RAPR & Karpiarze-Bolesław Michalski



Wszedłem na stronę Carp Passion jeszcze w kwietniu, ale nawał różnych spraw
nie pozwolił mi się przyjrzeć temu portalowi tak bardziej z sercem. W końcu
przyszedł czas podjąć jedynie słuszną decyzję i zarejestrować się w klubie.
Jednak znając regulamin klubowy, nie jestem w cale pewny, jak długo w tym
znamienitym gronie będę istniał. Powiem wprost grozi mi skreślenie z listy
od razu na samym początku. Zapytać można dlaczego czyżbym był jakimś
kłusolem, mięsiarzem, czy coś przeskrobał w przeszłości? Otóż po karpiowemu
nie, absolutnie nic z tych rzeczy.




Wszystkie moje rozterki i wątpliwości wynikają z obowiązku przestrzegania
RAPR PZW. Po pierwsze nie należę do PZW i nie mam legitymacji ani opłaconych
składek, więc nie obowiązują mnie żadne postanowienia RAPR i co za tym idzie
notorycznie je łamię. I w dodatku mam nadzieję, że będzie okazja łamać je w
tym roku często.

No tak, bo jeżeli złowię powiedzmy cztery sztuki w nocy, a zdarzało się i więcej, i umieszczę je w sakach, to gdy przyjdzie kontrola, może śmiało mnie potraktować jako mięsiarza posiadającego za dużo tych misiaczków. Hmm jeden wtedy będzie ponad normę. Którego teraz wypuścić zanim zrobię rano wspólne pamiątkowe zdjęcie, by nie narazić się na kłopoty? Na pewno nie wypuszczę
żadnego, bo nie łowię na wodach PZW. Najpierw fota i buźka, a potem wolność.

No ale to powiecie jest normalne i każdy życzliwy wędkarz będzie mi życzył abym złowił nawet tyle, żeby zabrakło mi saków. No właśnie te karpiowe saki. Przecież żeby być w zgodzie z regulaminem PZW muszę coś wymyślić, aby siatka była na pałąkach. Saki takowych nie posiadają. I co mam bawić się w Słodowego albo Dobromira i robić pałąki do moich saków? Szkoda mi na to czasu, a do sklepowych siatek z pałąkami nie zamierzam wsadzać moich misiaczków, bo na dyby nie zasłużyły. Z tego wynika jasno, że regulamin PZW będę musiał łamać przy każdej okazji złowionego w nocy karpia, który w moich oczach będzie wyglądał wart wspólnej porannej fotografii.

Jakby tego było mało, będę pewnie zmuszony przyznać się, iż jeszcze jedno zamierzam mieć na sumieniu. Kiedyś bowiem wytrzymywałem nawet do blisko 100 godzin, żeby bez zmrużenia oka, czuwać przy wędkach. No ale lata lecą i niestety szczytem mych obecnych osiągnięć, jest czujność przez około 60 godzin, a i to zaczyna być problematyczne. W końcu ołowiane powieki muszą
choćby na trzy godzinki opaść. I co przy wędach będzie czuwał kolega, a ja w swoich snach będę liczył, że gdyby co to mnie obudzi. Złamię więc regulamin,bo nie będę nadzorował swoich wędzisk. Będę smacznie chrapał kilka ładnych metrów od stanowiska. A co zrobić, gdy na zasiadkę wybiorę się w pojedynkę. Kiedyś zamiast kolegi czuwał tylko Videotronic i gdy oznajmił swoimi decybelami branie, o mały włos nie wpadłem z pomostu do wody. Byłem już tak skonany, że na twardych dechach pomostu spało mi się jak w puchowej pościeli, a wędki stały zarzucone, praktycznie bez mojego nadzoru.

Reasumując to co tu napisałem, mam poważne wątpliwości czy dalej mogę być z Wami w jednym klubie, bo wyjątków dla takiego drania łamiącego RAPR być nie może. Z drugiej zaś strony trudno nie przyznać racji nam karpiarzom, że dla naszych misiaczków, saki są lepsze od tych wspaniałych małych siateczek na pałąkach, a spanie na parodniowej zasiadce to już norma. Pozostaje nam tylko
jedno, albo zrezygnować z poszczególnych idiotycznie brzmiących paragrafów, albo wpłynąć na odpowiednie czynniki władz PZW, aby te zapisy w RAPR zmienili, ku dobru misiaczków i nie tylko. Osobiście wolałbym to drugie, ale nie mam żadnego na to wpływu.

Bolesław Michalski
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama