Przygoda na Rybowie
Rybowo, jedno z łowisk, nad którym spragnieni przygód, wrażeń jak również pięknych ryb karpiarze znajdują swój dom i spokój. To właśnie tam postanowiłem się wybrać w sierpniu ubiegłego roku wraz ze swoim przyjacielem, aby zmierzyć się z tamtejszymi karpiami, poprawić swoje rekordy i w wspaniały i niezapomniany sposób spędzić czas nad wodą. Była to zasiadka od dawna wyczekiwana przez nas, zawsze chcieliśmy usiąść nad taką wodą, nad którą czas przestaje płynąć a każda godzina wydaje się najpiękniejszą w życiu.







Pomysł, aby udać się na Rybowo powstał z inicjatywy mojego przyjaciela, który zaproponował, aby pojechać na tydzień nad jakieś piękne jezioro i znaleźć to, czego szukamy, czyli karpie. Rozważaliśmy wiele wód, ale każda znajdowała się zbyt daleko od naszego miejsca zamieszkania a na dodatek nie posiadaliśmy informacji na temat zbiornika. O Rybowie dowiedziałem się od znajomych, którzy zachęcili mnie do udania się na to właśnie łowisko gdyż odległość od mojego domu to tylko 100km, a woda jest naprawdę ciekawa. Po paru dniach otrzymałem numer telefonu do Marka Hallasa, który to właśnie przedstawił mi wszystkie cechy tej wody, udzielił porad i pozytywnie nastawił do jeziora. Skonsultowałem się z kolegą i postanowiliśmy zarezerwować stanowisko na tydzień czasu. Z niecierpliwością doczekaliśmy w końcu 8 sierpnia i mogliśmy spokojnie wyruszyć nad wodę. Gdy dojechaliśmy na miejsce czekał już tam na nas Marek, który wybrał nam miejsce i wytłumaczył, w jaki sposób mamy łapać karpie i gdzie ich szukać. Sytuacja była naprawdę wygodna, ponieważ to on dostarczał nam potrzebne materiały, kulki i akcesoria na miejsce, a w razie potrzeby mogliśmy cały czas je uzupełniać. Samochodem można było podjechać pod samą wodę, dzięki czemu oszczędziliśmy sobie morderczego noszenia sprzętu. Udostępniona została nam łódka, do której zamontowaliśmy silnik elektryczny, dla tego wywożenie zestawów było dużo sprawniejsze i szybsze. Jezioro ma ok. 10 ha a miejscówki, które były odwiedzane przez karpie znajdowały się na odległości od 120 do 150 m a czasami dalej. Był to przeciwległy brzeg w strefie przybrzeżnej cały porośnięty trzciną wodną i to właśnie tam karpie upodobały sobie swoją stołówkę. Po długotrwałym szykowaniu stanowiska i rozbijaniu namiotu musieliśmy chwilę odpocząć, ale przed zapadnięciem zmierzchu postaraliśmy się, aby nasze łowisko było już zanęcone, a zestawy postawione na swoich miejscach.










Jedno łowisko uszykowaliśmy ok 50 m od brzegu z lewej strony naszego obozu był to narożnik naszego jeziora, a łowisko od brzegu oddzielała ok. 15 metrowy pas trzciny. Na tym miejscu właśnie postawiliśmy delikatne zestawy i staraliśmy się eksperymentować z przynętami, a nęciliśmy je kulami z parzonego granulatu karpiowego z dużą ilością dodatku kukurydzy i konopi. Drugie łowisko znajdowało się na wspomnianej wcześniej odległości 150m. Była to też linia trzciny wodnej, ale znacznie szersza i głębiej wchodząca w środek. Podłoże jest zazwyczaj równe i mało muliste bez żadnych dołków, a zestawy umieszczaliśmy około metra od trzcin. To łowisko postanowiliśmy nęcić tylko i wyłącznie kulkami 20mm o zapachu truskawki i scopexa, zrobiliśmy tak gdyż liczna populacja małego karpia mogłaby zostać zwabiona przez zanętę sypką a po drugie małe karpiki zbyt często by brały i zmuszały nas do ponownego wywożenia zestawów. Przypony, jakie stosowaliśmy były wykonane z fluorocarbonu, a żeby mieć możliwość wyciągnięcia karpia, jeżeli wplątałby się w trzcinę używaliśmy strzałówek. Przynętą były jedna lub dwie kulki firmy Adder Carp o smaku truskawki lub scopexa umieszczone na D-rigu.










Gdy wszystko już było uszykowane i gotowe mogliśmy wreszcie odpocząć. Przez całą noc nic się nie działo, ale nad ranem zostaliśmy obudzeni przez sygnalizator. Okazało się, że branie nastąpiło na łowisku nęconym granulatem a po chwili na macie wylądował karp o wadze 7 kg. Była to pierwsza ryba złapana nad Rybowem. Po jakimś czasie przyszła do nas właścicielka owego jeziora z zapytaniem czy posiadamy wagę i matę, ponieważ parę stanowisk obok został wyholowany karp, który jak się okazało ważył 13 kg i był to "Adaś" tak nazwany przez gospodarzy wody karp. Został złapany przez starszego pana na sprzęt o którym nie jedni by mówili że nie wyciągnie robaka z wody a co dopiero mówić trzynasto kilogramowego karpia. Tak, więc po zważeniu go i krótkiej sesji zdjęciowej został wypuszczony do swojego podwodnego "królestwa" a my wróciliśmy na swoje stanowisko. Spokojnie spędzając popołudnie i poznając wodę doczekaliśmy godziny osiemnastej i usłyszeliśmy







dwa pojedyncze sygnały sygnalizatora. Normalnie nic ciekawego się nie zapowiadało, lecz po chwili szczytówka wędziska zaczęła się uginać, ale sygnalizator nie reagował. Piotrek, bo tak miał na imię mój towarzysz wypraw w odpowiedzi na to postanowił sprawdzić i zaciąć, gdy to zrobił poczuł opór na kiju, który ze względu na taką odległość był dość niewyraźny, lecz po chwili ryba zaczęła uciekać w środek jeziora, po krótkiej walce z karpiem delikatnie podebraliśmy go i położyliśmy na macie, gdy go zważyliśmy okazało się, że waga wskazała 12 kg. wiec zrobiliśmy parę ujęć, wypuściliśmy rybę do wody i ponownie wywieźliśmy zestaw. Zadowoleni wróciliśmy do namiotu i czekaliśmy na kolejne branie. Była godzina dwudziesta, gdy zaczął padać deszcz, nic się nie działo wiec smacznie się zdrzemneliśmy, nagle około godziny drugiej w nocy przestało padać i po 10 minutach nastąpiło branie znowu na wędkę Piotra, szybkie cięcie i wyholował rybę na brzeg, był to kolejny 13 kilogramowy misiak, wiec znowu parę fotek, buziak i do wody. Ponownie wywozimy zestaw i kładziemy się spać. Nad samym ranem następuje kolejne branie i jak się okazuje ponownie na wędkę kolegi, jednak ten karp ważył 10 kg. Zacząłem się niecierpliwić, bo karpie nie chciały oddalić się 30m do moich zestawów od trzcin, a brań nie było, wiec postanowiłem zmienić miejsce. Przeniosłem łowisko na prawą stronę w miejscu gdzie przeciwległy brzeg od ryb oddzielał bardzo szeroki pas trzciny. Zanęciłem łowisko i położyłem tam zestawy. Znowu zaczęło padać i padało do późnego popołudnia, uspokoiło się około godziny osiemnastej, zrobiło się parno, wiatr ucichł a na lustrze wody przez lornetkę było widać jak karpie przemierzają trzciny wzdłuż w poszukiwaniu pokarmu. Po chwili nastąpiło branie i wreszcie była to moja wędka, czym prędzej zaciąłem i poczułem opór, ryba próbowała wbić się w gęsta trzcinę na przeciwległym brzegu, ale udało się ją przytrzymać i spokojnie doholować do podbieraka. Ostrożnie wyjęta z wody i zważona miała 12 kg, aby jej nie stresować szybko zwróciłem jej wolność i wywiozłem zestawy. Zanim zdążyłem wrócić łódką do stanowiska znowu zaczęło padać, wróciłem do namiotu i zacząłem rozmyślać, co jest powodem brań karpi w takich porach dnia i okazało się, że brania następował w przerwach miedzy ulewami praktycznie zawsze, więc gdy je rozgryźliśmy, gdy przestawało padać czekaliśmy z moim towarzyszem przy wędkach. Następną rybą był karp Koi, który miał 7 kg, prześlicznie ubarwiony zachwycił nas swoim wyglądem, a następnie został złapany największy karp naszej zasiadki, który ważył 16 kg i okazało się był to rekord Rybowa tego sezonu. Potem brania następowały jedno po drugim, nawzajem z Piotrkiem prześcigaliśmy się w ilości złowionych karpi, których waga utrzymywała się zazwyczaj w przedziale od 10 do 14 kg.







Przyłów stanowiły dorodne karasie i jeden sum, które wróciły do wody. Wieczorem trzeciego dnia zasiadki dołączyli do nas Marek Hallas i Przemek Witkowski, z którymi razem mieliśmy przyjemności łowić praktycznie do ostatniego dnia naszej zasiadki. Spędzaliśmy czas na opowiadaniu historii i wymianie się wiadomościami. Karpie i pogoda nam dopisywały brania następowały bardzo często a w sumie z Piotrkiem złapaliśmy około 30 karpi.

Tak, więc podsumowując była to jedna z najbardziej udanych zasiadek w ubiegłym sezonie, która przyniosła nam nowe życiowe rekordy i niezapomniane historie. Jeżeli trafi się w okres, przynętę i ma się szczęście woda ta potrafi nas sowicie wynagrodzić licznymi baniami jak również pięknymi karpiami. Zapewne postaram się wrócić tam w tym sezonie i przeżyć tę przygodę ponownie. Dlatego zachęcam wszystkich do wybrania się na zasiadkę nad ten zbiornik abyście mogli przeżyć to samo, co ja.
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama