Mój początek, czyli jak to się z karpiem zaczęło ?
Dlaczego wybrałem kulke??? hmmm... ano dlatego , że daje wiele możliwości, można na nią złowić dużego karpia, amura,suma,tołpygę,leszcza, także lina , a nawet karasia. Byłem młodym spławikowcem, który nie złapał nic większego niż 2 kilogramowy leszcz, więc od razu postanowiłem spróbować swych sił.



Po szybkiej wizycie w supermarkecie w celu kupienia składników do mojego pierwszego miksu oraz w sklepie wędkarskim po zapach truskawkowy, migiem udałem się do domu , gdzie przygotowałem potrzebne rzeczy do zrobienia kulek ( tzn miski, widelec, starą szmatkę ). Po chwili powstał kilogram ciasta. Kolejną czynnością było uformowanie kulek, a że nie miałem rollera zrobiłem to ręcznie. Zmęczony wyrobiłem kulki z ostatnich porcji ciasta i nie pozostało mi nic innego jak tylko wrzucić wszystkie kulki do garnka z gotującą się wodą. Po kilku minutach , gdy kulki wypłyneły na powierzchnię
wody, wyciągnąłem je i ułożyłem na dużej szmatce.



Dwa dni później , po wcześniejszym zmontowaniu pierwszych zestawów karpiowych na moich teleskopach i spakowaniu przydatnego sprzętu ( nie zabrakło oczywiście moich truskawkowych kulek kaliber ok. 20 mm ), wybrałem się na pobliski prywatny staw w Halinowie.




Na miejscu wybrałem odpowiadającą mi miejscówkę po czym wypakowałem sprzęt, wbiłem w ziemię 4 podpórki z dwoma sygnałkami i dwiema małpkami, założyłem na włos kulki ( oczywiście truskawkę 20 mm) i ulokowałem zestawy około 40m od brzegu. Kolejną czynnością było zanęcenie kulkami w ilości około 50 sztuk na zestaw procą . Usiadłem wygodnie na krzesełku i z niecierpliwością czekałem na pierwsze branie.



Od zarzucenia zestawów mineło już około 4 godzin , a ja ciągle nie miałem upragnionego brania...jak na razie. Zmieniło się to po chwili, gdy jeden z moich sygnałków wydał przeraźliwy dzwięk. Szpula mojego kręciołka oddawała mnóstwo żyłki, serce zadrżało mi niewiarygodnie. Zaciąłem i poczułem na końcu zestawu potężny opór. " Tak to ten karp, którego sobie wymarzyłem" - powtarzałem sobie w myśli. karp zrobił kilka potężnych odjazdów, ale przez 15 minut holu nie widziałem go ani razu, tylko kilka razy widać było , że płynie blisko powierzchni i zachacza o nią swoimi wielkimi płetwami. Po 15 minutach holu karp wreszcie pokazał się na powierzchni , nie mogłem w to uwierzyć.

Był dla mnie pięknym potworem z moich marzeń, ledwo zmieścił się w podbieraku. Położyłem go delikatnie z podbierakiem na trawie, gdyż niestety nie posiadałem jeszcze maty karpiowej. Po zmierzeniu i zważeniu okazało się , że ma 80cm i "tylko" 7,30 kg. Wypuszczając pocałowałem go , a on orzeźwił mnie " małą dawką " wody. Czułem się wspaniale, gdyż złowiłem swojego pierwszego karpia na kulkę proteinową.



Do końca dnia miałem jeszcze 2 brania z czego jedno wykorzystałem i złowiłem karpia 2 kg, któremu także zwróciłem wolność. Na koniec chciałbym złożyć podziękowania wszystkim, którzy piszą dla carppassion , gdyż dzięki tej stronie zacząłem karpiować i nie mam zamiaru tego zakończyć.

Paweł Kawa
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama