Przygoda z karpiami - Krystian Bąk
Jak to się zaczęło, hmm..... może opisując moja przygodę z karpiarstwem zacznę od początku, jak poznałem wędkarstwo.


Wszystko zaczęło się w drugiej klasie podstawówki ( 8lat ), gdy zobaczyłem u kumpla coś w rodzaju kolorowego długopisu, heheee rzecz jasna był to spławik, później poznałem resztę podstawowych przyborów wędkarskich.



Pierwsze ryby, które złowiłem to były okonie, wyholowałem je za pomocą kawałka żyłki, spławika i haczyka, na rzeczce która płynie przez Tychy. Nie przekraczały 20cm, a cieszyłem się z nich tak jakbym połowił rekordy świata. Później łowiłem płotki, karasie, leszcze, szczupaki, itd... Najbardziej ekscytującymi wyprawami były wypady nad jezioro Paprocańskie, wtedy bez karty wędkarskiej czajiliśmy się po krzakach żeby połowić. ( Myślę że panowie z koła nie wkleją mi teraz jakiegoś mandaciku ). W pewnym okresie(12lat) sąsiad namówił mnie do wyrobienia karty wędkarskiej, i wtedy zaczęło się prawdziwe wędkowanie. Metoda gruntowa wpadła mi od razu w gusta, no i z pomocą kumpla złowiłem swojego pierwszego cyprinuska, miał 32cm i niestety trafił na patelnie. W tym okresie mojego wędkarstwa w ogóle nie słyszałem o zasadzie "NO KILL" i bardziej cieszyła mnie ryba w siatce, niż z powrotem wypuszczona do wody.




Moje pierwsze spotkanie z karpiarstwem odbyło się w 2004 roku, na naszym zbiorniku gdy był organizowany Karpiowy Puchar Polski. Poznałem wtedy dwóch karpiarzy którzy opowiadali mi o karpiach, no i metodach ich łowienia. Przy nich zobaczyłem pierwszego dużego karpia. I w tym momencie zostałem zarażony choroba jaka jest karpiarstwo.

No ale dopiero po dłuższym czasie razem z kumplami zdecydowaliśmy się na krótkie wypady, pisze krótkie bo jaki rodzic zgodził by się na spędzenie nocki bez opieki dorosłych w tym wieku(13lat). Nęciliśmy kukurydzą, grochem i odrobinką pelletu. Co do kulek to niestety nie mieliśmy pojęcia o ich produkcji i byliśmy ograniczeni finansowo. Po pewnym czasie wyszła pierwsza rybka z łowiska na kule, był to leszcz złowiony przez kumpla, może nie był to karp, ale w pewnym stopniu cieszył nas wszystkich. Po tej zasiadce zraziliśmy się do karpiarstwa.

Dopiero sprawa cyprinusów odświeżyła się gdy poznałem byłych Mistrzów Polski na Dębowej w 2004 roku, Andrzeja Frątczaka i Henryka Turczyna . Od samego początku naszej znajomości byłem uczony podstaw karpiarstwa. W kolejnym sezonie dzięki pomocy Andrzeja i Heńka zrobiłem swoje pierwsze kulki i usiadłem na pierwszą prawdziwą zasiadkę.
Zasiadka trwała ponad tydzień i już 4 dnia nęcenia złowiłem swojego pierwszego dużego karpia oraz pierwsza tak dużą rybę, ważył 13,8kg i był pełno-łuski, podczas wypadu złowiłem jeszcze kilka karpi po 3-4kg. W tym czasie nastąpił moment przełomowy pierwszy raz wypuściłem tak duże ryby, uczucie było bardzo fajne no i niezapomniane jak potężny świniak powoli odpływa w głębie. Tak się zaczęła moja przygoda z karpiami i z zasadą "NO KILL".




Po wiosennej zasiadce ilość wypadów nad wodę wzrosła , może niebyły tak efektywne jak wcześniej , ale dzięki nim zdobywałem doświadczenie. Karpie nie zawsze brały, a jak już coś skubało to takie po 3-4kg, ale bardzo byłem z nich dumny.

Poznając coraz więcej karpiarzy, uczyłem się coraz to lepszych metod i sposobów połowu tych cwanych stworzeń, czyli karpi.

Pod koniec wakacji poszedłem do pracy, dzięki której dokupiłem trochę lepszego sprzętu i gotowe mixy dzięki którym złowiłem na jesień kilka karpi, największe ważyły 5,2kg i 6,1kg.
Nadeszła zima i czas przemyśleń, dzięki dalszej pracy dokupywałem sprzętu. W końcu doszedłem do wniosku, czemu mam kupować drogie mixy , jak mogę sam mieszać mieszanki. Zima była długa więc było dużo czasu na studiowanie artykułów, produktów potrzebnych do produkcji mixu, i bilansowaniu mieszanki.

Nowy nadchodzący rok 2008 zapowiadał się świetnie, bo już 3-4 stycznia złowiłem kolejne cyprinuski, na Rybniku. Następny wypad na Rybnik odbył się 31.03-02.04.2008, kiedy to złowiłem swój rekord życiowy 21kg i kilka mniejszych karpi.

Maj spędziłem na naszym zbiorniku, czyli na J.Paprocańskim gdzie złowiłem kilka ładnych karpi największy 15,2kg i 12,2kg pełnołuskie. Czerwiec minął równie sympatycznie, jaki i maj, na mojej macie wylądowało parę ładnych miśków, największe to 15kg i 12,1kg, te karpie cieszyły mnie najbardziej ponieważ złowiłem je na kule z własnego mixu, który tworzyłem przez zimę. Lato było równie udane jak i wiosna, razem z moim partnerem karpiowych zasiadek Grzegorzem Prucnalem, połowiliśmy dość sporo karpi. Najbardziej cieszyło mnie to że tak jak i poprzednie karpie były złowione na własnej produkcji mixy.

Tak powoli to bym musiał kończyć bo miałem napisać jak się zaczęło, a nie opisywać moja całą historię.
Rok 2007 był dla mnie przełomowy w którym nauczyłem się bardzo dużo, był to rok przemyśleń i prób(zazwyczaj nieudanych), ale całe te doświadczenie pomogło mi w kolejnym sezonie 2008 na własne małe osiągnięcia.



Myślę że wielu młodych karpiarzy zaczynało podobnie jak ja, grunt to, żeby się nie załamywać nieudanymi zasiadkami i wyciągać wnioski z każdego wypadu nad wodę, tego udanego i nieudanego, żeby kolejnym razem nie popełniać tego samego błędu. Jeśli jest możliwość chłonąć wiedzę od bardziej doświadczonych karpiarzy, no i najważniejsze uczyć innych, jak i karpiarstwa tak i zasady "NO KILL".

z pozdrowieniami : Krystian Bąk

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama