Co na Gosławicach słychać...


Gosławice to ogromne gospodarstwo o powierzchni około 1000 hektarów. Dla wędkarzy udostępniono wodę o powierzchni 38 hektarów, wyposażoną w 19 stanowisk, do których można podjechać samochodem, by rozpakować rzeczy. Do każdego stanowiska przewidziana jest łódka. Wszystko uzupełnia świetne zaplecze socjalne z kuchną i łazienkami do naszej dyspozycji.

Po raz pierwszy trafiłem na to łowisko pod koniec lipca. Weekendowy wypad wraz z kolegą Pawłem Krupą zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, więc postanowiłem wrócić i spróbować sił raz jeszcze. Tym razem towarzyszem podróży była moja żona Sylwia.

Na łowisko dotarliśmy około 16:00. Po rozbiciu obozowiska na pomoście zacząłem sondować wodę z łódki. Dużo informacji miałem z poprzedniego wyjazd, więc wiedziałem, gdzie chce postawić markery. Również zmiana taktyki nęcenia i smaków kulek, jak się później okazało, przyniosła rezultaty. Nęciłem mieszanką ziaren kukurydzy, mieszanki partykularnej oraz zmielonego orzecha tygrysiego. Do tego pellet halibutowy w formie mixu i różnej granulacji.

Trzy zestawy - trzy smaki: Scopex, Source, Halibut wszystko pop-up 20 mm mocno dipowane, ponieważ Gocławice o tej porze roku są mocno zarośnięte między innymi moczarką. Do worka pva szły całe i pokruszone kulki, wraz z pelletem. W drugą komorę łódki włożyłem ziarna z wcześniej przygotowanej mieszanki. Zestawy wywiozłem na około 60-70 metrów, więc można przystąpić do kolacji, bo nim się obejrzałem zrobiła się 21:00. Zmęczeni podróżą położyliśmy się spać. I jak to zawsze bywa kiedy oczy już się zamknęły słychać pierwszy odjazd... chwila holu karp około 6 kg ląduje na macie. Szybka zmiana pogody - deszcz zaczyna padać, więc już tylko zarzucam wędkę i wracam do namiotu. Kolejny odjazd dopiero około 1:30 bardzo anemiczny, myślę sobie, raczej nie duży karpik, jednak ku mojemu zdziwieniu podczas holu okazuje się troszkę większy i tak po "krótkiej chwili" 19 kg karpik ląduje na macie. Skusił się na scopex-a.





Zmęczony wracam do wędki zarzucam zestaw i z powrotem wracam do namiotu suszyć się. Jednak karpie nie dają spokoju, bo na dobre zagościły na miejscowce i kolejne lądują mniej więcej, co godzinę w przedziale od 5 do 10 kg ostatni o 7:00. Później jak ręką odjął. Spojrzenie na przebijające się promienie słońca i sobota przede mną...

Zadowolony z wyników postanawiam nic nie zmieniać, donęcam łowisko i zjadam pyszne śniadanie, które przyrządza mi żonka.





W ciągu dnia karpie biorą jakby przez przypadek, nie są duże, ale umilają nam czas. Dojeżdżają koledzy na stanowisko nr 19. Zadowoleni z moich wyników nastawiają się pozytywnie. Udaje się jeszcze dołowić kilka amurów i na tym niestety koniec. Zmiana pogody i spadek temperatury nie przypadł karpiom do gustu i brania ustąpiły. Kolejna noc u mnie przebiega spokojnie.





Kolega Mirek z Andrzejem na jednym zestawie mają 21 mm. pellet halibutowy, na który trafia się sum 33 kg, oraz 2 karpiki.



I niestety, przychodzi niedziela, która jest momentem wyjazdu... szkoda, że tak krótko, ale za to uważam że efektywnie. Zachęcam każdego do wyjazdu na to łowisko. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że woda jest rybna. Świetnie zorganizowana. Oprócz karpi i amurów łowiliśmy także liny i leszcze, co świadczy o dobrej kondycji wody. Na pewno każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Marcin Malczewski

P.S. Sebastian, żałuj, żałuj, bo było na prawdę super;P


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama