"Dęblin nie tylko dla lotników, przygoda z Wiślanym karpiem" -Bartłomiej Knorps

Sazan 14kg Fot. autor


Wszyscy znamy miejscowość Dęblin i jak pomyślimy, to karzdemu sie kojarzy z szkołą kształcącą młodych adeptów lotnictwa wojskowego. Nikomu nie przyjdzie do głowy pomyśleć o tej miejscowości jako o łowisku z ogromnym potencjałem. Dzikie karpie sazany oraz medalowe sumy i wiele innych ryb.

Wędkuję od siódmego roku życia. Przez 23 lata swojego wędkowania nie udało mi sie złapać jakiejś większej ryby niż 5kg. Próbowałem łowienia na większość metod wędkowania jakie wszyscy znamy. Dopiero w Dęblinie dzięki trzem kolegom poznałem sprytną technikę łapania na kulki proteinowe. Robiąc wypady na dzikiego karpia - sazana , koledzy zabierali mnie bym przekonał sie do ich skutecznych metod łapania.

Jestem dopiero początkującym karpiarzem, dopiero w tym roku postanowiłem zawalczyć o swoją życiową rybkę. Jak sie domyślacie udało mi się ja złapać właśnie w Dęblinie gdzie ponoć nie ma rym, tak wszyscy twierdzą.

Jak większość łowisk w Polsce mamy problemy z kłusownikami i rolnikami stawiającymi sieci by związać koniec z końcem w życiu co jeszcze bardziej utrudnia złapanie większej ryby. Nie regulowana rzeka na tym odcinku wyrobiładzikie rozlewiska jakie znajdują sie między Puławami , a Dęblinem przyciągają wszystkich wędkarzy z okolic Puław, Dęblina i Radomia.

Moja przygoda rozpoczęła się właśnie tu, narodziłem sie jako nowy typ wędkarza dbający o swoje łowisko. Złapać rybę to nie jest wielka sztuka, sztuką jest ją wypuścić i pozwolić ją złapać innemu by ten mógł ją ponownie wypuścić.

Zaobserwowałem zmianę mentalności wędkarzy i już ich coraz mniej takich co nałapią całą siatkę rybek po to by zabrać ją do domu i pochwalić się ile to on nałapał, potem wywalić do kosza bo są zbyt małe by je zjeść.

Warto poznać.


Dęblińskie łowiska mają to do siebie, że łapiąc z marszu, można liczyć na jakąś przypadkową większą rybę lub na sporą ilość sumików karłowatych znanych jako koluchy. Z koluchami nie ma problemów zawsze można ich nałapać całą siatkę bo biorą jak głupie.

Wisła jest trudnym łowiskiem do wędkowania dla karpiarzy. Szybciej złapiemy 20-30 kg suma niż pięknego dzikiego karpia.

Ogrom wody o niewielkiej głębokości do 4m z mnóstwem miejsc do ukrycia się i wprost niebywałą liczbą pełnych pokarmu żerowisk skłaniające tutejsze ryby do częstych migracji. Warto więc zamieszkać tu na kilka dni uzbrojonym w aparat i mocny sprzęt wędkarski. Malownicza okolica na pewno umili nam czas i wynagrodzi swymi skarbami w postaci pięknych sztuk karpia i suma.

Smaki i smaczki.


Tutejsze karpie są bardzo wybredne co mobilizuje karpiarza do systematycznego zmieniania i szukania smaków skutecznych na dany dzień. Rzadko się zdarza by karpie brały przez kilka dnia na ten sam zapach i smak.

Zdarzają się takie dni, że najskuteczniejsze przynęty zapachowe są takie jakich żaden szanujący się karpiarz by nie zastosował. Dipy czerwony robak czy kukurydza są czasami skuteczniejsze niż dipy krabowe i inne potocznie nazywane śmierdziuchy.Zdarza się, że przypadkowe wymieszania kilku dipów tak uatrakcyjnią kulkę , że staje się numerem jeden na cały dzień.

Obserwując zachowania tutejszych karpi zauważyliśmy pewną zależność i skuteczność dipów do pory dnia i nocy oraz od pogody. Z ludzkiego punktu widzenia - im bardziej śmierdzi tym lepiej i skuteczniej biorą ryby ,ale nie na Dęblińskich łowiskach.Zapaszki krabowe, wątrobowe, kałamarnice stosujemy w połączeniu z słodkimi zapachami takimi jak tuti-fruti, kukurydza, truskawka i inne.

Skuteczność tych mieszanek zapewnia brania w dzień i o wschodzie słońca oraz niekiedy w nocy. Nocne zasiadki stają się skuteczne , gdy posiadamy zapachy i smaki na bazie melasy i czerwonego robaka z kukurydzą. Oczywiście nikt nikomu nie broni testowania i łapania na własne wypróbowane zapachy i dodatki, ale po co się męczyć i zastanawiać się dlaczego biorą ryby do 5 kg , a kolosy olewają nas.Mieszanki i zapachy oraz smaki są sprawdzone przez niewielką grupkę tutejszych karpiarzy i gwarantują udane polowanie.

Kulki a sukces.


Mieszanka, zapachy i smaki to połowa sukcesu. Strategicznym elementem jest kulka proteinowa. Żaden z tutejszych karpiarzy nie kupuje kulek tylko sam je robi. Na rynku mamy mnóstwo firm oferujące nam kulki o różnej wielkości i smakach oraz zapachach ale jakość i skuteczność ich pozostawia wiele do życzenia.

Takie kulki i ich jakość możemy przyrównać do naszych codziennych zakupów w marketach. Wchodząc do sklepu kuszą nas kolorowe opakowania, tylko nikt nie patrzy na skład chemiczny towaru. Testując kulki domowej produkcji z naturalnych składników, gotowanych na parze ,a markowej firmy zajmującej się produkcją na potrzeby rozwijającego się wędkarstwa karpiowego zaobserwujemy małą różnicę. Kulki markowych producentów i własną produkcję wrzućmy do dwóch różnych naczyń z wodą i zostawmy je na 12 godzin i wnioski sami wyciągnijcie. chcemy odżywiać się zdrowo i dłużej żyć, karpie również. Czasami warto poszperać w internecie i udoskonalić czyjś przepis na kulki i przerobić go na własne potrzeby i łowiska. Większe sztuki napewno to docenią i skuszą się na zdrową żywność.Kulki proteinowe o średnicy 22 mm lub 25 mm są tu rozsądną propozycją, i to bynajmniej nie z powodu karpiowych kaprysów. Kulki o mniejszych rozmiarach niż 20 mm z powodzeniem chwytają tu pokaźne leszcze. Miłe to, lecz gdy ktoś szuka emocji w walce i holu z karpia, stanowi dość wkurzającą sytuację i rozczarowanie rybą.

Bałwanki, czyli nałożone na włos kulki - pływająca i tonąca - sprawdzają się tu najlepiej. Uniesiona wysoko nad dość mułowatym dnem daje 90% sukcesu. Tej kombinacji ustępuje zestaw z pojedyńczą kulką pod warunkiem, że znajdziemy twarde dno. Kombinacja z dwóch pływających kulek nie jest już tak łowna.



Nęcenie czy przypadkowy traf? Sazan 14kg Fot. autor


Powiedzenie "jak podnęcisz to złapiesz" zawiera mądrości wędkarskie sprawdzone przez wiele lat. Jest w tym sporo prawdy, nęcąc łowisko karpiowe dokarmiasz prawie wszystkie ryby przy okazji. Większość wędkarzy stosuje zanęty sypkie bo są tańsze, łatwiej dostępne i praktyczne. Takimi zanętami nie jesteśmy w stanie ściągnąć wielkich sazanów. Zanęty sypkie zdają egzamin przy połowie leszczy, linów, płoci i innej białej ryby. Do zanęcenia sobie łowiska w naszym rejonie potrzebna jest mieszanka do zadań specjalnych, kosztowna ale skuteczna. Skład mieszanki zanętowej jest banalnie prosty !

Zawiera ona następujące składniki:

-gotowana kukurydza przemysłowa,
-prażone konopie,
-gotowany groch,
-gotowana pszenica,

Wszystkie składniki dokładnie mieszamy ze sobą i zostawiamy na dobę żeby przegryzła się. Tą mieszanką nęcimy łowisko dwa razy w tygodniu na pącządku tygodnia i na koniec, dodatkowo dodając 2kg kulek na jakie będziemy łapać. Po między nęceniami należy sprawdzić czy wybrana miejscówka okazała się strzałem w dziesiątkę, a mianowicie należy sprawdzić czy spławia się interesująca nas ryba w tym rejonie. Po zakończonym takim nęceniu wyruszamy na łowy. W miejscu nęcenia mamy gwarantowaną rybkę tylko pojawia sie pytanie jakiej wielkości.

W naszym życiu jak i w przyrodzie jest pewna reguła, zawsze na pierwszy ogień leci spora zgraja młokosów , a z tyłu za nimi podążają rodzice i dziadkowie by ich pilnować. Z karpiami jest podobnie. Zawsze w nęcone łowisko wpłynie stado młokosów do 9 kg a za nimi w znacznej odległości podąża mniejsze stadko gigantów. Sztuka złapania giganta polega na oszukaniu wygłodniałego zwiadu młokosów.

Jest na to kilka sposobów:

Pierwszy to założenie na zestawie większej kulki co nie zawsze jest skuteczne bo zdarza się, że mały narwaniec uprze sie by ją zjeść i w końcu dokona tego.

Drugi sposób to umieścić zestaw na granicy nęconego łowiska i modlić się żeby ryby napłyneły z przeciwnej strony i zdołały sie najeść zanim dotrą do naszej kulki.Skuteczność tego sposobu jest widoczna dopiero gdy posiadamy przynajmniej dwa kije.

Trzeci sposób polegający na umieszczeniu zestawu na trasie wędrówki stada do nęconego miejsca w odległości 50m.Systematycznie nęcone łowisko przyzwyczaja karpie do tego miejsca i daje im świadomość, że zawsze znajdą tu coś do zjedzenia i tym samym większe sztuki częściej zaczynają odwiedzać naszą miejscówkę.

W takim przypadku nasze łowisko przez parę tygodni gwarantuje nam bez większego nęcenia ładną rybkę.

Łowiska w okolicy.



Fot. Jarosław Szewczyk


Rejon Dęblina jest bogaty w akweny wodne, pomimo to sama miejscowość jest położona w dorzeczu Wisły i Wieprza. Lokalizacja sprzyja wędkarskim wojażom i wzrostowi adrenaliny w walce z sporymi sumami. Fanatyków karpiarstwa mamy tu niewielu więc PZW Dęblin nie zarybia okolicznych zbiorników i rzek karpiem za wyjątkiem małego oczka znajdującego się przy pałacu Jałomowskich. Znajduje się tam około 11 karpi królewskich o przeciętnej wadze 13 kg reszta karpia jest systematycznie wyławiana przez spławikowców i nie przekracza 3kg. W ramach terningu i sprawdzenia nowych wiązań przyponów można tam posiedzieć.

Łowisko uważane jest za linowo - szczupakowe , a karp jest tam przy okazji. Szukając wrażeń i przygody z dzikim sazanem musimy się udać na okoliczne małe jeziora i starorzecza. Najlepsze łowiska znajdują się pomiędzy Puławami , a Gołębie. Żadne koło wędkarskie nie zarybia tego rejonu karpiem i chwała im za to bo nie wprowadzają obcych gatunków karpia do ostoi ginącego sazana, co za tym idzie nie mają konkurencji w zdobywaniu pokarmu. Dzikie karpie (sazany) bardzo powolnie odradzają się w naszych łowiskach ze względu na niewielką ilość posiadanej ikry podczas tarła. Piękne starorzecze w rejonie Puław stanowi największą ich ostoję.Łowisko to charakteryzuje się tym, że jest trudno dostępne dla karpiarzy. Spowodowane jest to tym, że obydwa brzegi są porośnięte drzewami znajdującymi się na stromym zboczu. Niewiele miejsca stwarza problem z rozbiciem obozowiska i rozstawieniem sprzętu. Niekiedy przy dłuższym pobycie trzeba wybierać pomiędzy spaniem w samochodzie a namiotem bo coś kosztem czegoś musi się odbyć. Stawiając namiot mamy utrudniony dostęp do tripoda z wędziskami. Alternatywnym rozwiązaniem jest rozstawienie tripoda w wodzie, ale nie każdy lubi się moczyć w zimnej wodzie zwłaszcza w nocy.

Trudno dostępny terem znajdujący się wokół łowiska zniechęca karpiarzy samym widokiem, bardziej uparci po rozbiciu obozowiska trafiają na kolejny poważny problem jakim jest trudna "woda". Kochane Bobry zadbały o to żeby utrudnić nam relaks przy holu wielkiego sazana. Znajdujące się ścięte drzewa w wodzie stanowią wspaniałą kryjówkę dla wielkich karpi i sumów.

Ale głowa do góry !! Powiedzenie kolegi " gdzie chaszcze i patyki tam wyniki!" jest jak najbardziej tu na miejscu. Wytypowanie łowiska w tak trudnym terenie to nie lada wyczyn, ale gdy już tego dokonamy to na pewno jakaś 19-stka zawiesi się na haku. Karpiarze wyspecjalizowani w łowienie na otwartych wodach typu jeziora czy stawy przejdą tu prawdziwą szkołę wytrwałości i nerwów, ale nabyte doświadczenie pozwoli im wyjść w przyszłości z każdej opresji. Dla miej wytrwałych polecamy łowiska w rejonie Ryk znajdujących sie 10km od Dęblina lub stare żwirowisko w rejonie Sieciechowa nie opodal Dęblina.

Sprzęt


"Żadnych pieszczot" - kijaszki o wyrzucie poniżej 100g z całą pewnością należy zostawić w domu, a kołowrotek też musi być dostosowany do dużych obciążeń.
Reszta zestawu, czyli plecionka, przypony, krętliki i haki , powinny wytrzymać przynajmniej 17 kg.

BARTŁOMIEJ KNORPS

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama