Szwałkowe karpiowanie - Marek Jarosławski
Nareszcie dzień wyjazdu. Drobne pakowanie i ruszamy z kolegą na tygodniową zasiadkę (31.05 - 6.06.2010).



Na miejsce połowu wybraliśmy zatokę położoną w zacisznym krańcu jeziora Mały Szwałk. Brak dojazdu do niej samochodem wymusił na nas jedyne rozsądne rozwiązanie, a mianowicie przeprawę łodzią. Załadowaliśmy część naszego karpiowego "majdanu" na łódź rybacką, drugą część na ponton i w drogę ! Pomysł był dobry tylko natura spłatała nam figla. Wprawdzie jeszcze jak byliśmy na brzegu zanosiło się na burzę ale nie sądziliśmy że nadejdzie tak szybko. Moja i Konrada wiara w to że przejdzie bokiem, a do tego chęć jak najszybszego rozpoczęcia połowu sprawiły, że w ekspresowym tempie wskoczyliśmy do łodzi. Konrad chwycił za wiosła, ja zasiadłem z tyłu i trzymałem za linkę ponton zapakowany torbami z ciuchami, namiotami, łóżkami i innymi "gratami".

I chociaż kolega wiosłował adekwatnie do postępów nawałnicy to i tak na samym środku 70h jeziora dopadła nas burza. Krzyczę do kumpla: "wiosłuj szybciej bo nas pozabija !" a on mi na to: "przecież wiosłuję !". Niestety fala była tak duża, że pomimo jego starań odniosłem wrażenie że stoimy w miejscu. Droga dłużyła się w nieskończoność. Na szczęście moje modlitwy zostają wysłuchane i po 20 min płynięcia w strugach deszczu, błyskawicach i grzmotach dopływamy cali i zdrowi na miejsce. Jesteśmy przemoczeni do "suchej nitki", deszcz ciągle pada, cały "majdan" też mokry a my musimy zacząć rozbijać obozowisko.

Tylko gdzie? Miejscówka wygląda jak duży chlew. Oprócz jednej suchej górki na namioty reszta to jedno wielkie bagno.



Konrad ogarniał jeszcze obozowisko, a ja korzystając z przerwy między burzami wskoczyłem do pontonu i zabrałem się za szukanie "sławnej" górki. Po lokalizacji i postawieniu markera przyszła kolej na realizację przygotowywanej od miesięcy strategii i wywiezienie zestawów.

Dwa położyłem właśnie na górce (3,50 m wypłycenie, 160 m od naszego pomostu), a jeden zestaw powędrował do małej zatoczki na krańcu pasa trzcin. Kolega obstawił zatokę po lewej stronie pomostu. Kiedy zakończyliśmy wywózkę i z grubsza ogarnęliśmy się, dochodziła 20:00 . Zmęczeni i zmoknięci położyliśmy się na mokrych łóżkach marząc jedynie aby ten dzień się już skończył. Ale nie tak szybko - jeszcze zdążyliśmy poznać naszych wodnych sąsiadów - 2 bobry miały żeremia przy naszym obozowisku :

Na szczęście poranek wita nas przyjemnym słońcem i wynagradza męki dnia poprzedniego. Korzystając z okazji wyrzucamy wszystko z namiotów do suszenia…



… gdy nagle pracę tę przerywa nam ulubiony dźwięk sygnałów piiiiiiiiii Lekkie zacięcie i pierwsza 11 melduje się u fotografa :



Branie nastąpiło spod pasa trzcin po prawej stronie pomostu. Przynętą była sfermentowana krewetka 18 TB tonąca obsypana paroma garściami pelletu halibuta. Super ! zaczyna się coś dziać. Wywiozłem nowy zestaw i czekamy . Aż do następnego poranka 9.

Branie z tego samego miejsca co wczoraj. Oooooo….. myślę sobie - znalazłem waszą stołówkę!
Karp okazał się bardzo silny. Po zacięciu wbija się z całym impetem w trzcinowisko. Ale po paru minutach walki udaje mi się wyplątać go i wyprowadzić na otwartą wodę, a tu spokojnie możemy go podebrać. Oczom naszym ukazuje się przepiękny karp, a po chwili waga wskazuje na 14 kg. Yessssssss - moja życiówka!



Krótka sesja fotograficzna i powrót do wody. Żal się rozstawać 9. Wywiozłem nowy zestaw, troszeczkę podnęciłem pelletem halibuta z garścią kulek fresh fish DB i znów czekamy. Na szczęście niedługo. Po ok. 2 godzinach znów mam branie, a mój kolega palpitacje serca :



Tym razem 11,5 kg. Po odkażeniu klinikiem rany po haczyku karp odpływa od naszego pomostu. Wygląda na to, że moja "śmierdząca" kuchnia przypadła im do gustu .Do końca dnia już tylko błogie lenistwo na łonie dzikiej przyrody w towarzystwie Johnniego Walkera :



Obozowisko dopiero co zdążyło obeschnąć a już wieczorem przechodzi burza i trwa 5 godzin. Gdy następnego dnia rano wystawiam głowę z namiotu własnym oczom nie wierzą - ścieżki które sobie ułożyliśmy z patyków pływają w towarzystwie części naszych akcesoriów.



Jeszcze jedna taka burza a ryby same będą wpływać do namiotów :

Dziś przyjeżdżają do nas nasze żony/ dziewczyny. Trochę się zdziwią warunkami w jakich żyjemy : Hmm .Miałem rację - są przerażone heheheh jednak nie na tyle, żeby nie spędzić z nami miłego popołudnia i nie przeżyć pod parasolą kolejnej 3-godzinnej nawałnicy. Ale wieczorem, po burzy okazuje się że z przyjemością opuszczają nasze obozowisko :

Tylko nas karpiarzy nic stąd nie wygoni.Następnego dnia jezioro obdarza nas kolejnym prezentem, a właściwie Konrada, który rano holuje swoją życiówkę - 15,5 kg lustrzenia.



Ufffff…. odetchnąłem z ulgą, mój partner zostaje, bo chciał już odjeżdżać : Zdążył tylko wywieść nowy zestaw, a tu kolejne piiiiiiiiiiiii…. Tym razem zdobycz Konrada ma 8,5 kg.



Karpik połakomił się na kukurydzianego bałwanka od Adder Carp..
Teraz to ja zaczynam się denerwować : Ale nie na długo. Po paru godzinach wyciągam 12,5 kg "talarka".



Do wieczora zaliczamy jeszcze po jednej spince 9. U mnie wina przyponu, a u Konrada karpik po krótkim holu prostuje agrafkę Kordy 9.Do końca zasiadki kolega ma jeszcze jedną spinkę i zerwany przypon z fluorokarbonu 30 lb - hmm ... mógł być ładny karp. A ja doławiam karpika 10 kg.



Obozowisko nasze zostaje prawie całkowicie zalane. Przez ostatnie dwa dni woda stoi u Konrada w namiocie.



Tydzień niestety minął szybko i czas zbierać się i wracać.



W ciągu tygodnia złowiliśmy ponad 80 kg ryb. Biorąc pod uwagę pogodę i warunki w jakich łowiliśmy myślę, że jest to bardzo dobry wynik. Ze smaków sprawdziły nam się kukurydza Adder Carp, sfermentowana krewetka TB, banan Dynamite Baits - wszystko odpowiednio zalane i dopalone + PVA. Nęcenie tylko punktowe. Brania były przeważnie nad ranem.

Górka na którą tak liczyłem niestety mnie zawiodła. Karpie żerowały przy rdestnicy i moczarce w pobliżu trzcin.

Wyjazd zaliczam do bardzo udanych. I nie ważna jest tak naprawdę pogoda czy ryby ale kompan, na którym można polegać w trudnych sytuacjach i możliwość obcowania z dziką przyrodą.


Marek Jarosławski

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama