Majówka na Dębowej - okiem uczestnika
Dnia 29 kwietnia po południu rozpoczęły się zawody na zbiorniku "Dębowa" koło Reńskiej Wsi. Zbiornik naprawdę piękny i ciekawy, ale o tym dłużej może, kiedy indziej.



Wracając do zawodów. Koledzy z całej Polski zaczęli się zjeżdżać już od rana i ok. 15 godziny w miejscu rozpoczęcia (słynny już bar Hula Gula) były wszystkie teamy. Mi osobiście bardzo podoba się ten czas. Czas oczekiwania na losowanie zajmowany rozmowami ze starymi i nowymi znajomymi. Na starcie stanęło ponad 30 drużyn, co wraz z organizatorami i obsługą dawało setkę ludzi. To już spory tłum. Zauważyłem zarówno starych "wymiataczy" jak i kolegów startujących po raz pierwszy w takiej imprezie. Zapał i błysk w oczach był chyba u wszystkich. Długo by opisywać emocje przed losowaniem jak i w jego trakcie. Po oficjalnym powitaniu i przemówieniach






rozpoczęło się samo losowanie.






System losowania był dość ciekawy. Najpierw koleżanka Kasia (zapamiętałem imię, bo były dwie Kasie, a jedna w mojej drużynie)




wylosowała numer drużyny z listy startowej, po czym ta drużyna losowała numer stanowiska. Po wylosowaniu numeru stanowiska mogła zakończyć losowanie lub odrzucić ten numer i losować ponownie. Drugi numer stanowiska zakańczał losowanie dla tej drużyny i tu już więcej możliwości zmian nie było. Czasami warto było odrzucić niezbyt popularne stanowiska by mieć szanse na te o lepszej marce. Taka strategia czasami była trafna, ale czasami totalnie zgubna. Po losowaniu numeru stanowiska trzeba było wylosować numer kolejnej drużyny itd. Ja losowałem tylko raz, ponieważ zaufałem losowi szczęścia. Dane mi było z Kolegą Bartkiem oraz jego dziewczyną Kasią zasiąść na stanowisku numer 6. Po wylosowaniu stanowiska wszyscy w lekkim pośpiechu udali się na swoje stanowisko by rozpocząć współzawodnictwo. Można było rozpocząć łowienie o godzinie 18 choć szczerze przyznam, że mało komu się to udało. Dobre rozpoznanie łowiska to już połowa sukcesu i tu nie warto było oszczędzać na czasie. Warto wspomnieć tu o pogodzie, która była umiarkowana, ale z dość (a nawet bardzo) silnym wiatrem. Drugiego dnia u nas tak wiało, że nie udało się nam wypłynąć pontonem do późnego wieczora.
Pierwszy wieczór szybko zleciał na organizowaniu stanowiska.





Nasze stanowisko było wyśmienite pod względem biwakowym. Cypelek bez przejścia, równy z drzewem dającym cień i choć trochę chroniącym od wiatru. Do tego trzciny dookoła oraz piękny widok na wodę. Dużo miejsca. Aż chciało się łowić.
Pierwsza noc i już udało się nam złowić karpia. Co ja gadam ... karpika ciut ponad 4 kilo. Może nawet i była to pierwsza rybka zawodów.



Normalnie bym nawet o nim nie wspomniał ale to zawody i liczyły się karpie oraz amury powyżej 2 kilo. Czyli już zapunktowaliśmy - byliśmy nie na zero. Taka mała rybka a tak nas napawała optymizmem. Oczywiście inni zawodnicy nie próżnowali, na stanowisku nr 22 koledzy Mariusz Niedźwiecki i Mirek Bardas złowili dużą rybę. Jak się później okazało największą rybę zawodów. Karp 13,8 kg. Jurek Kisała też złowił wraz z bratem punktowaną rybę. Wspominam o tym dlatego, że na forum federacyjnym był niejako publiczny zakład Jurka z Darkiem Kruszewskim (w przypadku przegranej z Darkiem, Jurek zobowiązał się do przepłynięcia Dębowej ... a woda miała od 14 do 16 stopni).


Najważniejsze że nie musiałem pływać!


Takie prywatne porachunki przyprawiały smaczku, bo i o to w tym wszystkim chyba chodzi.
Wieści miałem dość świeże, ponieważ postanowiłem codziennie rano przebiec Dębową dookoła (a są tam do biegania świetne warunki). Co do wieści nie sposób wspomnieć o sędziach, którzy codziennie rano i wieczorem meldowali się do ważenia dzieląc się przy okazji najświeższymi newsami.
Po pierwszym dniu Mariusz z Mirkiem wyszli na prowadzenie i powiem szczerze, że nic nie wskazywało na to by mieli je komuś oddać.


Mariusz



Mirek



Największa ryba zawodów


Następnego dnia zaczęło wiać jeszcze mocniej i jak już wspomniałem byliśmy "uziemieni". Zarzuciliśmy więc wędki i czekaliśmy na ustanie wiatru. Rybki nie współpracowały z nami w ogóle. Widać było, że ryby trzymają się płytszej części zbiornika i w naszej okolicy praktycznie nikt nie łowił. Skoro nie idzie łowić to trzeba robić coś innego. Czyli integracja, szeroko rozumiana. Odwiedził nas Andrzej Kręcichwost, który startował z synem i ulokował się na stanowisku nr 8.


Team Runner stanowisko nr 8


Niby blisko jakby to wynikało z numeracji, ale my byliśmy na cyplu i on też. Problem polegał na tym, że nie na tym samym cyplu?. Trzeba było ładny kawał naginać naokoło by się spotkać. Andrzej stanął na wysokości zadania i jak już wspomniałem nas odwiedził. Obok nas na stanowisku nr 5 łowili Mariusz i Łukasz z Zabrzańskiego Klubu i to właśnie u nich przesiadywaliśmy. Ten wieczór był bardzo towarzyski i szybko zleciał przy piwku, opowieściach i dowcipach. Mieliśmy na stanowisku alkomat i powiem szczerze, że miał duże wzięcie. Niestety pod koniec imprezy się skiepścił ... ciekawe, czemu?:). Właśnie takie spotkania podnoszą wartość imprezy. Kolejna noc i u nas dalej cisza z braniami. Rano przebieżka i meldunek od sędziów troszkę nas zdołował. Na kilku stanowiskach łowione były karpie jednak prawie wszystkie w płytszej części jeziora. Dzień nie nastrajał optymistycznie. Szczerze to już traciłem nadzieję na brania. Pogoda się ciągle zmieniała, ryb za bardzo nie było widać w naszej części jeziora. Same złe znaki, a tu branie na stojaku Bartka. Szybki doskok do kija, ale niestety po kilkunastu sekundach rybka się spięła. Tak czasami bywa, że wszystko zrobi się dobrze a coś idzie nie tak. Cóż porażka się zdarza ważne by ją zamienić w sukces. Kierując się tym mottem nabraliśmy wiary i ostro wzięliśmy się do pracy. Chwilę po naszej spince na stanowisku numer 7 (które było z drugiej strony niewielkiej wysepki, pod którą łowiliśmy) koledzy złowili karpia koło 10 kilo. Niedługo później dołowili drugiego koło 8 kilo. Mariusz z Łukaszem obok też złowili karpika, ale jak się później okazało ciut mu brakło do klasyfikacji. Dzień minął bez większych emocji.
Następny poranek bez brania. Kolejna przebieżka dookoła Dębowej. Ogólnie cisza do stanowiska nr 20. Przebiegam koło stanowiska 21 i widzę, że koledzy płynął z rybką. Chwileczkę zaczekałem na odhaczenie karpia i ruszyłem dalej, choć niedaleko. Na stanowisku 22 u Mariusza nowe wieści. Okazuje się, że ładnie ich gonią również na stanowisku 24 i 20. Jeszcze nie ruszyłem dalej i na 21 znowu holują. Myślę sobie, co tu się dzieje? Woda żyje, ryby się spławiają, że szok. Jakbym był w innej bajce. Kilkaset metrów dalej u nas cisza. Wątpliwości znowu mnie naszły. Długo nie bawiąc ruszyłem dalej by nie "ostygnąć"Po śniadanku nie mogłem wysiedzieć i wybrałem się na spacer z fotelem i lunetą na plecach. Oczywiście oglądać, co się dzieje w okolicy wspomnianych stanowisk. Na wale między stanowiskami 3 i 4 miałem świetny widok na drugi brzeg jak i całą płytszą część Dębowej. Tą gdzie były łowione rybki. Tylko usiadłem i już widzę hol na stanowisku 21. Jeszcze karp niepodebrany a na stanowisku 20 widzę poruszenie. Spokojnie obserwuję hol. Posiedziałem może z godzinkę i widziałem 4 czy 5 holi. Ładnie koledzy połowili. Ponieważ Bartek chciał odwiedzić kilka stanowisk musiałem zakończyć obserwację i wrócić na stanowisko. U nas oczywiście cisza.
Do popołudnia nic ciekawego się nie działo bynajmniej u nas, bo spoglądając przez lunetę udało mi się obejrzeć hol na stanowisku Marcina Czorta (chyba nr 13) . Tu trzeba wspomnieć, że w tamtej okolicy ryby było najmniej, więc połów drużyny Marcina należy uznać za duży sukces. A u nas dalej cisza. Koło godziny 16 branie na stojaku Bartka. Doskoczyłem do wędki zaliczając mały niekontrolowany poślizg. Kij w rękę i próbuję doholować do brzegu. Niestety karp miał inne plany i musiałem holować z pontonu. Kasia szybko mi pomogła wypchnąć ponton i podać podbierak. Łagodny i cichy hol zakończyłem karpiem ok. 10 kilo.



Nim byłem na brzegu przybiegł Bartek i wróciliśmy do gry. Przezbroiliśmy wszystko i na nowo ustawiamy zestawy. Zaczęło się oczekiwanie, bo została już tylko jedna noc i ranek. Po wieczornym ważeniu przez sędziów wywożę jeden kij obok zestawu Bartka. Sprawdzam kamerką, robię trochę zamieszania, nęcę i płynę dalej z drugim kijem (tak się szybciej wywozi). Nagle ktoś mnie woła. Za chwilę drugi raz. Myślę przyszedł Sajmon w odwiedziny, bo się niedawno anonsował. Krzyczę by poczekał, ale teraz woła mnie Kaśka i macha podbierakiem. Wszystko jasne ... wracam. Bartek holuje karpia. Okazało się, że karp wziął w miejscu, w którym przed chwilką zrobiłem zamieszanie (może kilkanaście sekund wcześniej). Wracam by pomóc. Okazuje się, że karp lekko splątał się z moim zestawem. Jakoś podbieram go z pontonu, choć Bartek stoi z kijem na brzegu. To naprawdę piękna ryba w okolicach 10 kilo. Szybko wywozimy zestaw już po ciemku.



Rano ok. 5 dwa piknięcia na stojaku Bartka i w trzy sekundy jestem przy kijach. Ma się ten start? (niezależnie od pory). Po chwili oddaję wędkę Barkowi i biorę się za podbierak. Normalnie nie jest to najlepsza fucha ... podbierakowy. Wolę holować, ale chyba jak każdy?. Sprawnie kończymy hol. Rybka ponad 5 kilo. Pięknie, wynik rośnie.
Rano ok. 9 godziny meldują się sędziowie. Późnawo, bo troszkę rybek było złowionych. Ważenie i zdjęcia dwóch ryb troszkę zajęło. Już sędziowie odchodzą a tu branie na moim podzie. Tym razem doskok zajmuje mi może sekundkę?. Chwytam wędkę i czuję, że rybka jest przyzwoita. Próbuję doholować z brzegu, ale po drodze mamy ścianę zielska i musimy płynąć. Ryba zamiast słabnąć jeździ coraz mocniej. Kurcze dawno nie czułem takiej presji by się nie spięła. Hol trwa kilkanaście minut i tuż przed końcem zawodów udaje się nam go zakończyć sukcesem. Ważymy i 13,2kg.




Całkiem spora jak na zawody. To ostatnia złowiona ryba zawodów, taki rzut na taśmę. Wynik 42,5 kilograma wystarczył nam na zajęcie 4 miejsca. Trzecie zajęli koledzy ze stanowiska 24 z wynikiem ponad niespełna 52 kilo. Drugie Mariusz z Mirkiem nr 22 z wynikiem ok. 53 kilo i pierwsze ojciec z synem (Zbigniew Sitkiewicz/Mariusz Sitkiewicz) na stanowisku nr 20 z wynikiem ponad 62 kilo.
Po łowieniu pozostało szybko się spakować i zameldować w Hula Guli na zakończeniu. To też fajny punkt zawodów. Ciekawe opowieści i ostatnia chwila na spotkanie się z kolegami oraz pożegnania.
Odczytano wyniki, uhonorowano zwycięzców oraz wręczono nagrody. Warto tu nadmienić, że w zamyśle była to impreza bardzo koleżeńska i faktycznie tak było. Nie było kłótni o markery i żadnych takich zgrzytów. W ogóle nie słyszałem żadnych kłótni. Nagrody mnie bardzo miło zaskoczyły, ponieważ po wysokości wpisowego w ogóle się takich nie spodziewałem. Wszystkie zespoły, które złowiły ryby otrzymały nagrody, a było ich 14. Oczywiście była nagroda za największą rybę, którą zdobył Mirek Bardas (szkoda, że nie było nagrody też za drugą rybę zawodów ? ). Była też nagroda dla najmłodszego zawodnika, którą otrzymał syn Andrzeja Kręcichwosta - Bartek. Widać, że idzie w ślady ojca ... zauważyłem, że ma potencjał. Może już niedługo zrobi hop i przeskoczy ojca.



Na koniec warto wspomnieć o organizacji zawodów, która była bardzo profesjonalna, co może być zaskoczeniem sądząc po wysokości startowego. Codziennie była gorąca i smaczna zupa dowożona na stanowiska, sędziowie bardzo profesjonalnie podeszli do tematu i regularnie meldowali się do ważenia ryb (rano i wieczorem). Przy amurze przyjeżdżali na telefon i co sam na oczy widziałem (przez lunetę) byli w ciągu kilku minut od zakończenia holu by zwarzyć amura. Łowcy w oczekiwaniu nawet go z podbieraka nie musieli wyciągać. Trzeba tym Panom wyraźnie podziękować za pracę, jaką wykonali. Mnie ciekawi tylko, kiedy spali?. Jak dla mnie było wszystko, co powinno być na takiej imprezie i ta impreza to idealny przykład na to, że da się zrobić zawody na wysokim poziomie z fajnymi nagrodami za niewielkie pieniążki. Na takie zawody zawsze chętnie pojadę i już zgłaszam akces na kolejną edycję. Na koniec podziękowania dla organizatorów - szczere, bo wiem ile to pracy i zaangażowania wymaga. Podziękowania dla kolegów i przyjaciół za spotkanie oraz sportową rywalizację. Oczywiście wielkie gratulacje dla zwycięzców. Myślę, że każdy, kto wystartował w tej imprezie może czuć się jak zwycięzca.



1. miejsce Zbigniew Sitkiewicz \ Mariusz Sitkiewicz -8ryb-62,295kg
2. miejsce Mariusz Niedźwiedzki \ Miroslaw Bardas -11 ryb-52,945kg
3. miejsce Adrian Ciążyński \Mariusz Bujakowski -6ryb-51,955kg


Łowcą największej ryby został Mirosław Bardas karp - 13,980



Tekst i zdjęcia: strzała




Szybki Kontakt
Reklama
Reklama