Łowisko Goplanica karpiowym rajem ? - Daniel Kruszyna , Krzysztof Woźniak
Tytułem wstępu odpowiemy na pytanie zawarte w nazwie tematu. Dlaczego przyrównujemy akurat to łowisko do raju?? - odpowiedź jest bardzo prosta - Goplanica gwarantuje ucieczkę od codzienności, zapewnia dzikość i obcowanie z tym co może wędkarza trzymać przy życiu w długie zimowe wieczory - pięknem przyrody, pięknem natury. Do tego daje możliwość łowienia wspaniałych, przepięknie ubarwionych pełnołuskich cyprinusów w warunkach bardzo trudnych gdzie trzeba wytężyć swój wędkarski zmysł i w pełni wykorzystać ekwipunek jaki się posiada.
Zapraszamy do raju - zapraszamy na relację z pobytu na łowisku które może być wzorem dla innych gospodarzy łowisk błędnie myślących ze kwadrat który wykopali jest rajem - zapraszamy nad Goplanicę.
Jako że tekst pisany był przez 2 osoby postanowiliśmy wprowadzić narratora ;) i opis będzie troszkę przypominający opowieść patrząc z poziomu osoby trzeciej ;)
Pomysł na wyjazd narodził się we wrześniu zeszłego roku (2009) podczas rozmowy z dwóch przyjaciół, pada hasło Goplanica, z rozmowy wynikało że celem/marzeniem Daniela zawsze było tam spróbować własnych sił - Krzysiek mając dość wędkarskich/karpiowych "kwadraciaków" nie wiele przypominających urok dzikości, prawdziwej natury obiecywał sobie wyjazd na jedno z trzech łowisk: Wygonin, Goplanica, Mały Szwałk. Co oczywiste propozycja była strzałem w przysłowiową "dziesiątkę".
Wspólne rozmowy od tego czasu ludzi których dzieli dystans kilkuset kilometrówi wyczekiwanie na wyjazd, który początkowo był zaplanowany na początek maja miały niesamowity klimat, którego będzie im na pewno brakować.

Sam wyjazd i jego przygotowania w zasadzie przebiegały bardzo spokojnie i nie wystąpiły żadne problemy, które w jakikolwiek sposób mogłyby przyczynić się do rezygnacji z tej nie wątpliwie wędkarskiej przygody.
W sobotę 22 maja o godzinie 22:30 Krzysiek wyrusza z Kielc - droga przebiegła dość szybko i bez żadnych zakłóceń - jedynie w samym Inowrocławiu znika zasięg w telefonie Krzyśka i trzeba skorzystać z pomocy pracowników stacji paliw by w końcu oznajmić swój przyjazd. Po załadowaniu tobołów wyruszają już wspólnie w dalszą drogę, mijając kolejne miasta/punkty na trasie - w samym Elblągu w zasadzie również nie mają większego problemu z trafieniem na łowisko. Sam wjazd, pierwszy widok wody - tak wyczekiwany był na pewno przeżyciem bardzo indywidualnym, do którego opisania brakło im umiejętności posługiwania się słowem pisanym.



Przeprawa to istna męka ale dają radę - wycieńczeni podziwiają ze swojego stanowiska piękno dzikiej, wspaniałej natury - "Goplanica jak z Bajki" kiedyś ktoś użył takiego sformułowania pod którym są skłonni się podpisać w 100%



Łowienie - Dzień po dniu.

Dzień pierwszy - Niedziela - Goplanica nie jest jak z Bajki - Goplanica to Bajka

Po makabrycznym transporcie i po rozłożeniu sprzętu mogą wreszcie odpocząć, podziwiając otaczający nas klimat - było wspaniale - cieszą się jak dzieci choć jednoczesna frustracja z powodu zostawienia rodzin uwidacznia się dość wyraźnie. Ich zmęczenie było ogromne zwłaszcza, że poprzedniej nocy dzieciaczek Krzysia nie dał pospać. Noc. Branie, które ma nawet nazwę "4 Krzyśki", nie było w stanie go obudzić - Daniel z powodu małej możliwości dobudzenia najprawdopodobniej zacina już za późno i ryba parkuje w zaczepach - wypłyniecie już miało tylko charakter odzyskania zestawu.

Dzień drugi Poniedziałek - Męka pogodowa, Karpie podpowiadają.

Jak wiadomo deszcz pod namiotami zwłaszcza w lesie nie należy do przyjemności - lało całe popołudnie, a z mokrych liści kapało jeszcze całą noc - wszystko przemoczone, wilgotne, siedzą skuleni pod parasolem. Wilgoć potęgowało jeszcze diametralne ochłodzenie, które nie dość ,że dawało im się we znaki to jeszcze jak wiadomo wpłynęło na zanik brań. Jedynym aczkolwiek ogromnym plusem tego dnia były choć rzadkie, ale jak ważne (co okazało się później) spławy karpi. Był to jedyny dzień kiedy cyprinusy podpowiedziały im jak okiełznać tajemniczą wodę Goplanicy. Spławy mało spektakularne, ale powtarzające się w jednym miejscu pokazały gdzie warto zaryzykować. Daniel odważył się jako pierwszy i położył zestaw w "lesie" . Tak "LAS" to idealne określenie miejsca naszych późniejszych sukcesów i wielkich porażek Później właściciele określił je w sposób który obrazuje poniższe zdjecie .



Dzień kończą kieliszkiem, który poprawiając delikatnie humory kołysze ich do snu.

Dzień Trzeci - Wtorek - Piękny Poranek.

PIK. Cisza. PIK ,PIK. - Zrywają się ze snu. Z otwartych "drzwi" swych namiotów widzą swingera przyklejonego do wędki Daniela - ale cisza - nakładają buty i...... i to co każdy kocha najbardziej - ODJAZD. Daniel tnie. Walka przebiega siłowo ale spokojnie i po chwili ląduje w podbieraku pierwszy karp wyjazdu - golec 9,7kg - GOPLANICA ZDOBYTA. Wywożą zestaw .Są naprawdę szczęśliwi. Jeszcze nie ochłonęli po braniu gdy ta sama wędka "jedzie" znowu. Daniel tnie i drżącym głosem wypowiada krótkie "o Jezuuuu" - wielki karp robi przy powierzchni młyn za młynem - "Franek" poznany już przez wielu pod tym pseudonimem trzyma mocno szpulę swojego kołowrotka starając się nie pozwolić swojemu przeciwnikowi na zanurkowanie w korzenie i zakończenie tej - nie przesadzam heroicznej walki!! Wędka wygięta w pałąk - z boku całkowicie widać parabole jej ugięcia - drżą aby wytrzymała - KARP PARŁ DO PRZODU PRZEZ OKOŁO 5 MINUT!!!!!!!!!!! przez te 5 minut walka jest jakby w miejscu, jakby ktoś zatrzymał czas - zero odzyskanej żyłki ale i zero straconej. W końcu udaje się Danielowi zrobić krok do tyłu!!! i karp zmierza powoli do brzegu. Jeszcze tylko zwalone drzewo, trzciny, kilka kęp zarośli, podwodne kołki i zatopione gałęzie nie mówiąc o pozostałych 4 zestawach i będzie ich - makabra - Krzysiek nie wierzy ,że da się go tak długo holować i proponuje ponton, lecz Daniel postanawia wyciągnąć rybę klasycznym holem z brzegu. Dalsza walka to odciąganie karpia od każdego kierunku w którym zmierza i skupienie się na trzymaniu go wysoko aby nie dał nurka w cokolwiek. Emocje, ta cisza, nerwowe komentarze Krzysztofa potęgują piękno tego doznania. Pod brzegiem umawiają się z Danielem - cytat: "Krzysiek bierzemy go na raz, jest bardzo silny musimy to zrobić, jak odjedzie nie mamy szans go znowu przez te zaczepy przeprowadzić". Karp jest pod wodą na kilkanaście centymetrów i kołuje przygotowując się do odjazdu, nakładam wodery i z zapartym tchem wkładam podbierak pod rybę. Daniel natychmiast co mieliśmy umówione opuszcza wędkę i karp nurkuje w podbieraku. Okrzyk: JEST!! Emocje u łowcy wzięły górę i spędził krótką chwilę przytulając się do namiotu - no cóż ja wolę do żony :):):)

JEST ICH I PO WSPANIAŁYM, CUDOWNYM HOLU KTÓRY ZROBIŁ DUŻE WRAŻENIE NA KRZYSZTOFIE DANIEL WYCIĄGA SWOJĄ ŻYCIÓWKĘ - PEŁNOŁUSKĄ 14,2kg.



Resztę dnia kontemplują się wspaniałym wynikiem i łudzą się, że jednak nie są takie straszne te goplanickie zaczepy. Oczywiście kilka kieliszków grillek i Zuziu.

Dzień Czwarty - Środa - Goplanica Pokazuje Kto tu Rządzi

Rano budzi ich- Piiiiiiii. Rybę Daniel doholowuje dość pewnie, ale popełnia błąd i nie odciąga jej od bocznych zestawów Krzysztofa. Ciężarek plącze się o jeden z zestawów i po krótkiej przepychance ryba odpina się - oceniają ją na około 10-11kg. Odplątują zestawy, wywózka i czekają. Kolejne branie i kolejna potężna ryba. Karp trzyma się blisko dna i nie daje się od niego oderwać, przepychanki trwają krócej niż przy tej 14-stce i ryba płynie centralnie w ich stronę gdzie po chwili skręca w prawo i wpływa w część bez zarośli, cieszą się z takiego obrotu sprawy i wierzymy że hol zakończy się sukcesem, choć Franek twierdzi iż ryba jest potężna i co chwile, mówi, cytuję: "To nie ryba ja ciągnę jakąś kłodę, Krzysiek to nie może być ryba". Niestety potężne karpie dokładnie wiedzą co zrobić aby zmylić wędkarza i uwolnić się z zestawu. Tam gdzie najmniej się tego spodziewają, na wodzie gdzie nie było widać grama zaczepu - był jeden kołek, i tam karp po długich próbach uwolnienia zestawu wygrywa. Przychodzi frustracja. Daniel jest podłamany, że wielka ryba, której nawet nie widzieliśmy nie została złapana. Krzysztof jest podłamany, że wszystko co robi nie przynosi sukcesu. Zmienia przynęty - ich zapachy, wielkość, rodzaj, łączy tonące z pływakami, same tonące, same pływaki, podwójne pływaki, zapachy słodkie, śmierdziuszki, kombinacje śmierdzących ze słodkimi, kulki z dipów, bez dipów, lekko bosterowane, pellety z bosterem, bez bostera, pastę pelletową dopaloną bosterem. Zmienia dalej: przypony, haczyki, kolory ciężarków, miejsca połowu - a brań jak nie ma tak nie ma. Stan ich kontemplacji wspaniałego wyjazdu zaczyna się zmieniać w ogólnie narastające napięcie. Krzysiek nie wytrzymuje i szuka miejsca zupełnie gdzie indziej daleko od Daniela przez, którego zestawy nie może się przebić - miejsce wybiera skrajne za wyspą oddzielającą ich zatokę od otwartej części zbiornika - właśnie wtedy gdy jest na wodzie paradoksalnie ma branie. Daniel tnie, a on pędzi wręcz wachlując wiosłami do stanowiska. Gdy dopływa ryba już jest w zaczepie. Płyną po nią. Danielowi nie idzie sterowanie pontonem a desperacka chęć złowienia w końcu ryby przez Krzyśka przekształca się w nerwy. Pada trochę ostrych słów do sternika - na środku wody trwa dyskusja przypominająca ich wieleoletnie wymiany poglądów w najgorętszych tematach. Dopływają w końcu do drzewa a tam dzieją się cuda, z jednej strony karp daje się wyciągnąć spod drzewa -z drugiej strony konfrontacja na pontonie dwóch mocnych charakterów przypomina poziomem testosteronu walkę bokserską - Karp ląduje w dwa razy upuszczonym z pontonu podbieraku - JEESST - emocje opadają, ale ten karp pomimo swoej 12 kilogramowej masy nie daje tyle radości ponieważ był efektem żądzy osiągnięcia sukcesu po 4-dniowej bezradności.



Wieczorem Krzysiek proponuje aby Daniel postawił 3 wędkę pod nawisy drzew skrajnie na lewo od jego stanowiska - bardzo niechętnie ale daje się namówić. 23:30 odjazd. Walka i jej przebieg jest dość spokojny i karp o masie 11kg trafia do podbieraka.



Dzień Piąty - Czwartek - Dzień Klęski i Zamiany

Rano tradycyjne PIIII. Hol poprawny ale w ostatniej jego fazie ryba ląduje w zaroślach przy naszym brzegu. Nie wyciągnęli karpia tylko dlatego, że Krzysiek postanawia go podebrać a nie starać się uwolnić z roślinności żyłkę. Popełnia błąd który kosztuje ich tego cyprinusa - waga to okolice 11kg. Kolejne branie kolejna porażka - po samym zacięciu ryba stoi w zaczepie - nie udaje im się nic zrobić poza odzyskaniem samego zestawu. Nastroje są bardzo pochmurne. Aby dopełnić złego trzecie branie tego dnia jest przy właścicielu łowiska, po krótkim holu karp ląduje w drzewie którego próba opłynięcia kończy się totalną klęską - jedyne dobre że widzieli go przez chwilę i oceniają - już jako standard Goplanicki czyli około 10-11kg. Daniel ma dość porażek i dość tego iż łowi tylko on rozmyślając o całej sytuacji stawia się sytuacji Krzyśka i stwierdza, że tak nie może być to wspólny wyjazd znaleźliśmy ryby razem i trzeba zamienić miejscówki. Nalega i zwycięża - z niesamowitą ulgą ze teraz to już naprawdę zrobili wszystko by razem rozkoszować się łowieniem

Dzień Szósty - Piątek - Dzień Totalnej Erupcji Charakterów

Od rana Krzysiek nie może spać - czeka na branie które w tym miejscu stało się porannym standardem - na branie które nie następuje - wścieklizna i pytanie co jest źle, co jest nie tak. Do tego w okolicy południa z jego dotychczasowego miejsca Daniel ma odjazd - Krzysztof dobiega do wędki, tnie - jest - wybiera ultra ofensywny hol (nie oddaje wędki Danielowi ponieważ umówili się że następne branie jest jego i pewnie też dlatego ,że tak naprawdę bardzo chciał się w końcu zmierzyć z tym Goplanickim twardzielem. Hol ultra ofensywny w tym wykonaniu był skuteczny tylko w pierwszej fazie gdyż nie daje karpiowi możliwości wjechania w drzewo pod którym był zestaw, ale karp wchodzi w zarośla i się wypina. Ledwo wywożą wędkę, z drugiej również Daniela pada następne branie - tym razem płyną po rybę , hol wygląda spokojnie - i łowca podprowadza rybę do podbieraka, gdzie następuję tragedia - tuż przed siatką karp się odpina - krzyk zawodu (nie będę go przytaczał hehe) - są załamani - podbierak rezygnacyjnie do góry aby płynąć do brzegu i cud!!! Karp wpłynął do podbieraka jest ich - piękna dycha.
Po tym braniu Krzysiek - doszukuje się już problemu nawet w kolorze leadcoru bo nie chcę wierzyć, że to kwestia pecha. Zmienia wszystko - od przysłowiowego "a" do "z" - nastroje są koszmarne. Wojna ideologiczna na temat zachowań - Danielowej antysprzęciarskiej teorii i ogólnie dobrze ,że są tylko we dwoje, wszystko lata w powietrzu awantura na maksa i co się dzieje - właśnie w tym momencie bierze ryba na zestawie Krzyśka jakby chciała powiedzieć dość, przecież tak naprawdę jesteście tutaj dwa "czubki" aby odpocząć , jesteście PRZYJACIÓŁMI nie macie wpływu na te brania po prostu tak czasami bywa - wygrywają wspólnie tę walkę Daniel wspaniale napływa pontonem - wszystko tak jak powinno być -karp 10,9kg - ściskają się na pontonie - emocje opadły.



Dzień Siódmy - Dzień Odjazdu

Rano PIIII u Krzysztofa ale ryba tak jak wcześniej Danielowi teraz i Krzyśkowi staje od razu w kołku i jest po zabawie bez chwili holu. Do tego Krzysiek jeszcze starą wędkę próbując wyrwać żyłkę z zaczepów.
Odjeżdżają .Na koniec fotki kilku obławianych przez nich miejsc - HARDCORE!!








Każdy wyjazd się kończy i to co najważniejsze z reguły zawarte jest w samym opisie wyprawy, lecz tym razem chcielibyśmy aby zakończenie stanowiło esencję tego artykułu - który po przeczytaniu zostanie w pamięci jak najdłużej.

Goplanica to zbiornik dziki mimo ,iż zarządzany prywatnie. Zarządzany naszym zdaniem wzorowo przez ludzi którzy będąc wspaniałymi wędkarzami doskonale wiedzą jak łowiska nie zniszczyć. Zniszczonych łowisk mamy w kraju bardzo wiele - co gorsze ten model jest jak najbardziej uznawany i wręcz wytycza granice "łowiska idealnego". Co rozumiemy przez zniszczenie: łowiska przerybione gdzie ilość ryb wręcz przeraża, łowiska pozbawione innych ryb jak tylko te "kulkowe", łowiska nie posiadające żadnej strefy roślinności, w której mógłby nasz przeciwnik zerwać zestaw - tak wyliczać można dosyć długo. A jaka jest Goplanica - woda gdzie wędkarz wcale nie musi złapać ryby - gdzie wędkarzowi oddane jest miejsce aby się sprawdził, by przez czas swojej zasiadki szukał, zmieniał aż w końcu być może po raz jedyny usłyszał dźwięk sygnalizatora i wygrał z przeciwnikiem który jeszcze kilka-kilkanaście lat temu był marzeniem w większości nieosiągalnym. Osiągalność za to dzisiaj takiej ryby (można kupić wszystko gotowe nawet przypon - co uważam za skrajny objaw lenistwa i braku przygotowania do łowienia tak pięknych i mądrych ryb) - jest wręcz absurdalnie proste wystarczy pojechać na kilka łowisk gdzie w przeciągu dnia można takich ryb nałowić nawet kilkanaście. Oczywiście, że nie można takich wód skrajnie potępiać bo to również jest utopijnym stwierdzeniem - lecz potępiać należy np. kwalifikowanie w kategorii wielkiego wyczynu wyjęcie karpia kilkunastokilogramowego z wody, w której jej populacja jest tak ogromna i tak często spotykana ,że można wyczyn łowcy przyrównać do złowienia wymiarowego szczupaka na jakimś nazwijmy to szczupakowym jeziorze.

Czy właśnie dlatego, że Goplanica nie jest takim łowiskiem - przez tydzień byliśmy sami na łowisku!! Większość karpiowych basenów w tym czasie zapełniona jest rezerwacjami- dlaczego tak się dzieje?, dlaczego na tak wspaniałej, uroczej wodzie, w naszym odczuciu idealnie zarządzanej nie ma nikogo - właśnie dlatego, że lepiej jechać na "kwadraciaki" dorybione tak aby stan wody utrzymywał się na równi z brzegiem niż zmierzyć się z prawdziwym dzikim karpiem w prawdziwie dzikich warunkach i przełknąć gorycz porażki sprawdzić siłę swojego charakteru w takich sytuacjach jak nas spotkały by zrozumieć, że ta ryba może stanowić trofeum w jak najbardziej czystej formie prawdziwego wędkarstwa zwanego KARPIOWANIEM.

Na koniec napiszemy jeszcze o dwóch zasadniczych sprawach - nie zrozumcie nas źle, że krytykujemy , że staramy się narzucić skrajne odczucia i poglądy - chcemy tylko i wyłącznie poruszyć kwestię i dotrzeć do wędkarzy, którzy również widzą prężnie rozwijający się wspaniały sport - chwilami idący w fatalnym kierunku!! Łowiska "proste" też są przez nas odwiedzane, ale w celach rekreacyjnych, w celach połączenia trudnej roli męża, ojca i jednocześnie fanatyka łowienie karpi - są dla nas kompromisem, do którego nigdy nie dorabiamy ideologii niebotycznego wyczynu!!!

Ostatnie zdanie musi być skierowane do właścicieli Goplanicy:....pana Jaromira i pana Arka- dziękujemy Wam ,iż mogliśmy spędzić wspaniałe chwile nad tak piękną wodą i dziękujemy za to , że tak wspaniale nią zarządzacie jednocześnie namawiając wszystkich na wyjazd do krainy gdzie zapomina się o problemach życia codziennego na rzecz budzenia się instynktu łowcy, łowcy wspaniałych pełnołuskich goplanickich karpi



Daniel "Franek" Kruszyna
Krzysztof "Woziu" Woźniak

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama