Jezioro Vrbenský - wiosna 2007r. - Roman Zedníček
W niedzielę 6 maja 2007r. ponownie ruszamy na czwartą tradycyjną wędkarską podróż z wiernym przyjacielem Jeseterem. Za całą naszą egzystencję wypróbowaliśmy 4 miejsca ( 1, 4, 5, 6. ), każde z nich miało w sobie coś magicznego. Zaraz na początku zaskoczył nas poziom powierzchni wody, jest o 50 cm niższy od normlnego, to było dziwne, pózniej dotarła do nas wiadomość, że za taki stan wody mogła odpowiadać słaba zima jak i mało opadów w bieżącym roku. Wypakujemy łódkę i jedziemy zbadać za pomocą echosondy głebokość, kotwicą usuwamy wszystkiego rodzaju przeszkody, zerwane żyłki, korzenie, gałęzie.
O 15:00 kulki już się moczą na głębokościach : 2m, 3m, 6m, gdzie temperatura waha się w granicach 15°C-17°C. Pierwszy kontakt z rybą mam o 17:00 a potem nastepny i nastepny... I to z godzinowymi przerwami aż do kolejnego dnia do godziny 10, kiedy byliśmy zupełnie wykończeni, niewyspani. W takiej chwili prosiliśmy karpie, żeby już nie brały. Ryby się z nienacka uspokoiły, a my nareszcie mogliśmy zasnąć. Kolejne dni ryby brały według zegarka. Od 7 do 13godz. A potem od 17-02 godz. rano. Większość złowionych egzemplarzy (wiecej niż 50 sztuk) ważyła w granicach od 6 - 13 kg, z tego 20 sztuk 10-14kg. Z 90% złakomiły się na orzech tygrysi + boilie wątroba w PVA(malutkie kawałki).


Miałem na wedce 5 bardzo cieżkich ryb, które bez większych problemów brały żyłke i prosto do traw, czy korzeni, gdzie miałem znikome szanse. To była moja wina, że nie wziąłem łódki i nie jechałem rybie na przeciw, zaraz by się szanse zwiększyły, następnym razem będę szybszy i mądrzejszy.

Chcę jeszcze przytoczyć sytuację, kiedy miałem piękne branie we wtorek na kulki watroba/GLM + pellet. Dociągnąłem hamulec kołowrotka do maksa i jeszcze trzymałem żyłkę ręką, ale to nie pomogło, ryba ciągle płynęła, gdzie chciała. Na szczęście płynęła na otwartą wodę, zbrobiła półokrąg i powróciła na miejsce brania. Na chwilkę był spokój, ryba zatrzymała się. Pierwsze co mi wpadło do głowy - to jest duży sum, więc musieliśmy szybko coś wymyśleć. Jeseter w okamgnieniu sciągnął wszystkie wędziska, parę razy wiosłem uderzył o powierzchnię wody, nagle ryba znów ruszyła, teraz wprost do korzeni, udziwiła nas siła przeciwnika, nie mogłen nic zrobić, za 20 metrów korzenie a więc albo albo , kolowrotek na maksa, w ręce żylka i i i i i ii i i i i i pęk, Nie pomogła ani żyłka 0,35/13,5kg.
Żeby tego nie było za mało, tak w domu dałem sobie cel , muszę złowić dużego karpia na heavy-feeder, gdzie miałem plecionke na 12kg. Znalazłem miejsce, 3metry od brzegu , znajdowało sie tam stare koryto i głebokość 6metrów.

Miałem na wedce 6 ryb, ale do podbieraku trafiła tylko jedna 83cm i 10kg, z którą przeciągałem sie 20 minut, przepiękny pojedynek! Za chwilkę nastepne branie, ryba w kierunku przeciwległego brzegu, bierze metr po metr żyłki , hamulec nie hamuje, ryba nie zatrzymuje się. Po 60 metrach poczułem, że plecionka o coś ociera się, nie zdążyłem zareagować. Pękła, i było po pojedynku. Byłem zawiedziony, ponieważ wyciągnąć dużego karpia na feeder to mój sen, który jeszcze nie został spełniony.

Największego karpia wyciągnął Jeseter na boilie Tuńczyk z brzoskwinią, miał 14kg/86cm, znów nasza wymarzona meta 19kg nie padła, chodziaż byliśmy naprawdę bliziutko. Chyba największa ciekawostka było stwierdzenie, iż karpie brały tylko na boilie w kształcie kwadratu, kuliste mijały bez zainteresowania. Za 5 dni zużyliśmy : 30kg aromatycznej słodkiej kukurydza SCOPEX , 20 kg halibutek 15mm , 4kg fermentowanych orzechów tygrysich , 4 kg Boilie wątroba z kałamarem + 2kg Tuńczyk z brzoskwinią.



















Szybki Kontakt
Reklama
Reklama