Gdy brzegi świecą pustkami !!! - Piotr Czech
Kto z nas nie spotkał się z sytuacją, gdy przy wyborze łowiska na weekendową zasiadkę nasza najbliższa okolica ma nam do zaoferowania zbiorniki cieszące się popularnością i dobrą renomą (wśród karpiarzy), oraz akweny na swój sposób zapomniane.

Niektórzy wybierając łowisko na pierwszym miejscu stawiają zbiorniki o silnej presji, dyskryminując
jednocześnie zapomniane (przez karpiarzy) "brzydkie kaczątka". Natomiast jeśli już zdobędą się na odwagę, by zamoczyć kije w tym drugim typie łowiska, to zazwyczaj poddają się po pierwszej "jałowej" nocy tłumacząc sobie brak brań bezrybiem. Uważam, że jest to jedna z głównych przyczyn naszych karpiowych niepowodzeń.

Ocena Łowiska

Jeśli zbiornik był kiedykolwiek zarybiony karpiem ( szczerze mówiąc nie znam akwenu, którego co roku nie zarybiano by choćby kilkoma sztukami karpia lub amura, zazwyczaj jest to x kg ) i nie szalał na nim żaden z niżej opisanych żywiołów, to możemy być pewni, że znajdują się w nim "miśki".
Nawet, najlepsi w swym fachu mięsiarze nie są w stanie całkowicie wyłowić interesujących nas rybek, co więcej rzekłbym, że całkiem niezły odsetek karpi i amurów przeżywa ofensywę z ich strony.

Jedynymi(pomijając skażenia itp.), zarazem najczęstszymi czynnikami zdolnymi całkowicie wyelminować nasze "miśki" z łowiska są:

- pokrywa lodowa utrzymująca się przez dłuższy czas (w płytkich zbiornikach często sięgająca samego dna), powodująca deficyt tlenu w wodzie. Są oczywiście środki zapobiegawcze w postaci przerębli, jednak wystarczają na krótkotrwałe "zlodowacenie" - przy długo utrzymującym się lodzie chyba jedynymi sposobami na uratowanie rybostanu są: pompa strażacka tłocząca wodę do przerębli, lub wielki napowietrzacz. Podczas zimy 2005/2006 zaobserwowałem na jednym z pobliskich
łowisk komercyjnych ciekawy sposób na utrzymanie ryb przy życiu - coś w rodzaju pompki akwariowej tłoczącej powietrze, tylko, że na skalę XXL.

Niestety polskie realia mówią same za siebie i często odpowiednie środki zapobiegawcze są wdrażane dopiero "po fakcie", co często odzwierciedla się widokiem śniętych ryb na brzegach łowisk.

- odłów siatką, agregatem, itp. tu mamy zależnie od sytuacji ( wielkość, głębokość, ukształtowanie dna i linii brzegowej łowiska, "doświadczenie zawodowe" delikfentów dokonujących odłów ) mniejsze lub większe szanse na ocalenie choćby paru miśków.

Dzięki całorocznym obserwacjom łowisk możemy na bieżąco pozyskiwać informacje o zbiornikach z którymi wiążemy przyszłość karpiową.




Patenty i sposoby

Jedną z największych zalet nie obleganych łowisk jest prostota przynęt, oraz zanęt skutecznych w połowie ryb. Nie od dziś wiadomo, że metoda włosowa "bije na łeb" dosłownie wszystkie inne techniki stosowane do połowu wielkich ryb spokojnego żeru.

Chyba każdy przyzna, że wśród ogromnej części wędkarzy nastawionych na leszcze, karasie i inne pospolite ryby, odpowiednia technika nęcenia, oraz podania przynęty nie idą ze sobą w parze, często obydwie są zaniedbywane. Nie ma więc powodów do zmartwień słysząc negatywną odpowiedź na pytanie o brania. Dzieląc łowisko z wędkarzami nie przywiązującymi zbytnio uwagi do jakości oraz ilości przynęt i zanęt możemy sobie pozwolić na użycie "broni tego samego kalibru", co współłowiący, tylko w większych ilościach, oraz w nieco inny sposób. Tak więc, nawet najprostsza przynęta i zanęta użyta w odpowiedni sposób może okazać się kluczem do sukcesu.

Życzę obfitych łowów w sezonie 2008 i zapraszam do komentowania- Piotr Czech



Szybki Kontakt
Reklama
Reklama