Zawody Mega Baits Golden Carp - okiem uczestnika
Zawody odbyły się na łowisku Nekielka w dniach 9-13.09.2009 r. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał przyjemności łowić na tym zbiorniku, to wiedzieć musi, że woda należy do tych z cięższych gatunków, a to za sprawą rosnącego w wodzie zielska. Dno jest bardzo atrakcyjne, oprócz "lasu" zielska, liczne wyplecenia i dołki.



Do samych zawodów, jak to zresztą do tego typu imprez, przygotowujemy się odpowiednio wcześniej (zakupy przynęt, zanęt i sprawdzanie tajnych taktyk ). Okres przed samymi zawodami to oczywiście nie przespana ostatnia nocka przed wyjazdem, ale ja już tak mam.

Zjeżdżamy się ze Sławkiem nad wodę prawie równo, godzinkę przed oficjalnym rozpoczęciem. Poczęstunek od organizatorów w postaci ciepłej "giętej" i czteropaka złocistego trunku łamiącego bariery językowe. Losowanie dla nas szczęśliwe, losujemy stanowisko 35. Około 80 m. od brzegu mamy "łachę" o szerokości około 12 m. i długości 10-15 m. która wypłyca się na 20 cm !!! Miejsce wydawało by się idealne, i takie tez się okazało, ale po kolei. Po zorganizowaniu obozowiska i tych wszystkich najmniej przyjemnych obowiązkach , penetrujemy nasze potencjalne łowisko. Ustawiamy zgodnie z regulaminem dwa markery. Jeden po lewej stronie łachy w wygryzionym "korytarzu" w zielsku, druki na prawej stronie lachy w miejscu gdzie zaczyna się wypłycenie.

Delikatnie nęcimy, 4 kg peletu 12 i 24 mm, i garść kulek na wszystkie zestawy. Pierwszej nocy branie u Sławka, ja zacinam i holuje. Ryba parkuje w zielsku. Postanawiamy poczekać na to co będzie się działo. Po 5 min Sławek łapie za kij, odchodzi lekko w prawą stronę i ryba rusza. Po minucie na macie ląduje 6 kg karp. Tej nocy już nic się działo. Rano okazuje się że są tylko trzy ryby. Następny dzień mija spokojnie ale tylko nam, sąsiedzi obok łowią, co się zresztą okazuje wygrywają zawody, ale wróćmy na właściwy tor wydarzeń.



Dzień trzeci; zmienia się pogoda, płynę pod nasza lachę i oczom nie wierzę, jej stoki porasta rdestnica. Myślę sobie, kurcze no przedwczoraj jej nie było. Hmm szybka zmiana taktyki, w końcu zostało mi 40 minut pływania, powrót do brzegu po echosondę i jazda z powrotem.

Wynajduje rów, a właściwie rowek, 20 m. za łachą, więc w grę wchodzi tylko wywózka dwa razy dziennie (w godzinach nęcenia, poza nimi zakaz pływania). Wywożę zestawy, i pełny nadziei siadam do "tysiąca". Sielankę przerywa mi pisk sygnalizatora, podbiegam zacinam, i ryba w zielsku, patrzę na zegarek pływać nie można. Kurcze wywieźć zestaw nie problem, ale jak ta rybę przyholować ?, o tym nie pomyślałem . Ale co tam ryba się spina. Drugie branie po pół godzinie na drugim kiju. Myślę sobie ale miejscówka strzał w 10, ale historia niestety lubi się powtarzać i druga ryba spięta. No nic kombinacja z przyponami, czekamy do 17-ej i płynę w to samo miejsce. Po godzinie od wypłynięcia (oczywiście pływać już nie można) branie ! Zacinam - siedzi, no więc próbuje coś zdziałać. Po zacięciu z rowu, pierwsza ściana zielska. Po dwóch zaczepach czuję że siedzi, ale ja nadal nie oddycham :. Teraz łacha z 20 cm wody. Karp idzie centralnie przez środek łachy a na niej zachowuje się jak merlin, piękny widok ! Ściągam go z tej łachy i znowu ściana zielska. Kolana mi się gną. Dwa "zaczepiki" i 10.2 kg misiu leży na macie, wędruje do worka i czeka na sędziów a ja zaczynam oddychać . Na tą chwilę jesteśmy czwartą ekipą i nie jest źle. Tego wieczora jeszcze jeden odjazd z tego samego miejsca, ale niestety historia się powtarza jak przy pierwszych dwóch braniach. Jak się później okazało nie były to ostatnie spięte ryby. W między czasie nie wytrzymał przypon. Ostatni wieczór i noc, wiatr który nam sprzyjał, niestety się od nas odwrócił. Powiał ostro kolegą z drugiej strony i to była ich noc. U nas i koło nas sporadyczne piśnięcia, za to "druga" strona holowała ryby jeszcze 5 minut przed zakończeniem zawodów. I tak o to, z naszej czwartej lokaty spadliśmy na "zaszczytne" dziewiąte miejsce. Zabawa przednia, kupa nowych doświadczeń, dreszczyk emocji związanych z rywalizacją. Tego nie da się opisać w słowach.
Szczere i wielkie podziękowania dla firmy Adder Carp, i Marka Hallas, za pomoc w organizacji i tzw. ogarnięciu się :

Z karpiowymi pozdrowieniami
Adder Carp Team Wlkp
Sławomir Kudliński
Tomasz Ludzkowski

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama