Relacja z zasiadki Jarosławki Wrzesień 2008
Tia, nareszcie piątek a ja w firmie z nóżki na nóżkę tuptam ze zniecierpliwieniem, odliczając kolejne godziny do 12.00. Kolega Arek, z którym umówiłem się na zasiadkę wyjechał wczesnym rankiem i około 9.00 miał już zestawy w wodzie. Wyobraźcie sobie, ja w firmie przed kompem, a Aruś już dawno wypięty, na foteliku karpiowym czeka na pierwszy odjazd. Absolutnie punktualnie o godz.12.00 wypadłem z firmy i lecę co sił w kołach wpierw do domu spakować się no i na łowisko. Niestety z trójmiasta do Jarosławek są 4 godz. jazdy ale ja mam niecny plan zajechać tam w trzy.... Nie, oczywiście żartuję. Jechałem bardzo spokojnie góra 90 km/h w każdej miejscowości zwalniałem do 50, bacząc uważnie na wszystkie znaki drogowe (no prawie wszystkie hihihi).

Należy wspomnieć jeszcze , że w trakcie jak się pakowałem w domu, już miałem pierwszy telefon od Arka , że właśnie wyholował pierwszego karpika. Godzinę później znowu telefon , że wyholował 2 karpika. Jadę więc na złamanie karku. Na łowisku zameldowałem sie około godz.17. W momencie jak podjeżdżałem Aruś znowu ma karpika. Aruś wybrał dwa stanowiska oznaczone cyferkami 20 i 21. Moja była 21 . Kiedy zacząłem wypakowywać sprzęt kolejny odjazd na Arusia zestawie i jego syn Piotrek, wyciąga kolejnego Pana Karpika.




Mnie już ręce się trzęsą, zaschło w gardle, w oczach szał, zamazują się kolory i kontury. Oczywiście pierwsze co rozstawiam to tripod zaraz za nim rozwijam wędki, ciężarki w klipsy jeszcze chwilka na zastanowienie jaką kulkę zapodać na dzień dobry. Na jednym zestawie ląduje ananas-krab-ryba (tonąca) zdipowana w proszku scopex ( bo tylko ten miałem ). Drugi zestaw to Methoda z kulką scopex (pływająca) zdipowaną w płynnym miodowo-korzennym. Posłuchałem się Arka, który zasugerował, że raczej biorą na słodkości a „śmierdziele” odpadają.

W chwili gdy moje zestawy wylądowały w wodzie jakoś świat wydał się piękniejszy i bardziej kolorowy no i życie nabrało sensu. Zacząłem pomalutku rozkładać resztę sprzętu i tak około 20.00 byłem kompletnie zainstalowany na stanowisku. Z racji tego, że od rana nic nie jadłem ( bo czasu zabrakło) szybciutko wciągnąłem śniadanio-obiado-kolację , no i czekamy na odjazdy. Nie wiedzieć jak i skąd nagle pojawiło sie piwko. Szumnie dyskutując, o tym co złowiliśmy oraz o tym co zamierzamy złowić, doczekaliśmy godz 22.00 kiedy to odezwał sie mój sygnalizator. Aacch ten dźwięk, jakże przenikliwy, natarczywy i upierdliwy ale jakże dla nas utęskniony i oczekiwany, jedyny w swoim rodzaju, Panowie masakra. Lecę co sił w nogach delikatne zacięcie i siedzi. YYEEAACCHHHH! Na początku szło bardzo łagodnie i delikatnie ale im bliżej brzegu była rybka tym szło ciężej. Już przy samym brzegu nastąpił mega odjazd. Kołowrotek pięknie zawył, a ja o mało nie wpadłem do jeziora tracąc równowagę, po prostu nie byłem przygotowany, zwiedziony łatwością holu w pierwszej fazie. Aruś krzyczy „po mojemu to jest amur”. A ja dalej walczę z rybą kolejne odjazdy były niesamowite już pod koniec holu hamulec miałem skręcony praktycznie na maksa. W końcu udało się podebrać rybkę Arusiowi i na macie wylądował piękny amur. Wziął na Methodę i pływającego scopexa zdipowanego w miodowo-korzennym.Wiem , że nie jest to rekord świata ( rybkę widać na zdjęciu) ale z racji tego , że był to pierwszy amura w moim życiu piałem z zachwytu i byłem szczęśliwy jak małe dziecko.




Co mnie zaskoczyło to siła z jaka amur robił odjazdy, coś pięknego. Tej samej nocy miałem jeszcze dwa odjazdy zakończone szczęśliwym holami , były to karpiki około 7 kg każdy.


Rano przywitała nas piękna pogoda i dość wysoka temp. jak na tą porę roku. Dosłownie kilka słów zamieniliśmy z Arusiem gdy mój sygnalizator pięknie zawył. Wyholowałem kolejnego lustrzenia około 9 kg. Tym razem uderzył na tonącego ananas z krabem. Do końca zasiadki miały już brać tylko na ananasa z Duncaena.



Niestety cała sobota minęła pod znakiem braku brań i dopiero wieczorkiem, dostałem karpika około 6 kg. Nastąpiła znaczna zmiana pogody i zaczęła siarczyście lać. W nocy drobny deszczyk zamienił sie w prawdziwa nawałnicę. Słychać było jedynie przeraźliwe dudnienie deszczu o namiot. Około godziny 2 w nocy, obudziłem sie z dziwnym przeczuciem , że słyszę swój sygnalizator. Jednakże jednostajny huk kropel rozbijających sie o namiot skutecznie zagłuszał całe tło. Leżałem tak z pięć minut wsłuchując sie w dochodzące z zewnątrz dźwięki , aż w końcu postanowiłem wychylić nos i zobaczyć czy nie świeci sie dioda na sygnalizatorze. Oczywiście piękne błękitne światełko dawało znać , że coś się dzieje. Wdzięcznym sprintem 120 letniego maratończyka wystartowałem do tripoda, zacięcie i siedzi. ” O panie to jest coś większego” kij wygięty w pół deszcze leje jak z cebra ja na bosaka w skarpetkach ciemno jak w .... oczywiście latarka czołówka w namiocie, Aruś śpi jak zabity w namiocie 10m dalej, a ja zaczynam walkę z rybą. Po kilku pięknych odjazdach czuję ,że rybka słabnie , cały mokry próbuje dojść do podbieraka i w tym momencie karpik się wypiął.

W niedzielę rano zastała nas typowo jesienna pogoda szaro buro i mokro. Udało się nam jeszcze wyholować kilka karpików ale wagowo nie daliśmy rady przekroczyć 10 kg. Wszystkie wyholowane rybki na zasiadce miały poniżej dychy.



Na sam koniec już w trakcie jak sie pakowalismy ponownie na ananasa uderzył piękny pełnołuski ( na zdjęciu ).



Jeszcze kilka słów na temat łowiska: łowisko Jarosławki serdecznie polecam tym, którzy chcą odreagować po kilku nieudanych zasiadkach z których wrócili o kiju. Nie ma opcji aby stamtąd wrócić o suchym podbieraku. W trakcie całej naszej zasiadki do zanęcenia użyłem tylko 3 kg. kulek , które wystrzeliłem z rury i to wystarczyło aby złapać 7 karpi i 1 amura. Sadzę również , że rybki które tam pływają nie są specjalnie kapryśne i płochliwe a widok kolorowej kulki po sezonie niekoniecznie je wypłoszy ( czego doświadczyłem na innych łowiskach ). Zestawy miałem położone w odległości góra 50m tak aby móc dstrzelić kulek i być może to było przyczyną , że nie udało sie złowić karpika ponad dyche. Ale nie szkodzi juz mam rezerwację na pażdziernik i byc może wtedy uda sie ustrzelić coś z 2 z przodu.


Z wędkarskim pozdrowieniem:

Tomasz Labuda
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama