzinie 14.00 wszystko było przygotowane. Moje wędki wywiezione jedna na 18mm kulkę mocno dipowaną krabem, druga natomiast na bałwanka składającego się z 16 mm kulki tonącej i pop-upa 12mm o zapachu rybnym. Tata założył na jeden zestaw 18mm kulkę małżową a na drugiej zawisła pływająca 16mm truskawka. Do wieczora nic ciekawego się nie działo może poza odwiedzinami kilku kolegów karpiarzy którzy koczowali już tydzień po przeciwległej części zbiornika. Jak się okazuje ich wyniki w ostatnich dniach były wyśmienite, sporo karpi od 5-11kg oraz amur 18,5kg. Te informacje nastraja nas wyjątkowo optymistycznie i bojowo w perspektywie spędzenia kilku dni nad wodą.

Pierwsza noc jak i długie godziny następnego dnia nie przynoszą oczekiwanych brań. Wszystko zmienia się podczas drugiej nocki. O godzinie 2.30 głuchą ciszę ciemności przerywa szalony pisk mojego foxa. Zacinam i... JEST!!! Ryba natychmiast wybiera z kołowrotka około 10 m żyłki po czym gwałtownie skręca w lewo w stronę wędek mojego taty. Grozi to poplątaniem wszystkich zestawów. Nie mogę do tego dopuścić! Przykręcam mocniej hamulec i siłowym ruchem swojego wspaniałego kija Shimano blokuje zapędy ryby. Udaje mi się to zadziwiająco łatwo i już wtedy wiem że ryba nie jest na miarę moich marzeń. Po paru minutach holu w świetle latarki ukazuje się piękny pełnołuski bobasek. Ma na oko z 7 kg. Szybkie mierzenie i ważenie- 68cm i 7,5 kg. Krótka sesja zdjęciowa i ryba ponownie wraca do wody. Karpik połakomił się na kulkę krabową. Mimo rozbudzonych tym braniem nadziei reszta nocy mija spokojnie a my całkowicie poddajemy się w walce ze snem.

Nazajutrz w samo południe ponownie na mojej krabowej wędce słychać pojedyncze pisknięcie foxa. Wydaje mi się iż swinger nieznacznie opadł lecz przez krótką chwile nic się nie dzieje. Po minucie sygnalizator znowu się odzywa, teraz wiem że mam branie. Zacinam bez namysłu i jestem prawie pewien iż za chwile ładuje jakaś biedna "leszczyna" Moje przypuszczenia jednak się nie sprawdzają. Po kilku minutach bez problemu udaje mi się podciągnąć rybę w okolice podbieraka. Jeszcze chwila i kątem oka dostrzegam znajomą smukłą sylwetkę przeciwnika. Mam amura!!! Przerażona ryba po wpłynięciu na płyciznę robi szalony zwrot o 180 st w kierunku otwartej wody ,a ja w ostatniej chyba sekundzie odkręcam ciut za mocno ustawiony hamulec kołowrotka. Mozolne pompowanie ryby do brzegu kilkukrotnie kończy się jej gwałtownym zrywem w jezioro. Z czasem szybkie manewry amura robią się coraz krótsze i wspaniały wojownik poddaje się. Po dokładnie 20 minutowym holu przy współpracy z tatą ląduje skośnookiego amatora moich "śmierdziuszków" Humor od razu mi dopisuje, a przy okazji dostrzegam że całe zamieszanie na brzegu zdążyło już przyciągnąć sporą grupkę kibiców którzy po kolei składają mi gratulacje. Teraz jeszcze tylko pomiary. Amur ma 98 cm oraz 13 kg wagi.
To mój nowy rekord życiowy!!! Robimy zdjęcia i ryba w bardzo dobrej kondycji wraca do wody.
O godzinie 13.30 ściągam pozostający bezczynnie w wodzie drugi zestaw i zmieniam przynętę. Tym razem zakładam tu 20mm kulkę tonącą o zapachu truskawki. Pierwsza wędka bez zmian na tonącego kraba. Donęcam jednocześnie łowisko 5kg kukurydzy i 100 kulkami.

Koło godziny 18.00 na taty stanowisku słychać wspaniały "odpał" szarżującej ryby. Tata w iście sprinterskim tempie dobiega do statywu i wykonuje obszerny zamach swoim 13 stopowym kijem. Sądząc po wygięciu jego dość topornej karpiówki i zaciekłości z jaką ryba wybiera kolejne metry żyłki wiem że to nie przelewki. Ryba musi być imponujących rozmiarów. Za chwilę jestem świadkiem wspaniałej walki jaka rozgrywa się na znacznym obszarze wody. Karp bez problemu wybiera około 40 metrów żyłki po czym staje zmieniając kierunek ucieczki w stronę gdzie na dnie leżą setki karczy. Przegląd sytuacji, szybka decyzja i natychmiast wodujemy środek pływający. Pakujemy się obaj do pontonu, biorąc podbierak i niczym górscy kanadyjkarze zmagamy się z mocno wzburzonymi przez wiatr falami jeziora. Po dopłynieciu w rejon gdzie ryba wszelkimi siłami próbuje się uwolnić zaczyna się prawdziwa jazda. Karp nie daje się podciągnąć bliżej powierzchni. Ostro muruje na głębokości 3 metrów, często zmieniając kierunki odjazdów, serwując nam w ten sposób darmowa karuzelę. Cała ta zabawa trwa ponad 30 min. W końcu na powierzchni ukazuje się wspaniały lustrzeń który szybko trafia do obszernego podbieraka. Gratuluje tacie wyniku, żałując troszeczke iż, to nie na moja wędkę trafiła tak piękna ryba. No ale to jeszcze nie koniec naszego wędkowania.

Na brzegu dokładnie oglądamy zdobycz. Karp ma 85 cm i równe 15kg! Wspaniale!!! Na osłodę wraz z tatą robię sobie kilka pamiątkowych fotek. Na kolejne branie czekamy do godz 23.00.Tym razem szczęście jest znów po mojej stronie. Na prawą wędkę z kulą truskawkową mam ładny odjazd. Podcinam i czuje słodki ciężar pulsującej ryby. Po około 10 minutach krótkiego lecz emocjonującego holu ląduję pełnołuskiego siedmiokilowca który, upewnił mnie tylko w przekonaniu że moje kulki okazały się strzałem w dziesiątkę.

Następne brania przychodzą szybko i niewielkich odstępach czasu. W ciągu dwóch dni łącznie udaje nam się złowić 9 karpi których waga jednak nie jest zbyt imponująca, od 3 do 5kg.Większość ryb połakomiła się na kulki dipowane truskawką, tylko dwie na zapach crabowy. Postanawiamy teraz iż wszystkie wędki uzbroimy w nieśmiertelne kuleczki truskawkowe.

W ostatnią noc przed odjazdem nasze łowisko znów odwiedzają większe ryby. Tata łowi dwa karpie 8,5kg i 6,4kg ja natomiast wyciągam sztuki 7,3kg, 8,2kg i 8kg amura. Wreszcie na koniec ustanawiam swój nowy rekord życiowy karpia który wynosi teraz 9,70 kg. Szkoda tylko iż tak niewiele zabrakło do wymarzonej karpiowej dziesiątki. No ale cóż, przeżyte na tej wyprawie emocje, mój nowy rekord amura oraz ilość złowionych ryb dostarczyły mi wielu gorących wspomnień które odżywają szczególnie teraz gdy do okna puka zima.

Życzę wszystkim adeptom karpiowania równie silnych wrażeń oraz masę wspaniałych holi tych największych karpi i amurów.

Z karpiowymi pozdrowieniami Piotrek


Kolega Piotr Jawor za artykuł "KARPIOWA PASJA" otrzymuje I nagrodę "zestaw produktów" firmy DUNCAEN
w konkursie mikołajkowym orgaznizowanym przez CARP PASSION . Serdecznie gratulujemy


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama