Pojedynek - Dariusz Gałkiewicz



Okres wakacyjny to najwspanialszy czas zasiadek karpiowych dla wszystkich uczniów i nauczycieli. Moment zasłużonego odpoczynku i bezcenny okres ,,ładowania baterii'' przed kolejnym rokiem szkolnym. Możemy wtedy zwolnić i w sielankowym nastroju pośród szumiących drzew oczekiwać na branie bez odwiecznych dylematów czy wszystko na poniedziałek przygotowane!!!

Pewnego słonecznego dnia z moim młodszym kolegą Michałem wpadliśmy na pomysł zorganizowania mini zawodów pt. Nauczyciel kontra Uczeń!!! Na miejsce tego pojedynku wybraliśmy jezioro Mały Szwałk pomost nr 11 na którym, Jan ( Michała tata )27 czerwca 2009r.złowił pięknego miśka o wadze 16 kg.


Jan Sikorski i piękna szestnastka




Michał Sikorski lat 19 uczeń liceum - uczeń



Dariusz Gałkiewicz lat 32 instruktor dyscypliny szachy - nauczyciel.


Czas trwania pojedynku: Start 11.08.09 godzina 20, koniec 16.08.09 godzina 15.
Miejsce: Mały Szwałk stanowisko nr. 11


Umówiliśmy się , że będziemy używać wyłącznie produktów firmy Adder Carp , które na ten pojedynek otrzymaliśmy od naszego przyjaciela Marka Kwiecień + tajna broń (1 smak kulek wykonanych własnoręcznie).





Nad jezioro dojeżdżamy ok. godziny 16. Obozowisko rozbijamy w deszczu co jak wszyscy wiemy jest dość uciążliwe. Dzięki pomocy Michała taty robimy to szybko i sprawnie. Po wcześniejszych ustaleniach z właścicielem wody Andrzejem Wijasem przygotowujemy po 3 kije.

Po rozbiciu i uporządkowaniu obozowiska nastał czas na przygotowanie miejsc położenia zestawów i losowanie. Wybieramy 3 znane nam wcześniej miejscówki.

1. Zatoka po lewej stronie pomostu w kierunku stanowiska numer 10. Ja losuje miejsce przy trzcinach ok. 1metra w stronę otwartej wody ( tam gdzie Jan złapał tą 16 kg ślicznotkę ). Michał pas rdestnicy wychodzący spod trzcin w stronę otwartej wody. Zestaw kładzie za pasem w stronę pomostu numer 10. W obu miejscach głębokość wody wynosi ok. 2 metrów, z twardym dnem.



2. Podwodna górka znajdująca się ok. 130 metrów od pomostu w stronę stanowiska numer 6 położonego po przeciwnej stronie jeziora. Miejsce to zawdzięczamy naszemu koledze Maćkowi , który tą górkę wysondował i miał już na niej w tym roku bardzo dobre efekty. Ja dzięki losowaniu zajmuję środek górki , blacik z twardym dnem i małymi kamykami na głębokości ok. 3,5 metra. Michał w wyniku losowania zajmuje lewą stronę górki na granicy z dużymi głazami ( co będzie kosztowało go stratę fajnego karpika ) na głębokości ok. 4,5 metra.



3. Pas trzcin biegnący po prawej stronie pomostu, który zakręca w stronę stanowiska nr 12 tworząc swojego rodzaju cypel. Los przydziela mi wnękę na samym końcu trzcin, wnęka ma głębokość ok.1metra. dno pokryte jest żwirem i starymi badylami trzcin i gałęzi. Michał wybiera sam cypel ok. 1 metra od trzcin. z dnem twardym i kamienistym na głębokości ok. 2,5 metra.



Taktykę nęcenia wybieramy podobną . Z doświadczenia naszego i naszych kolegów oraz lat ubiegłych wynika ,że na Szwałku zbyt obfite nęcenie nie przynosi oczekiwanych rezultatów a wręcz powoduje skutek odwrotny . Obaj kładziemy zestawy z woreczkami i siateczkami PVA dosypując po garstce kulek na zestaw. Różnimy się tylko kalibrem używanego pelletu . Michał preferuje mieszankę 12mm zalanego NCL ananas-ryba ja postawiłem na kaliber 20mm zalany NCL truskawka-ryba.

GODZINA 20 ZESTAWY W WODZIE!!! NO TO ZACZYNAMY ZAWODY A RACZEJ SUPER ZABAWĘ !!!


Pierwsza doba.
Godzina 5.30 Potężny odjazd z górki. Wypadam z namiotu na skarpetach w samo błoto ale kto w takiej chwili myśli o błocie!!! Karp idzie spokojnie kilkakrotnie uderzając głową i zmieniając kierunki zbliżył się do pomostu ! Przy pomoście jest ok. 3-4 metry i karpie murują tam jak dorsze przy kutrze. Po kilku minutach walki nareszcie udało się go podebrać i na macie ląduje piękny lustrzeń o wadze 12 kg !!!




Godzina 15.35. Michał na pomoście rozmawia ze swoją narzeczoną Sylwią przez komórkę ( zapomniałem dodać że Michałowi w czerwcu urodził się śliczny synek Kuba) , a tu nagle prawie spod nóg odjazd z lewej zatoki gdzie zestaw umieszczony był pod trzcinami !!! Karp ląduje w zaroślach. Trzeba po misia popłynąć. Kiedy dopływamy do trzcin okazuje się ,że karp wbił się z jednej strony , a wypłyną 15 metrów dalej na otwarta wodę. Po wyplątaniu żyłki z trzcin i holu z łódki mam już kolejną rybkę tym razem 9,5 kg ! Ten okrągły dzikus połakomił się na kulkę ( uwaga tajna broń 30mm ) mojej roboty truskaweczkę.



Godzina 18.40. Kolejne branie z górki przerywa nam kolację i znowu u mnie drugi karp na magiczny owoc ze szczytu podwodnego wzniesienia. Po bardzo podobnym holu w moich ramionach do fotki ląduje misiek 10,5kg. Po pierwszej dobie nokaut 3:0 ( 32 kg do 0 kg) dla belfra od szachów !!!


Druga doba.

Godzina 21.30.Kończymy kolację . Staram się Michała pocieszać choć wiem co dzieje się z karpiarzem gdy kolega łowi 3 szt. a ty człowieku żeby nie popsuć klimatu robisz dobrą minę do złej gry. Niby super 3 miśki u kolegi zaliczone ale czegoś tu brak!!! Kończę swój wykład jak to NCL Marka Hallasa musi popracować i już mam zaczynać : może przypon nie taki może ???.a tu piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii jedzie u Michała! Wskakujemy do łódki bo karp sprytnie wplątuje się w rdestnice za którą Michał miał swój zestaw! Po delikatnym holu w obawie o utratę upragnionej rybki na macie w łodzi zgłasza się 10 kg smakosz kukurydzianego bałwanka.



Michał zdobywa honorowe kilogramy!!! Po akcji udajemy się na zasłużony odpoczynek ale nie na długo bo ...pi.pi.piiiiiii !!!!!

Godzina 23.20 Kolejny magiczny odjazd z górki. Walka wygląda podobnie jak 2 poprzednie ale jakoś dłużej i jakoś ciężej ale to może już zmęczenie dniem pełnym wrażeń ! Kiedy Michał podbierając mówi magiczne słowa: ,,Ooooooooo Panie'' to ja już wiem że szykuje się fajna fotka!!! Ale kiedy na wadze pojawiło się 14 kg to oniemiałem z wrażenia bo to mój REKORD ŻYCIOWY !!! Karp ląduje w worku aby rano olśnić nas swoją urodą podczas sesji fotograficznej.



A my padamy na twarz do łóżka, oczywiście każdy do swojego ( dobrze, że moja żona tego nie przeczyta )! Ale nie, nie , nie na długo bo !!! Godzina 01.15. Z namiotu wyrywa mnie pisk mojej centralki ! Odjazd z zatoki po lewej stronie i to znów na mój wyrób 30 mm truskaweczkę!!! Przez głowę przebiega mi myśl kolejny rekord będzie mój! Ale ku mojemu zdziwieniu na macie po niezbyt długim holu ląduje karp 6 kg! Może to nie rekord ale, każdy karp z leśnego jeziorka to sukces. Stan pojedynku 5:1 ( 52 kg do 10 kg ). Wywozimy zestaw w to samo miejsce z którego było branie po czym kładziemy się spać.



Ale widać tej nocy sen nie był dla nas pisany.

Godzina 01.50. Znowu branie z zatoki tym razem u Michała na bałwanka z kulek o smaku sweet corn MH. Po zacięciu karp ani myśli o współpracy, robi trzy krótkie odjazdy a następnie staje jak zaklęty. Pada hasło, że zaparkował w jakiejś zawadzie i trzeba płynąć. Poszedłem przygotować łódkę do wyprawy. Nagle usłyszałem z pomostu okrzyk ,,ruszył ''. Michał podciąga go jakieś parę metrów i po którym uderzeniu ogonem robi się luz. Karp spięty z haczyka odpływa w nieznane. Zmęczeni, zasypiamy !!!

Godzina 5.10. Wstaję wcześniej od Michała i planuję poobserwować wodę. Zbliżam się do pomostu a tu na moich oczach krótkie pip i na Michała wędce swinger majestatycznie podchodzi pod kij a kołowrotek zaczyna oddawać pierwsze centymetry żyłki w rytm piszczšcego sygnalizatora. Michał w tej samej chwili wypada z namiotu całkiem zaspany i nie trafia w pomost złożony z dwóch desek. Spada do wody ale szybko podbiega i zacina. Jest !!! Ryba parkuje w dużych kamieniach i musimy po nią płynąć. Gdy tylko jesteśmy przy zaczepie Michał popełnia błąd, który kosztuje go utratę ryby. Nie czeka , aż opłynę kamienie od strony otwartej wody ale stara się ją wyrwać spod łódki. Przypon z plecionki mimo że w otulinie zostaje przetarty. Szkoda bo Michał zalicza drugie z kolei zmarnowane branie i potężnego krwiaka na nodze.

Godzina 05.30 Michał przygotowuje PVA i zakłada grzybka fruit max i gdy ma już wypływać na mojej wędce rozpoczyna się odjazd. Podnoszę kij lekko docinając uciekającego żarłoka i dokręcam hamulec aby nie dopuścić do sytuacji z przed paru minut. Odciągam karpia od lewej strony górki i po parominutowym holu 8 kg karp z górki jest już mój.



Sesja zdjęciowa razem z moim rekordem oraz Michała zdobyczš i karpie wracają pełne werwy do swojego domu.


Do końca drugiej doby nic się już nie dzieje za wyjątkiem tego że na górce pojawiły się leszcze, które dały się nam we znaki łykając prawie wszystkie rozmiary kulek.Trzecia doba. Poprawa pogody i wzrost temperatury powinny zwiastować kolejne brania! Ale nie tu na Małym Szwałku. Tu od kiedy pamiętam to im gorsza pogoda tym lepsze brania. Całkowity zanik brań. Odrabiamy zaległości w odpoczynku!!!

Czwarta doba. Po wywiezieniu zestawów zasiadamy do kolacji. Sadzone jajka plus ziemniaki smażone ze schabowym poprawiają nam humor. Na deser troszkę tortu, który przywiozła nam Sylwia i czas na sen.
Godzina 4.30. Słyszę dzwięk mojego sygnalizatora i wybiegam z namiotu mimo, że moja centralka milczy( tak to jest jak nie sprawdza się baterii mimo wcześniejszych ostrzeżeń o wyczerpaniu ). Podbiegam do pomostu i zacinam, branie tym razem spod trzcin z prawej strony . Karp miał wystarczająco dużo czasu aby zaplątać się w trzcinach. Płyniemy z Michałem po tego diabełka którego skusiłem ananasem złamanym rybą .

Odplątuje metr po metrze i gdy już dochodzę do strzałówki popełniam błąd jak amator. Łapię za ostatni odcinek strzałówki przy leadcorze i karp uderza pyskiem na prostej żyłce. Przypon z fluorocarbonu pęka jak niteczka. Chwila ciszy a przez głowę przebiega mi refleksja: ,,Ale wstyd i to na oczach Michała''. Czwarta doba upływa na analizach naszych strat i sukcesów oraz na omawianiu taktyki na ostatnie 19 godzin zasiadki.

Ostatnia noc i ostatnie 19 godzin pojedynku. Stan meczu 6:1 ( 60 kg do 10 kg ) Po wywiezieniu zestawów i wieczornych dyskusjach bardzo zmęczeni zapadamy w sen, który brutalnie przerywa ukochana melodia każdego karpiarza piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii !!!

Godzina 1.15. Odjazd na Michała wędce z zatoki po lewej stronie. Sytuacja powtarza się z początku drugiej doby, karp ląduje w pasie rdestnic. Po wyplątaniu go z zielska Michał wyprowadza karpia na otwartą wodę. Kilkuminutowy hol w świetle lampek czołowych i 8 kg ląduje na macie w łódce. Po zważeniu karp trafia do worku i tam poczeka na poranną sesję.

Godzina 1.50. Gdy wydawało się, że udamy się na spoczynek rozległ się przeraźliwy pisk Michała sygnalizatora z przeciwległej strony pomostu. Wskakujemy do łódki i pędzimy po drugiego miśka z trzcin za cyplem. Michał na ostatnią noc zmienił miejsce położenia zestawu w miejscówce nr 3. Swój zestaw z bałwankiem złożonym z kulek truskawka-ryba położył za cyplem gdzie trzciny są rzadsze i graniczą z kolejnym pasem zielska. Co było strzałem w 10 !!! Po rozplątaniu karpia z trzcin i podebraniu go w cyrkowy sposób ( manewrowanie dużym podbierakiem karpiowym w trzcinach nocą to istna walka z wiatrakam i) wracamy na stanowisko! Waga wskazuje 10 kg! Karp otrzymuje swój własny woreczek i wraz z 1 karpiem poczeka do rana! Jak się póżniej okazało była to ostatnia ryba zasiadki. WYNIK POJEDYNKU 6:3 ( 60 KG DO 28 KG).





PODSUMOWANIE!!!

Nasza wspólna zasiadka z Michałem okazała się wspaniałą wakacyjną przygodę. Przeżyliśmy niezapomniane chwile i mnóstwo radości. To że udało się nam złowić 9 karpi o masie 88 kg nad dzikim jeziorem Szwałk Mały uważam za nasz wielki sukces. Wyniki ostatniej nocy pokazały , że Michał bardzo szybko się uczy i trafnie wyciąga wnioski. Już zapowiedział, że w przyszłym roku oczekuje rewanżu i żebym był gotowy na starcie nad pięknym Jeziorem Szwałk Mały!!! Podałem dłoń i do zobaczenia za rok!

Dariusz Gałkiewicz
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama