Moja pierwsza 10-tka - Adrian Śmigiel
W tym artykule chciałbym Wam opisać swoją zasiadkę w 2006 r, podczas której złowiliśmy swoją pierwszą dwucyfrówkę.
W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień, a było to 13 sierpnia 2006 r., zasiadka była zaplanowana od kilku tygodni, miałem, więc czas, aby się do niej dobrze przygotować. W przeddzień mój kolega Kuba, z którym jeździmy na wspólne zasiadki wybrał się nad jezioro Wygonin ja natomiast wybrałem się razem z tatą i bratem inny dobrze nam już znany kierunek - Wędkarskie Rodeo w Dobczynie. Rano 13 sierpnia w trakcie naszych przygotowań do wyjazdu (pakowania po dach samochodu ) zadzwonił kolega z wiadomością, że nad ranem "dostał" swoją wymarzoną dziesiątkę, wraz z nim bardzo się cieszyłem. Jako, że my niedługo mieliśmy już wyjeżdżać po tym telefonie cały czas myślałem czy taka miła niespodzianka mnie też zaskoczy??







Około godziny 14 byliśmy na miejscu, super!. Pogoda dopisywała, choć padał przelotny deszcz, temperatura utrzymywała się w granicach 28 st, wiał przyjemny wiatr. Po załatwieniu wszelkich formalności z gospodarzem łowiska Panem Jerzym wybraliśmy się nad nasze stanowisko o stromym, zarośniętym zboczu. Po upływie dobrej godzinki po rozłożeniu sprzętu nadszedł czas sondowania, nęcenia i oznaczenia łowiska. Wybraliśmy fajny kawałek czystego dna z lekkim 2cm mułem, łowiliśmy na odległości 60m i głębokości 1,60m , ponieważ kilka metrów dalej znajdowały się kołki.
Po oznaczeniu łowiska zabraliśmy się do nęcenia, do wody poleciały kulki TB scopex, truskawka a także kukurydza, pellet i konopie razem ok. 7 kg zanęty na początek. Później lekko donęcaliśmy w każdy dzień rano i wieczorem.
Po wykonaniu tych czynności zabraliśmy się do umieszczania zestawów w łowisku, na każdy zestaw założyliśmy inna kulkę były to : scopex, truskawka i kałamarnica-ośmiornica. Nadszedł czas odpoczynku i oczekiwania.







Około godziny 19 w czasie posiłku nagle słychać pipiiiiiiiii- odjazd, ojj pierwsza ryba, po krótkim holu i niezbyt dla mnie męczącym ryba ląduje w podbieraku jest to okazały leszcz, waga pokazuje 1,5 kg . Ryba do wody, kulka na włos, teraz idziemy dokończyć posiłek. Ucieszeni że jak na razie wziął chociaż leszcz czekamy na następną rybę, mieliśmy nadzieje że będzie to karp lub amur.
I tak czekaliśmy do 23 z hakiem, gdy pijąc herbatę sygnałki znowu zawyły, tym razem tata leci do kija i czuje opór ryby nie aż taki duży ale jest, po kilku minutach ryba ląduje na macie był to amur 5kg. Kilka fotek i do wody, za jakiś czas poszliśmy się położyć do namiotu i tak już spaliśmy do 4 nad ranem, gdy znowu było słychać piękne brzmienie sygnalizatora i dźwięk wysnuwającej się z kołowrotka żyłki. Oczywiście ja już na nogach, po chwili przy wędkach. Tym razem opór już był znacznie większy, wiadomo hol, emocje i ciekawość. Za chwilę ryba jest już w podbieraku, był to karp, waga wskazuje 9,5 kg ryba wzięła na kulkę kałamarnica&ośmiornica. Wcześniej także w Dobczynie złowiliśmy już karpia o tej masie, więc nadal czekaliśmy na tą 10-tkę. Po tym braniu przerzuciłem wszystkie 3 zestawy tym razem na dwie zakładając kulkę kałamarnica&ośmiornica a na trzeci zestaw kulkę scopex.








Na następne branie nie czekaliśmy długo bo do godziny 5 z groszami, tym razem także leżeliśmy w namiocie ale brat był szybszy i pierwszy podbiegł do wędki, był to karp o masie 7,5 kg, tym razem branie było na kulkę scopexową. W ciągu dnia żadnej ryby już nie wyholowaliśmy, pogoda trochę się zmieniła ruszył się wiatr. Oczywiście w międzyczasie było kilka brań, ale niestety ryby się wypięły, także niektóre się zerwały, a nawet zamiast ryby wyciągaliśmy metrowe kołki- co nie było przyjemne.







Dopiero po godzinie 20 znów usłyszeliśmy magiczny dźwięk sygnalizatora. Siedziałem pod parasolem więc szybko doskoczyłem do wędki i tutaj się zaczęło. Rybę było po prostu czuć na kiju, wędka ładnie pracowała, a ryba nie pozwoliła się tak łatwo wyciągnąć były ładne odjazdy. W końcu była na macie, widząc przy użyciu latarki skalę wagi byliśmy w siódmym niebie. Waga pokazała... 10,5 kg i oto w ten sposób złowiliśmy swoją pierwszą rybę powyżej 10 kg, cieszyliśmy się niezmiernie, karp ten oczywiście wziął na kulkę kałamarnica&ośmiornica. Porobiliśmy sobie zdjęcia i wypuściliśmy rybę do wody. Teraz ja wykonałem telefon do Kuby i Karola i poinformowałem ich co się tu wydarzyło, Kuba akurat był już w domu stan jego wyprawy to 2 karpie 10,20 i 9,5 kg. A my nadal łowiliśmy.
Następną rybą jaką złowiliśmy był amur wziął o 2 w nocy miał 6,5 kg, a właśnie ta noc była niezwykła pod względem takiej serii brań amurów na tą samą wędkę w przeciągu 30 min. Były 3 odjazdy z tego niestety tylko 1 udało nam się wyholować, reszta poszła w krzaki ze względu na dość trudne stanowisko a zwłaszcza w nocy, ryby się wypięły, wtedy także zaliczyłem super kąpiel w wodzie. Gdy wybiegałem z namiotu właśnie do tej ryby 6,5kg trochę się zapędziłem i zamiast po wędkę wpadłem do wody, gdzie były pokrzywy- ała, tata wybiegł z namiotu i zaciął ja byłem cały mokry i poparzony pokrzywami ledwo wyszedłem z tej wody. Po tym poszliśmy do namiotu i spaliśmy już do godziny 6 kiedy wziął nasz ostatni karp 6,5 kg. Po śniadaniu zaczęliśmy się pakować ponieważ nasza zasiadka dobiegała końca.







I tak wyglądała nasza zasiadka podczas której złowiliśmy pierwszą swoją zdobycz powyżej 10 kg, wiem że dla wielu z was może to się wydawać normalne, że cały czas łowicie karpie powyżej 10 kg, natomiast ta ryba była moją pierwszą powyżej dyszki, a wiadomo takie chwile się pamięta. Mam nadzieję, że w tym sezonie będę takie łowił częściej nie tylko w Dobczynie ale i na moich, pięknych, obfitujących w duże karpie wodach.
Pozdrawiam wszystkich karpiarzy i życzę połamania kija w nowym sezonie który niedługo już rozpoczniemy.
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama