" PET " - CO TO TAKIEGO ? DO CZEGO SŁUŻY ? I ......ZRÓB GO SAM ! - Cezary Ostrzycki
Na jakiś zawodach karpiowych, gdzieś w Polsce, obserwowałem zanęcanie łowiska przez sąsiednią drużynę. Piękna lśniąca maszyneria na brzegu - proca stacjonarna. Wysoka o dużym rozstawie ramion, mocnej gumie pozwalającej miotać kule zanętowe na duże odległości i odciągach stabilizujących konstrukcję. Och, jak zazdrościłem im tej procy wtedy. Przez pół zimy snułem wraz z 2 kolegami plany i rysowałem projekty aby samemu taką majstrować. Dowiadywaliśmy się o ceny materiału, szukaliśmy znajomych mający warsztaty ślusarskie itp. W końcu proca powstała. Kiedy zrobiło się cieplej przeszła pomyślnie próby. Pojechała więc na pewną cypriniadę.

Kształt miała trochę odmienny od innych spotykanych nad wodą . Nie powiem nawet ładna była i wzbudzała pewne zainteresowanie. "Ale" pojawiło się już po kilkunastu minutach i oddaniu kilkudziesięciu strzałów. Z braku dobrej gumy i kombinacjach alpejskich przy wykonaniu kosza na kule zanętowe. Najsłabszymi elementami okazały się właśnie one. Po nęceniu i po procy. I nagle nie tyle zobaczyłem co usłyszałem "PETA". Tak najpierw usłyszałem świst, potem jakby lekki trzask. To zawodnicy z lewej zaczęli nęcić swoje łowisko. Kule wielkości średniej pomarańczy wkładali w plastikowy lejek przymocowany do żyłki głównej. Całe to ustrojstwo ekspediowali za pomocą kija (wędki oczywiście) w powietrze. Podczas rzutu słychać było ten świst. A potem lekki trzask, kiedy kula zanętowa mknęła dalej a plastikowy lejek przez chwilę pozostawał w powietrzu by za chwile opaść na wodę. Zwinięcie żyłki z lejkiem, załadunek następnej kuli zanętowej i jazda. Kule leciały z dość dużą celnością w oznaczone markerem łowisko oddalone o dobre 80m. Kopara mi opadła i długo ja z ziemi zbierałem.

Musiałem to zobaczyć! Kiedy skończyli nęcić, podszedłem do sąsiedniej drużyny i zapytałem czy mogę zobaczyć tą ich "katapultę". Zgodzili się i wtedy nieco dokładniej przyjrzałem się czym, drwiąc sobie ze stacjonarnych proc zanęcali. Było to właśnie to - "PET". Nie czekając ani chwili postanowiłem sobie zrobić to samo.




Na pewno większość z Was zna ten patent. Szczególnie na Śląsku jest popularny i stosowany.
Jednak aby inne osoby, które się z tym nie spotkały mogły go wypróbować, postanowiłem opisać "to coś" nieco dokładniej.
Nie będzie nam potrzeba dużo rzeczy do jego wykonania. Wystarczą:
- plecionka,
- krętlik,
- pusta plastikowa butelka po napoju,
- nożyczki z zaostrzonymi czubkami lub jakiś drut i źródło ognia.



Najpierw zajmiemy się butelką. Odcinamy zbędne jej części i zostawiamy sobie tylko tyle.



Przyszła pora na wycinanie lub wypalanie otworów w powierzchni plastiku. Rzecz o tyle istotna, że im więcej tych otworów tym łatwiej będzie nam ściągnąć z wody "PETA" po zarzuceniu kuli zanętowej.




Teraz przeplatamy plecionkę i mocujemy krętlika





Gotowe. Wystarczy przymocować nasze urządzenie do żyłki głównej, ulepić kule zanętowe i nęcić. Ale nie tak już od razu. Słów kilka należy wspomnieć o samym kiju, żyłce i technice rzutu.
Osobiście używam kija z włókna szklanego o długości 3,3m do 250g wyrzutu. Ciężka pała i łapska bolą po wyrzuceniu kilku kilogramów zanęty. Był jednak tani(70zł) i wytrzymuje naprawdę duże obciążenia. Jednak dla większego komfortu polecam dłuższe kije. Najlepsze będą kije do surfcastingu długości 3,9 - 4,5m o wyrzucie do 250-300g. Po prostu lepiej się nimi rzuca. Kołowrotek ze szpulą typu big-pit lub z dużą szpulą i przełożeniem 4-5 : 1. Żyłka 0,35 z przyponem strzałowym z grubszej żyłki mono lub plecionki.Koniecznie zaopatrzcie się w ochraniacz na palec. Nie ma żartów. Obciążenia są duże a żyłka czy plecionka tnie skórę aż miło. Co do wykonywania samych rzutów, to starajcie się wykonywać rzuty aby kula zanętowa z petem poruszała się po wyższej trajektorii. Po wypadnięciu kuli z peta, zaczynajcie zwijać żyłkę zanim opadnie na wodę. Podobno gdzieś, ktoś , jakaś firma oferowała do sprzedaży PETY. Ja jakoś się z nimi nie spotkałem w ofercie sklepów. A może szkoda. Koszt wykonania niewielki.

Uwaga !!!
Na "PET" jak na wszystko inne działają prawa Murphiego. Tak więc coś może nie zadziałać i nasz nowy sprzęt do zanęcania nie zadziała. Czasami leci on sobie z kula i trzyma się jej kurczowo aż do samej wody. Trzeba nauczyć się nim rzucać. Trzeba "obrzucać" całe to urządzenie i ewentualnie poddać pewnym małym modyfikacjom. Nieraz wystarczy wydłużyć długość plecionki pomiędzy petem a krętlikiem. Nieraz zmienić wielkość kul zanętowych.Gotowej recepty Wam nie podam. Mój pierwszy pet także nie działał jak trzeba. Niektórzy mówią, że do jego wykonania najlepiej nadają się butelki po 1 litrowej Pepsi. Robiłem już nawet z butelek po Muszyniance i też działały. Plastikowe butelki maja różne kształty górnej części i można z nich uzyskać różne stożki.





Koszt peta jak sami widzicie jest minimalny. Czas wykonania krótki. Najdłużej wycina się lub wypala w nim dziurki. Trzeba także poświęcić trochę czasu na testy. Za to frajda wyśmienita przy nęceniu. No i odpada nam noszenie kilku ładnych kilogramów stacjonarnej procy. Miejsca w samochodzie nie wspomnę.I jak zwykle nie musicie i nie wierzcie mi na słowo. Spróbujcie sami
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama