Wiosenne przygotowania - Paweł Szewc
Wiosna to jedna z najpiękniejszych pór roku. Wszystko budzi się do życia i nie mówię tu tylko o ptaszkach czy roślinkach, ale także o nas samych Karpiarzach. Pierwsze źdźbło zauważonej trawy, czy jeszcze słaby rechot żaby w okolicznym rowie, sprawia nam podwójną frajdę, bowiem już wiemy, że to wreszcie nadchodzi tak długo oczekiwana wiosna. Nie pozostaje, więc nic innego jak wziąć się do ostatnich przygotowań zanim wiosna zadomowi się na dobre i zanim zaczną intensywnie żerować nasze ukochane karpiki. Przydałoby się jeszcze zrobić ostatnie zakupy, zawsze przecież coś się znajdzie na sklepowej półce, czego nam akurat brakuje na wiosenne okazy. Warto by było zrobić generalne porządki w naszym karpiowym pudełku, gdzie ponoć mamy wszystko tylko jakoś nie możemy tego znaleźć. Zaglądnijmy też do naszych przyponów i zróbmy selekcję. Wyrzućmy te przypony, które wzbudzają naszą nieufność, co do wytrzymałości, ale także te przetarte; można nawet pozbyć się tych "pechowych", na które nie mieliśmy brania i z jakiś przyczyn nam nie pasują. Przygotujmy sobie i nawiążmy nowych przyponów, aby podczas rybnej zasiadki nie tracić na to czasu. Przeglądnijmy cały nasz sprzęt, zwłaszcza ten, od którego zależy powodzenie przyszłej zasiadki, a zwłaszcza żyłki (nawet, jeśli jest ona nowa), plecionki i sprawdźmy także ostrość haków. Zaglądnijmy do karpiowego plecaka, bo być może zostało tam coś od zeszłego roku, co powinno znaleźć się gdzie indziej (np. w pralce).


Jeśli już sprzęt przeglądnięty i przygotowany na starcie z wielkołuskimi olbrzymami trzeba by zająć się karpiowymi smakołykami i przygotować dla nich wiosenne menu. Mowa tu oczywiście o wiosennych kulkach. Pamiętajmy o jednym nie przeginajmy z aromatami, bowiem wiosną w jeszcze chłodnej wodzie jest mało naturalnych zapachów, więc nasze kulki mają większą siłę wabienia. Proponuję dodawać do kulek o połowę mniej aromatów niż zwykle, lub nawet całkowicie z nich zrezygnować i bazować na zapachach związanych ze składem mieszanki. Jeśli robimy kulki na bazie mączki rybnej to otrzymamy wystarczający aromat ryby i nie trzeba tam czegoś więcej dodawać, ewentualnie można skropić je tuż przed nęceniem boosterem. Co do wielkości kulek na wiosnę to z pewnością nie napiszę że trzeba stosować wyłącznie te mniejsze, bo to jakieś nieporozumienie. Zauważyłem wśród karpiarzy rozprzestrzeniający się stereotyp, że wiosną powinniśmy wybierać małe kulki tylko sam nie wiem, czemu? Karpie też nic o tym nie wiedzą, ale z pewnością tylko, dlatego, że nie czytają prasy karpiowej i świetnie pożerają zarówno małe jak i duże przynęty. Myślę, że zastosowanie dużej lub małej kulki powinno zależeć od konkretnego łowiska, a dokładniej od występującego tam pokarmu, który stanowi podstawowe menu dla karpi. Przecież na wiosnę nie kurczą się małże czy raki (chyba, że ja o tym nie wiem), więc radzę najpierw zorientować się, co jedzą karpie i dopiero na tej podstawie dobierać wielkość przynęty.

Skład mieszanek na wiosenne kulki powinien zawierać wysokiej jakości produkty, takie jak mączka rybna, mąka sojowa i kukurydziana czy serwatka. Łowiąc już tyle wiosen polecam w szczególności mieszanki na bazie mączki rybnej czy mięsno-kostnej, bowiem w tym okresie są niezwykle skuteczne. Można także dodać do naszych miksów zmieloną wątrobę, wędzoną rybę czy też krewetki, co znacznie podniesie atrakcyjność kulek. Karpie w chłodniejszej wodzie wykazują większą aktywność drapieżcy, więc polecam mięsne kulki. Warto urozmaicić i wzbogacić nasze kulki wszelkimi dodatkami zapewniającymi lepszą ich strawność. Dodajmy, więc betainę, stymulatory apetytu i wzmacniacze smaku i zapachu. Jeśli jednak nie chcemy dawać tych składników, można je zastąpić naturalnymi ziołami posiadającymi właściwości przyspieszające trawienie. Warto jeszcze dodać, do miksu zmielone nasiona konopi, które dodatkowo pobudzają karpie.






Sprzęt przygotowany, kulki zrobione, więc nie pozostaje nic innego jak ruszyć nad wodę na pierwszą wczesnowiosenną zasiadkę. Już pierwsze mocniejsze promienie słońca pobudzają cyprinusy do większej aktywności, więc trzeba zabrać się najpierw do obserwacji wody. Znalezienie jednak oznak żerowania karpi wczesną wiosną nie będzie łatwe, dlatego musimy dzięki naszej wiedzy i doświadczeniu wybrać miejsca, gdzie się możemy w tym okresie ich spodziewać. Będą to najczęściej płytkie miejsca osłonięte od podmuchów zimnego wiatru oraz niewielkie zatoczki. Musimy również zwrócić uwagę na padające promienie słońca, tzn. wybierać miejsca połowu, gdzie słońce od wschodu do zachodu operuje najdłużej. Takie nasłonecznione miejsca, które szybko się nagrzewają, przyciągają wszelkie ciepłolubne stworzenia, a więc karpie jak i ich naturalny pokarm. Wczesną wiosną warto zabrać ze sobą termometr, który znacznie ułatwi nam poszukiwania karpiowych miejscówek. Powinniśmy w miejscu gdzie zamierzamy łowić zmierzyć temperaturę wody, aby się przekonać czy mamy szansę na jakiekolwiek brania. Wystarczy przecież niewielka różnica temperatury jednego miejsca od drugiego, aby się przekonać, że nie wszędzie będziemy mieć szanse na złowienie karpia. Dlatego chodząc brzegiem łowiska zawsze mierzę wodę w różnych miejscach i na różnych głębokościach, żeby wybrać to najlepsze. Myślę, że minimalna temperatura to 10 stopni, choć bywały i sytuacje, (ale rzadkie), że karpie dobrze brały i w chłodniejszej wodzie. Dobrymi wiosennymi żerowiskami okazały się okolice brzegów, zwłaszcza tych z wchodzącymi w wodę krzakami i okolice trzcinowisk. Są to zazwyczaj płytkie miejsca ok.1metra głębokości z twardym dnem, gdzie występują naturalne przysmaki dla karpi. Dodatkowo takie krzaki dają poczucie bezpieczeństwa karpiom, które nic się nie obawiając świetnie żerują. Warto też zwrócić uwagę na podwodne górki, a zwłaszcza te najpłytsze, (choć nie bez przesady tak, aby karpie tam mogły pływać a nie leżeć na boku) i najlepiej znacznie oddalone od brzegów, bo tam będą miały spokój i szybko nagrzewającą się wodę. Ale zwróćmy też uwagę na takie czynniki jak wiatr, bowiem jeśli będzie za silny z pewnością zniesie nam nagrzaną wodę w nieznane nam obszary i nici z brań. Wczesną wiosną wybieram najczęściej mniejsze akweny, dlatego że jest tu łatwiej zlokalizować ryby i co za tym idzie mamy większe szanse na brania. Łowię najczęściej w niewielkich gliniankach (do 5hektarów powierzchni) i starorzeczach, zarówno tych połączonych z rzeką jak i całkowicie odciętych. Są to dość ciekawe łowiska na wiosnę, gdyż charakteryzują się niewielkimi głębokościami. Jeśli mamy pod nosem jakąś większą rzekę, gdzie występują karpie, warto by się tam zapuścić na jakąś zasiadkę. W rzekach karpie o wiele wcześniej zaczynają żerować niż w wodach stojących, dlatego polecam te łowiska.
W zależności od osobistych upodobań, wiosną możemy wybierać się na krótkie zasiadki ograniczające się do kilku godzin w porze dziennej, lub też na dłuższe wyprawy nawet na kilka nocek zwłaszcza, jeśli łowisko jest dość daleko od naszego miejsca zamieszkania. Jeśli już zdecydujemy się na dłuższą zasiadkę pomyślmy o zabezpieczeniu się przed zimnem, bo o tej porze roku nocą temperatura może spaść nawet poniżej zera, a przemarznięci nie będziemy w stanie normalnie funkcjonować i skupić się na łowieniu. Często będziemy mieć brania w dzień, bo wtedy temperatura wody i otoczenia znacznie wzrasta i pobudza karpie do żerowania. Jednak nie zawsze. Zdarzały mi się zasiadki, gdzie karpie brały wyłącznie w nocy i to bez względu na spadającą temperaturę. Dlatego też polecam kilkudniowe wyprawy, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy karpie będą miały ochotę na nasze smakołyki.




Wiosną nęcę mało, ale treściwie, tzn. kulki i produkty wysokiej jakości, które nie nasycają karpi, a pobudzają do działania. Moja zanętę ograniczam do trzech składników, a mianowicie: kulki, konopie i pellet. Choć często z konopi też rezygnuję na konto pelletu. Moja taktyka na wiosenne grubasy to wywiezienie zestawu i wsypanie kilku garści pokruszonych i całych kulek (stosuję 18mm) oraz pelletu na jeden zestaw. Wychodzi to ok.0,5kg zanęty na zestaw, ale z większą ilością pelletu ok. 70% całej masy. Dodatkowo zanętę polewam boosterem w celu zwiększenia siły wabienia. Przynosi to naprawdę świetne efekty, zwłaszcza, jeśli trafimy na dobre miejsce. Takim sposobem możemy w dość krótkim czasie obłowić kilka różnych miejsc nie tracąc wielkich ilości zanęty. Mamy dwa zestawy, więc warto wywieźć każdy z nich w inne miejsce, bo to zwiększy szanse na trafienie w żerowisko. Jeśli natomiast nie mamy możliwości wywożenia zanęty i zestawów pontonem, wówczas warto zastosować woreczki lub siatki rozpuszczalne w wodzie. Taki sposób punktowego nęcenia również przynosi dobre efekty, więc warto się zaopatrzyć w materiały rozpuszczalne. Jest to świetny sposób na krótkie kilkugodzinne wypady nad wodę, bo nie musimy pompować pontonu, a wszystko robimy z brzegu. Do woreczka rozpuszczalnego wsypuję najczęściej pokruszone kulki, pellet i konopie. Pamiętajmy, aby sprawdzić czas rozpuszczania się worka, gdyż w chłodnej wodzie dłużej będą nam się rozpuszczać, a znam przypadki, że po kilkugodzinnym moczeniu zestawu, worek wcale się nie rozpuścił, a nadal tam był i nie wiem jak wielki musiałby być ten karp, aby mógł się połakomić na taką "przynętę". Więc na chłodną wodę wybierajmy worki, które mają jak najkrótszy czas rozpuszczania. Innym sposobem jest tzw. "metoda", czyli koszyk z oblepioną zanętą i jak najbliżej niego kulka przynętowa, najczęściej pływająca. Przynosi to szybkie i dość dobre efekty, ale z wielkością poławianych karpi jest znacznie gorzej, ale cóż ponoć nie można mieć wszystkiego. Chociaż karp zawsze pozostanie karpiem i nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejne branie.






Jako przynęty na wiosnę najczęściej stosuję kulki i pellet. Kulki przynętowe albo moczę w dipie, jednak nie za długo ok.1-2 godzin lub polewam je boosterem ok. 12 godzin przed założeniem na włos. Mocniej pachnąca przynęta najczęściej przynosi dobre efekty jednak, jeśli zdarzy się sytuacja, że widać ryby w łowisku a niema brań, wtedy dobrze zmienić kulkę i założyć z mniejszą dawką aromatu. Wiosną, bowiem intensywnie pachnące kulki mogą wzbudzić podejrzenia, zwłaszcza tych wielkich cwanych grubasów, które są bardzo wybredne i nie łatwo im dogodzić. Moje, przynętowe kulki to najczęściej wszelkie śmierdziuchy, takie jak: ryba, krewetka, krab czy uniwersalny scopex, który sprawdza się o każdej porze roku. Dobrym rozwiązaniem jest założenie na włos pelletu, który potrafi znokautować kulki. Pellet cały czas intensywnie pracuje w wodzie i szybko przyciąga głodne cyprinusy. Warto, więc zastosować pellet jako przynętę, bo czasem może to być nasza tajna broń. Dodatkowo w chłodnej wodzie pellet wolniej się rozpuszcza i dłużej wytrzymuje na haku, dlatego polecam.






Co do sprzętu na wiosenne karpie to wcale go nie odchudzam i nie zmniejszam haków. Wszystko zależy od warunków panujących w danym łowisku i na tej podstawie dobieram mój sprzęt. Jeśli mamy czystą wodę bez zaczepów to wystarczy sama żyłka. Jeśli występują zaczepy stosuję wyłącznie plecionkę jako linkę główną, lub ewentualnie z przyponem strzałowym wykonanym z fluorocarbonu. Haki dobieram w zależności od przynęty, im większa tym większy haczyk. Resztę zestawu dobieram do charakteru dna, tak, aby nie wzbudzał podejrzeń ostrożnych ryb i zarazem umożliwiał nam wyholowanie każdej, nawet największej sztuki.

Wiosna to jedna z najpiękniejszych pór roku, często przynosząca największe okazy, dlatego dobrze się do niej przygotujmy, bo to już tuż, tuż.

Z karpiowymi pozdrowieniami Paweł Szewc - Adder Carp Team
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama