Jak Pan Karp karpiarza woził - Piotr Dziarłowski

Samotna wyprawa nad pobliską żwirownię ? To może być to i było. Od dawna wybrane miejsce połowu obiecuje doznania z nowymi przeżyciami. Po przybyciu na miejsce pompuję ponton ,a raczej coś co przypomina ponton i to urządzenie służy mi do wywożenia zestawów i zanęty. Żwirownia ma czystą wodę i twarde dno. W zagłębieniach dużo roślinności podwodnej i wszelakiego wodnego życia ( małże, raki i co kto woli ). Właśnie ze względu na wysoką i gęstą roślinność w wodzie panują bardzo trudne warunki do łowienia jak i holu ryby. Głębokość sięga maksymalnie 3 metrów tylko w niektórych miejscach zbiornika . Przeważnie jest to głębokość od 50 cm do 1,5 metra. W moich miejscach zaznaczonych markerami mam ok. 1,5 metra i 2 metry. Miedzy roślinnością wybrałem czyste polanki dna , ale blisko zielska.



Tak wygląda dno


Wypływam "pontonem" i nęcę. Do wody leci gotowana kukurydza z konopiami oraz średni i gruby Pellet i kilka kulek. Będę łowił na "bałwanki". Na każdym zestawie jedna kulka scopex i do tego kulka pop-up truskawka. Wywożę zestawy w okolice markerów na odległość około 80 metrów . Wreszcie mogę odpocząć po przygotowaniach . Jest godzina 17 i rozpoczyna się oczekiwanie na brania. Do godziny 3 rano poza piknięciami sygnałów nic się nie dzieje na zestawach. Komary próbują się do mnie dobrać.




Miejsce połowu to żwirownia ok. 9 hektarów .Jasne plamy na wodzie to wypłycenia.



Przejrzystość wody umożliwia wybór miejsca na położenie zestawów i nęcenie, ale również poznanie życia podwodnego. Widziałem przepływające liny i leszcze. Dużo drobnej rybki.




Rarytasy, którymi próbowałem zaprosić Pana Karpia .


Godzina 3.05 rano słyszę przez sen pisk sygnalizatora. Ostry odjazd na wodę. Włączam czołówkę choć na dworze już dość jasno czerwcowe krótkie noce i wskakuję nerwowo w wodery - wyskok z namiotu i bieg do kijów. Sygnałek wciąż wyje ,a odjazd coraz szybszy. Chwytam kij z lekkim podcięciem. Wędka wygięta w łuk i .....stop !!! Czuję , że przeciwnik zaszył się w zielsku. Nic na siłę. Wędka rytmicznie pulsuje pod rybą , ale i tak czuję ,że zaparkowała gdzieś w zielsku. Jedyne wyjście to mój "ponton". Niezgrabnie ładuję się w woderach , a kij cały czas trzymam w dłoni. Powoli z czuciem zaczynam wybierać żyłkę. Całe szczęście , że zestaw jest zakończony mocnym przyponem sztywniakiem, limpitem oraz przyponem strzałowym. Strzałówka tnie roślinność i powoli zaczynam czuć jak Pan Karp orientuje się o co chodzi . Zaprasza mnie na wycieczkę po swojej posiadłości .Dwa ostre odjazdy na hamulcu i zaczyna mnie wozić . Zwiedzam żwirownię z" pontonu" holowany przez karpia i to nie małego. Kiedy przyśpiesza to zaczyna ostro grać hamulec kręcioła. Mija 15 minut wycieczki i jestem na środku zbiornika. Pan Karp pokazuje co potrafi. Silny, waleczny z naprawdę wspaniałą kondycją.




W tym "pontonie" zwiedzałem zbiornik.



Po kolejnych 15 minutach w wyraźnym zmęczeniu Pana Karpia zaczynam podbieranie. Teraz to zaczęły się cyrkowe sztuczki. Spróbujcie kiedyś w dmuchanym kole ratunkowym w jednej ręce z wygiętym kijem, a w drugiej z mega podbierakiem podebrać rybę słusznej wielkości. Po kilku próbach Pan Karp ląduje w podbieraku. Okazuje się , że nie ma dla niego miejsca w pływadle. Teraz ja jego holuję w podbieraku za "pontonem". Sporo czasu zajęło zanim dopłynąłem przez cały zbiornik na stanowisko.

Zadowolony i pełen adrenaliny wypakowuje się z pływadła. Pan Karp cały czas w wodzie w podbieraku. Jest już całkiem jasno na niebue wiec pora zwarzyć Pana karpia i zrobić kilka pamiątkowych fotek. I tu kolejny problem. Fotki trzeba samemu zrobić na samowyzwalaczu. Waga pokazuje po odjęciu mokrego worka i przekłamań wagi 15,2 kg.Podziękowałem jemu za walkę, wycieczkę i zwróciłem pięknemu okazowi wolność . To była naprawdę super przygoda Panie karpia.



Mapka wycieczki na, którą zostałem zaproszony przez Pana Karpia.




Ciężko utrzymać i pozować.






I wreszcie w całej okazałości
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama