Spod brzegu - Adrian Modzelewski
Zaraz po powrocie z trzech Koron szybkie przepakowanie i ruszamy na kolejne pożwirowe łowisko. Zbiórka o 3:30. Cała przyczepa załadowana i ruszamy w trasę. Po niespełna godzinie jesteśmy na miejscu. Niestety nie mieliśmy zbyt wiele informacji o wodzie, więc jechaliśmy trochę w ciemno, łowisko same w sobie jest małe na szerokość około 50-60m i długości 300m o zróżnicowanym dnie, z niekiedy delikatnym namułkiem i czasem twardszym dnem. Szybka podziałka na obowiązki i wylądowałem z markerem nad wodą. Szybka sonda i sprawa jest jasna, łowimy pod przeciwległym brzegiem. Średnia głębokość to od 4-6m z jedną bardzo małą górką na środku, która wypłyca się na około 2.5m (Niestety nie przyniosła wyników). Tak więc zestawy lecą pod przeciwległy brzeg.



Z racji tego, że poziom wody znacząco się podniósł drzewa(drzewa czy drzewo??) naprzeciwko było mocno zanurzone, a co za tym idzie znalezienie jakiejkolwiek półki będzie znacznie utrudnione, no ale nie ma rzeczy niemożliwych. Wstępnie wybraliśmy swoje miejsca, ja łowię w małej zatoczce z lewej strony mój Tata naprzeciwko, a Victor zamyka przez środek i z prawej strony w zatoce(gdzie widać było pierwsze spławy, niestety później zostaje odcięty przez następnego łowcę a szkoda). Obchodzimy z Victorem całą żwirkę, żeby zanęcić punktowo pod brzegiem, wszedzie bagno. W tym roku to już chyba normalka na każdym łowisku. W skład tego czym nęcimy na pierwszym miejscu pojawia się gotowane kuku w sweet creamie, pellet cały i pokruszony. Co do kulek to Victor miał swoje mega tajne kulki, które sam wykonuje, a ja miałem resztki z poprzedniej wyprawy i w ostatniej chwili dokupione (długo czekałem) i się doczekałem K4 i K5 wykonane przez Pana Janka Zawadę, człowieka którego dażę szacunkiem i czekałem na jego produkty.




Piknik rozstawiony i czekamy..



Długo nie czekaliśmy, koło 16 jedzie u Victora biegnie i słyszymy parę silnych słów :) jakaś łódka wpłynęła mu w zestawy farciarz :) werbujemy łódkę z jednym wiosłem dobra nasza.

Chwilę później swinger na dole i siedzi pierwszy, tym razem u Marka.




Czyli coś się dzieje... dalsze kombinacje



Niestety był to jeden strzał wieczorny w nocy i następnego dnia nic się nie działo. Powoli przygotowujemy się do nocki, niektóre zestawy wylądowały o kilkanaście metrów dalej. I długo nie czekaliśmy koło 23 branie u mnie z ostatniego zestawu z lewej strony. Biegniemy, swinger już na dole, zacinam i siedzi idzie spokojnie, ale czuję dość spory opór w wodzie. Dopiero kilkanaście metrów od brzegu srebrna torpeda zaczyna szaleć i widzimy pięknego amura. Hol trwa dobre 15-20min w między czasie obawiam się o stan w jakim będzie na brzegu i czy tak długi hol go za bardzo nie osłabi w końcu go mamy. Szybka waga parę fotek i po krótkim odpoczynku wraca do siebie.



My też wracamy, odebrałem gratulacje odwracam się żeby ogarnąć zestaw i słyszę pi pi pi kolejny swinger na dole zacinam i siedzi. Maro i Viktor nie wierzą mówię poważnie, że siedzi i dosłownie ten sam scenariusz tylko tym razem mamy lepsze dojście do wody i walka trwa około 5 min.



2 dni 2 noce i 3 amury hmmm gdzie karpie się podziały? Niestety pogoda tej nocy nie rozpieszczała silny wiatr, deszcze i tak samo wita nas poranek silnym deszczem. Już powoli myślimy jak to wszystko na mokro będziemy musieli pakować, no ale walczymy dalej 3 dzień i zostało nam kilka godzin do wyjazdu.




Mija południe deszcz nie daje spokoju i nagle odjazd u Marka! Myślimy no w końcu! Czas najwyższy!Siedzi! Kij pracuje po rękojeść, kołowrotek jest w trakcie mielenia, żyłka pruje wzdłuż drzew. Widzimy że to nie amur ani nic małego, szybka decyzja zwijamy wędki a ja wbijam się do wody.






Hol trwa dobre 15 min może 20 i udaje nam się go podebrać niestety nie karpia a no właśnie... Innego wąsatego


Bezpiecznie wraca do wody a ja skorzystałem z okazji skoro i tak byłem cały mokry to popływałem z nim trochę...



No i ostatni raz wywozimy zestawy i planujemy powoli się zbierać, podczas wywózki ostatniego zestawu siedząc pod drzewami i starając się ulokować zestaw widzę jak na brzegu Ojciec zacina moją wędkę którą wywoziłem około pół godziny wcześniej. Wracam i widzę jak podbierają następnego amura. Wspólny.



Do końca już tylko deszcz deszcz i deszcz krótkie podsumowanie: 4 amury od 9-11kg i jeden sum niestety nie znamy jego dokładnej wagi. Co dziwniejsze amury wcale nie brały na owocowy miks tylko na śmierdziucha delikatnie wzmocnionego ostrością.

Victor z niecierpliwością czekał na branie





Z Karpiowymi pozdrowieniami
Adrian Modzelewski
Warsaw Carp Army


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama