Piękny karpiowy sen
To była wczesna wiosna. Już nie mogłem się doczekać długo oczekiwanego weekendu nad wodą. Od samego rana zacząłem pakowanie sprzętu, aby nic nie zapomnieć. Nad wodą byłem późnym popołudniem. Szybko rozłożyłem wędki i po chwili zestawy wylądowały w wodzie. Pogoda tego weekendowego wypadu była ładna i słoneczna. Od wielu dni, znad morza płynęły białe chmury. Gnane chłodnym wiatrem sunęły po błękitnym niebie, przyglądając się w wodzie i bezpowrotnie znikały za horyzontem. Temperatura powietrza osiągała do 15st. W południe słońce grzało silnie, lecz pod wieczór temperatura spadła.





Noc nie była zbytnio ciepła. Mimo ze jest weekend wolny od pracy nad zbiornikiem nie ma żadnego wędkarza. Przed zachodem słońca przerzuciłem wędki i donęciłem kilkoma kulkami proteinowymi. Sprawdziłem poprawność działania sygnalizatorów brań i wygodnie położyłem się w namiocie na łóżku. Teraz pozostało mi tylko czekać i liczyć, że tej właśnie nocy duży karp połakomi się na moja przynętę i złapie swoją rekordową rybę. Bo słyszałem że na tym zbiorniku pływają duże sztuki łamiące z trzaskiem wędki i rwące najgrubsze żyłki.





Nastała ciemność... Ustał wiatr a na niebie rozbłysły gwiazdy. Już po północy, przykryłem się śpiworem i rozmarzony zasnąłem, śnił mi się piękny sen, błysnęło czerwone światełko sygnalizatora i nastąpił potężny odjazd. Natychmiast poderwałem się do wędziska, złapałem za szpulę i zaciąłem. Opór!! Jakby haczyk ugrzązł w jakimś zaczepie. Hamulec kołowrotka zaterkotał i przerwał ciszę panująca na zbiorniku. Ryba ciągle wybierała mi żyłkę wcale się przy tym nie mecząc. Czułem że jest duża i silna, lecz ile waży mogłem tylko zgadywać 15kg, 20kg, 25kg? Jedno, co przychodziło mi w tym momencie to chęć podebrania rybę podbierakiem. Żyłka była ciągle wybierana z kołowrotka i nie mogłem dłużej czekać aż ryba wyciągnie cały jej zapas. Lekko dokręciłem hamulec. Ryba natychmiast przystanęła i po chwili płynęła w bok. Powoli próbowałem, choć troszkę podciągnąć ją do brzegu. Zrobiłem jedynie kilka obrotów kołowrotka i już myślałem ze ryba się poddała, lecz nabrała siły i zrobiła kilkumetrowy zryw chowając się w ciemności. Czas płyną a ja już traciłem rachubę ile już z tą rybą walczę. Momentami odnosiłem wrażenie że zmagam się z jakimś potworem a nie z moim przyjacielem karpiem lub amurem. Ryba powoli słabła i z ciężkim oporem dawała się holować do brzegu. Hol już trwał długo i nie byłem pewny czy mój sprzęt nie odmówi posłuszeństwa i pęknie żyłka. Ryba na wędce zdawała się mieć niespożyte siły, ale czułem się pewniejszy, bo na szpuli kołowrotka miałem coraz więcej żyłki. Mimo częściowym poddaniu się ryby wiedziałem, że walka jeszcze nie jest rozstrzygnięta, bo jej finał zakończy się tuż przy brzegu. Czułem, że ryba już jest blisko brzegu. Zapaliłem latarkę i poświeciłem w tafle wody, aby sprawdzić, jaką to rybę mam na haku. To był KARP, piękny, złocisty, pełnołuski. Przewalał się leniwie na płytkiej wodzie. Jedno, co pamiętam, jakie uczucie mi wtedy towarzyszyło to radość ze złapania takiej ryby i strach spowodowany wielkością i siłą okazu. Patrzyłem na rybę z zachwytem, ale i ze świadomością, że sam nie dam rady jej podebrać. Miałem świadomość, że jestem tak blisko sukcesu, a zarazem tak bliski porażki. Moje ręce były już bardzo zmęczone, że wędkę trzymałem dwoma rękami. Mając karpia pod samymi nogami bezradnie się mu przyglądałem ze ąwiadomością, że zbierze siły i zrobi kolejny odjazd rwšc żyłkę. Stojąc po pas w wodzie już nie miałem siły dalej walczyć z rybą. Podbierak miałem zbyt daleko od siebie. Jedno, co mogłem teraz zrobić to uwolnić rybę wypinając haczyk z pyska. I tak zrobiłem. Przepiękny karp, mimo iż zwróciłem mu wolność nie był temu do końca przekonany. Postał jeszcze chwilkę poczym powoli odpłynął!





Obudziły mnie promienie porannego słońca zaglądającego do namiotu. Całą noc przespałem a sen nie przerwał mi żaden karpiowy odjazd. Do końca karpiowej zasiadki nie miałem kontaktu z rybą, lecz nigdy nie zapomnę o tym wypadzie i przepięknym śnie.

NO KILL
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama