Mój pierwszy karp na kulkę - Patryk Kopeć
Zdarzyło sie to końcem wakacji 2006, kiedy na osiedlowych stawach (stawy są niewielkie, każdy ma inną powierzchnie a jest ich 5) nie mogłem złapać karpia, większość ryb wpuszczonych początkiem maja została już wyłapana, a ja miałem ochotę na dużego karpia. Wiedziałem że w tych stawach są okazy. W tym czasie o kulkach dosłownie nie wiedziałem nic, jednak pamiętałem że wujek ostatniej rozmowy mówił mi że nęci kulkami proteinowymi, pomyślałem że mógłbym spróbować. Ustawiłem się z Nim na wspólne wędkowanie z udziałem kulek, mówił żebym zabrał ze sobą solidny sprzęt. Nad wodą opowiedział mi troszkę więcej i pomógł zamontować "amatorski" zestaw który wyglądał tak:

- 3m wędka
- kołowrotek ze 150m zapasem żyłki 0,30mm
- przypon na krętliku z plecionki 0,12mm( bez ciężarka)
- Hak nr:2
- Jako włos przywiązywaliśmy do haka żyłkę 0,04mm, zwykłą igłą do szycia przeplatalismy kulkę i jako stoper służyła śrucina o niewielkiej gramaturze.







Byliśmy nad stawem nr:5 po zmontowaniu takich zestawów zarzuciliśmy wędki w nęconym miejscu. Około godziny 15.00 na wędce wujka bombka podniosła się do samego końca, żyłka zaczęła się wysuwac z kołowrotka!, Zacięcie! Siedzi! Po około 20min holu ryba ląduje w podbieraku, nie wierzyłem własnym oczom miarka pokazała równe 80cm, waga nie znana (nikt w tym czasie nie miał wagi na łowisku ) Ryba wróciła do wody, a ja zdałem sobie sprawę z wartości kulek, wcześniej nie doceniałem ich aż tak! Do końca dnia nic już się nie działo i nikt nie miał brania. Kolejnej wyprawy to ja byłem górą! Ale nie do końca. O godzinie 14.00 byliśmy na łowisku i szybko zarzuciliśmy wędki, tym razem na stawie nr 2 również i tam wujek wcześniej nęcił. Zapowiadało się bez brania, słońce grzało, na wodzie nic się nie spławiało, ale jednak około godziny 18.00 na mojej wędce nastąpiło branie, bomba doszła do samego końca i spadła, nie było mnie przy wędce, rzecz jasna mój błąd. ściągnąłem wędkę kulki nie było, szybko założyłem nową kulkę, zarzuciłem wędkę ale już nic się tego dnia nie wydarzyło. Kolejna wyprawa, również staw nr:2 to samo miejsce sytuacja dosłownie ta sama! Do godziny 18.00 dosłownie Nic! Wtedy powtórzyłem błąd z ostatniej zasiadki. Nie byłem obecny przy mojej wędce podczas brania bombka strzeliła o kij i spadła, ściągnąłem wędkę nie ma kulki, do końca dnia nic się już nie wydarzyło. Ta sytuacja nauczyła mnie ważnej rzeczy! Siedzenia przy wędce, od tej pory rzadko opuszczam stanowisko podczas zasiadek. Kolejnego dnia powiedziałem sobie "Do 3 razy sztuka" To samo miejsce, wędki pilnowałem jak oka w głowie, nie opuszczałem jej na krok, spoglądałem tylko na zegarek. W końcu nadeszła godzina 18.00 - godzina szczytów. No i proszę! Branie:) trzask!!, Zacinam Siedzi - mówie do wujka, po krótkim holu ryba wylądowała w podbieraku. Po zważeniu okazało się że to karp o wadze 2,30kg. Ten karp mnie zainspirował, od tamtej pory zacząłem pogłębiac swoją wiedzę na stronach internetowych, m.in. na Carp Passion. Zawsze kiedy przypomina mi się ta Historia śmieję się sam z siebie, najśmieszniejszy był chyba zestaw końcowy. Karpikowi zwróciłem wolność (od tamtego czasu stosuje się do zasady No Kill) Był to mój Pierwszy karp złapany na kulkę.


Patryk Kopeć, lat 14

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama