Dolnośląski Puchar Karpiowy 2005 relacja
Na Dolnośląski Puchar Karpiowy do Mściwojowa pod Jaworem wybrałem się tradycyjnie już pociągiem PKP. W Legnicy byłem o czwartej rano i miałem sporo czasu na wycieczkę po mieście i zwiedzanie przepięknych zabytków. Około dziewiątej jechałem już autobusem szynowym do Jawora gdzie czekał na mnie Mariusz Bobela. W końcu dotarłem nad sam zbiornik. Moim oczom ukazał się wydłużony, niewielki zbiornik zaporowy z wydzieloną częcią przeznaczoną do wędkowania oraz strefą ekologiczną z całkowitym zakazem połowu. Na łowisku było już kilku wędkarzy wraz z organizatorem całego zamieszania Pawłem Szewcem i jego drug połową. Palące niemiłosiernie słońce i brak naturalnego schronienia jednoznacznie wskazywały na to, że bez napojów chłodzących się nie obejdzie.

Pomału zjeżdżały kolejne drużyny a ja wciąż czekałem na mojego nieznanego kompana. Po rozstawieniu namiotu od razu zaczęły się dociekliwe pytania o ziemiankę, którą ten namiot niewątpliwie powinien zwieńczać. Nikt nie chciał mi uwierzyć, że pod nim jest tylko gęsta trawa. W końcu zawody się rozpoczęły i od brzegów wystartowały różnorakie amfibie. Możliwość gruntowania i nęcenia w pierwszym dniu zawodów pozwoliła na właściwe wytypowanie łowisk. Okazało się, że zbiornik jest dość płytki i w najgłębszym miejscu, (oddalonym 100 metrów od brzegu), czyli w dawnym korycie rzeki, ma około 2,5 metra. Dlatego praktycznie wszyscy uczestnicy zdecydowali się na dalekie łowienie.


W końcu przyjechał mój kompan, którym okazał się Michał Borowicz, przedstawiciel Prologica. Wystawił spory asortyment produktów tej nowej na polskim rynku firmy. Można było kupić wędki, odzież, akcesoria oraz liczne przynęty i dodatki firmy DD Baits. Po wysondowaniu łowiska skorzystaliśmy z przynęt i zanęt, które organizatorzy zawodów rozdawali wszystkim uczestnikom. Pozostało jedynie cierpliwie czekać i oddać się niekończącym się dyskusjom karpiarzy. Niestety niekorzystny wiatr i chyba wysoka temperatura spowodowały, że brania były sporadyczne i dla sporej ilości karpi granica 2 kilogramów była nie do przekroczenia.


Kolejne dni nie przynosiły specjalnej poprawy, za to humor dopisywał znakomicie samym uczestnikom. Zawody w Mściwojowie po raz kolejny dowiodły, że do dobrze zorganizowanych zawodów nie potrzeba wielkiej ilości ryb i setek zawodników. W zawodach uczestniczyło 11 par, więc można je zaliczyć raczej do kameralnych. To jednak w niczym nie umniejszyło panującej na nich wspaniałej atmosfery. Bardzo szybko głównym centrum towarzyskim stało się stanowisko Przemka Wamberskiego i Janusza Szatana-ADDER CARP. Trudno opisać to wszystko, co się tam przez te 4 dni działo. Napoje chłodzące znikały tak szybko, że aż któregoś ranka pojawił się przy namiocie grzybiarz. Jeden z kolegów żalił się, że dipowanie nie jest najlepszym ze sposobów na poprawę przyjacielskiej atmosfery zawodów. Dość szybko jednak dał się przekonać, że między dipowaniem a niedipowaniem granica jest płynna, jak choćby między strumieniem a potokiem. W tak wesołej atmosferze trochę zapomnieliśmy chyba, że mamy też łowić karpie. Nic więc dziwnego, że gdy w końcu jakiś miejscowy potwór połakomił się na moją kulkę, zacinać musiał kolega z sąsiedniej drużyny, a ja, gdy dobiegłem, wyciągnąłem już tylko sam ciężarek. Złośliwi zaczęli docinać, że pewnie zawiązałem przypon do krętlika węzłem bez węzła, a ja przecież starannie zawiązałem poczwórną kokardkę. Trochę mi jednak było szkoda, bo to mogła być największa ryba zawodów.


Ostatniej nocy zmieniła się trochę pogoda i karpie zaczęły intensywniej się pokazywać. Niemniej część uczestników doszła do wniosku, że towarzystwo zobowiązuje i głośno okazywała przywiązanie do idei braterstwa i karpiarstwa. Być może na ich stan duży wpływ miało miejscowe wesele, a także mecz reprezentacji narodowej. Ale dlaczego molestowali mój wyczynowy namiot karpiowy?

Praktycznie do samego końca zawodów nie było wiadomo kto wygra. Ostatecznie największą rybą zawodów okazał się 4 kg karp złowiony przez Edwarda Miśkowicza, a zwycięzcami okazała się para miejscowych karpiarzy Edward i Łukasz Miśkowiczowie. Organizatorzy przewidzieli liczne nagrody w kilku konkurencjach. Już w trakcie losowania stanowisk, jedna z drużyn wyciągnęła stanowisko z nagrodą w postaci sprzętu karpiowego. Łowca największej ryby otrzymał kulki Roda Hutchinsona sponsorowane przez firmę Polnord-Eko. Nagrodę za najbardziej towarzyską drużynę otrzymali Przemek Wamberski i Janusz Szatan. Nagrodę dla najmłodszego uczestnika odebrał Łukasz Miśkowicz. Imprezę zamknął i nagrody wręczał sam wójt Mściwojowa, który serdecznie zapraszał uczestników do odwiedzenia tej miejscowości.



Impreza była bardzo udana, wiele nagród i wspaniała atmosfera rekompensowały brak ryb. Mnie czekała zaś kolejna podróż, tym razem w okolice Bielska. I zdradzę jedynie, że złożone wędki karpiowe doskonale nadają się jako asekuracja podczas nocnego wędrowania pod górę po szosie zerwanej przez wezbrany potok.









Zwycięzcy I Dolnośląskiego Pucharu Karpiowego:


1. Edward Miśkowicz / Łukasz Miśkowicz drużyna-Koło Wierzbiak.

2. Janusz Malik / Mariusz Landwójtowicz drużyna Carp Unity.

3. Jarosław Kołodziejek / Ireneusz Andrzejczak drużyna Koło Agronas.

4. Leszek Waloszyński / Dariusz Waloszyński.

5. Jarosław Nowosad / Dariusz Goclik drużyna PZW Powiercie.






Sponsorzy:

Adder Carp, Duncaen, Polnord-Eco, Carpio, Videotronic Nova, Fishpoint, Prologic, Traper, Videotronic.

Wasz wysłannik
Cezary Karolczak

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama