SEZON 2005 - Pierwsze spotkania z karpiami
Bakcyla wędkarstwa "łyknąłem" dokładnie 25 lat temu i wędkuję ze zmiennym szczęściem, mniejszymi i większymi sukcesami. Nie jestem już młodzieniaszkiem ale nad wodą z wędkami zawsze czuję się jakbym dopiero zaczynał tą przygodę z rybami. Pasję swoją przelałem z powodzeniem na syna Piotra i właśnie on jest inspiratorem połowów karpi. Wyjeżdżaliśmy na ryby, ja konsekwentnie z feederami, a syn gruncik, sygnalizator i czuwanie. Początkowo patrzyłem na to dość sceptycznie, gdyż syn nie osiągał sukcesów (przyznaję że żal mi go było nieraz). Nie wiem ale może właśnie dlatego, albo ze zwykłej przekory, a najpewniej z ciekawości, postanowiłem spróbować. Oczywiście jak to ja, najpierw zacząłem studiować wszelkie artykuły o karpiowaniu i przedruki z internetu. Tak to się zaczęło (w wielkim skrócie), ogólnie mówiąc "wzięło" mnie najpierw na "sucho" ale konkretnie. Zakupy niezbędnych żyłek, haczyków, nauka wiązania zmyślnych przyponów włosowych, rod pod wymyślony w zimowe wieczory i wykonany na pierwszą karpiową zasiadkę. Nie wspomnę już o "zabawie" z robieniem kulek proteinowych, żeby na wiosnę być już przygotowanym do walki z karpiem. Uzbrojeni we wszelkie akcesoria i teoretyczną wiedzę, wraz z synem postanowiliśmy otworzyć sezon 1- go maja 2005 r. nad zalewem Czapielówka w Czarnej Białostockiej. Zasiadkę rozpoczęliśmy 30.04.05r. przed południem. Nęcenie punktowe łyżką zanętową, trochę kulek własnej produkcji posłanych kobrą, marker ustawiony, wędki na podpórkach, zestawy w wodzie. Oczekiwanie - niepewność i cicha lecz daleka nadzieja...wreszcie ok. 1-szej w nocy (już 1-go maja) głos sygnalizatora przerwał ciszę i zagrał kołowrotek na moim karpiowym federku. Dopadłem do wędki i drżącymi rękoma chwytam wędkę, zacinam odruchowo i "coś" holuję lecz idzie mi to strasz-nie opornie i bez odjazdów, trochę mnie to dziwi ale po kilku minutach z ciemności tuż przy zielsku obok trzcin wyłonił się piękny karp, mój nocny książę, pierwszy karp na którego świadomie się zasadziłem. Gdy pierwsze emocje opadły, zorientowałem się, że będą kłopoty, po pierwsze z podbierakiem (niezbyt duży), po drugie siatka na ryby zwykła z obręczami (brak worka karpiowego), a na dodatek spostrzegłem, że razem ściągam swego markera, ogarnął mnie strach i smutek, że stracę rybę. Jednak mój golec o wadze 6 kg zmieścił się jakoś w podbieraku i z oporami w siatce. Skoro świt, żeby karp się nie męczył w siatce, zrobiliśmy sesję zdjęciową, "misiaczek" dostał buziaka w czółko i majestatycznie odpłynął, zdawało mi się, że jakby mrugnął do mnie, czyżby to znaczyło do miłego zobaczenia!? Następne spotkania z karpiami owszem nastąpiły ale kosztowały mnie dużo cierpliwości, zaangażowania i wytrwałości. Bez mała cztery miesiące, w tym okresie wiele wyjazdów, dnie i noce bez brania, ale takie chwile też procentują, gdyż można obserwować innych, podglądać, uczyć się i zgłębiać tajniki karpiowania. Poznałem nad zalewem w Czarnej Białostockiej wielu fajnych ludzi i nie tylko łowców karpi. Właśnie tam w czasie jednej z wypraw poznałem Mariusza, karpiarza już zaawansowanego, który "otworzył mi szerzej oczy" na tę tematykę i wiem na pewno, że bez jego pomocy moje sukcesy tego sezonu nie byłyby tak owocne. Właśnie na jednej z kolejnych zasiadek łowiliśmy wspólnie na uprzednio nęconym przez Mariusza łowisku, a było to 24.08.05. Do dyspozycji mieliśmy dwie noce. Pogoda dopisała, cisza, spokojna brzegach, czekamy, gawędzimy o życiu, o rybach, pijemy kawę. Godzina 23.10, swinger w górze, pisk sygnalizatora i na mojej wędce następuje odjazd. Hol trwa kilka minut i na macie ląduje karp golec waży 7,5kg. Wędka ląduje na podpórkach, nie zarzucam zestawu w obawie o splątanie żyłek. Mijają dwie godziny i ok. 1.00 w nocy podrywa mnie dźwięk sygnalizatora, kołowrotek trzeszczy, dopadam do wędki, zacinam, Mariusz drzemie w samochodzie, nie wiem jaką mam rybę, nie chcę krzyczeć, mam dylemat i nagle - olśnienie - lekko nogą trącam rod pod Mariusza a ten rozświetla się jak choinka i budzi kolegę. Okazuje się, że trochę spanikowałem bo karp 2,7kg nie stwarzał kłopotu z podebraniem. Wielka radość, mam dwa karpie, wędki leżą odłogiem, Mariusz też leży w samochodzie nieco zasmucony mówiąc najdelikatniej. Mijają minuty, o godz. ok. 2.30 niemy do tej pory sygnalizator mego towarzysza wyprawy zaczyna migać i piszczeć, ryba po krótkim holu ląduje w worku karpiowym, karp waży 6,5kg. Rankiem ok. 6.00 Mariusz łowi jeszcze amura 5kg. Robimy sesję zdjęciową i rybki wracają do akwenu szczęśliwe ale na pewno nie szczęśliwsze od nas. Nadszedł miesiąc wrzesień, mój syn Piotr dostał dwa dni urlopu, ja też miałem wolne, więc zawitaliśmy do "Czarnej" w dniach 11-13.09.05. Łowisko przygotowywaliśmy wspólnie, jednego dnia nęcił syn, drugiego ja itd., aby następnie zasadzić się na karpie. Pierwsza noc nic dobrego nie wróżyła, zmieniła się pogoda, a druga noc zaczęła się fatalnie, grzmiało i lało do 23.00. Szanse mały, ale po deszczu zrobiło się cicho i spokojnie i o godz.2.30 dźwięk sygnalizatora zrywa mnie na równe nogi i zaspany chwytam wędkę, opór jest spory ale ryba idzie spokojnie, nie mam pojęcia co to jest, syn świeci po wodzie. Dopiero kilka metrów od brzegu przy trzcinach ukazuje się długie wrzecionowate cielsko - to amur, naprowadzam go na podbierak, syn lekko go unosi następuje potężny chlupot i amur w panice jak torpeda rusza na otwartą wodę , jednak trzymam z nim ciągle kontakt i ponownie holuję do podbieraka. Ważymy go rano, waga wskazuje 13 kg, ryba jest piękna i niech żyje jak najdłużej, może kiedyś znowu pozwoli się zważyć, wtedy jednak będzie dużo więcej ważyć!!!! Tej nocy ja złowiłem jeszcze karpia 2,5kg a syn dwa karpie 3,7kg i 2,3kg. Wrześniowy wyjazd był moim ostatnim w sezonie 2005. Uważam ten sezon za szczęśliwy i wspaniały. Chciałbym żeby następny 2006 roku też nie był gorszy i życzę wszystkim początkującym karpiarzom podobnych do moich sukcesów. Zaznaczam tylko, że karpie uczą pokory, cierpliwości i zacięcia. To trudne łowienie ale warte zachodu i wielu wyrzeczeń.

Pozdrawiam karpiarzy i wszystkich tych, których w jakimś stopniu zachęciłem do bliskiego spotkania z karpiem. Adam Żmudzki


Pan Adam Żmudzki za artykuł otrzymał I nagrodę "zestaw produktów" firmy ADDER CARP
w konkursie mikołajkowym orgaznizowanym przez CARP PASSION . Serdecznie gratulujemy
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama