Zawody Mega Baits Golden Karp 01.09-05.09.2010 relacja

Zawody Mega Baits Golden Karp 01.09-05.09.2010 relacja

              Przyszedł czas na kolejne zawody, kolejne na Nekielce. Oczywiście jak to przed tego typu imprezami, pełna mobilizacja, szukanie w pamięci skutecznych przynęt w tym okresie na tym zbiorniku. I nagle... hola, hola, przecież ten rok jest zupełnie inny, wszystko ze względu na  sroga zimę poprzestawiane. Więc zabieramy z domów wszystko co mamy J, a że tego trochę jest, zajeżdżamy nad wodę zapakowani po dachy. Jesteśmy pół godziny przed zbiórką. Szybkie obejście zbiornika, pogaduchy itp. Przychodzi moment losowania.. myślę sobie kurcze 35, 35 proszę niech to będzie 35, nic z tego losujemy stanowisko nr. 37  Którego za bardzo nie znamy. Ale co tam, walczymy.


Rozpakowywanie, rozbijanie itp.  wszyscy z nas to przechodzą ... więc nie będę rozwijał

W końcu nadszedł czas sondowania,  wsiadając do pontonu, myśleliśmy tylko ile będzie  zielska w wodzie, czyli czegoś z czego Nekielka słynie, a raczej słynęła.  Właściciele, Przemek i Marek, już w zeszłym sezonie stawali na przysłowiowych uszach, aby trochę tego ziela wyeliminować. Trzeba przyznać, że po tych wszystkich staraniach udało im się to doskonale, chylę czoło.  Zostały niewielkie place zieleniny, przynajmniej tam gdzie mieliśmy okazje łowić. Myślę że gdy ta wiadomość rozniesie się po braci karpiowej, będzie to woda na której wzrośnie presja, oj wzrośnie.

 Ale.. no właśnie, popsuło nam to całą taktykę która opracowaliśmy przed imprezą

Podczas sondowania wiał silny wiatr, na tyle silny że ustawiając się pawężą w stronę fali, woda wlewała się nam do pontonu. Wysondować stanowisko daliśmy radę, nie daliśmy za to rady położyć zestawów dokładnie tam gdzie byśmy tego chcieli. Mimo to, pierwszej nocy dwa odjazdy, ja zacinam  jak...  bym miał plecionkę a nie żyłkę na kołowrotku i ryba się spina, Jacek łowi nad ranem pierwszego karpiami wadze 6,1 kg.  Wiatr przestaje wiać, więc z obawy  że jak tylko wzejdzie słońce i znowu się ruszy, czekamy do godziny od której można pływać  (6.00), i jedziemy z „koksem" dalej.  Zimno jak ... więc  robimy wszystko żeby się ogrzać, a co robi karciarz żeby się ogrzać ? Niech każdy sam sobie dopowie.

Mimo iż zestawy położone idealnie, według nas przynajmniej, nic się w dzień nie dzieje. Następne branie o 18.00, i karp 6,30 kg ląduje na macie. Progres wagowy jest więc jest dobrze !

Kolejna noc czwartek/piątek dajemy popis nieskuteczności, spinamy trzy ryby, nie łowiąc ani jednej 

W piątek rano o 8.30 doławiamy 8 kg karpia. Reszta dnia jest  czasem gospodarczym dla nas, sielankowym dla ryb. Kompletna studnia.

W nocy piątek/sobota... spinamy kolejne dwie ryby, nie łowiąc żadnej.  Myśli w głowie się kotłują, przeklinamy pod nosem, za chwile ze stanu zdenerwowania przechodzimy w stan bezradności po to by po kolejnej chwili zacząć się z tego wszystkiego śmiać.  Wstajemy o 6.30, czas zmienić zestawy. Ale co tam robimy najpierw kawę.  My pijemy, karpie walczą, o godzinie 7.15 ląduje na macie karp 7,60 kg.  Zmieniamy zestawy. W dzień nic, kompletnie nic się nie dzieje, bijemy się z myślami, w końcu to już sobota, ostatnia nocka przed nami, jesteśmy blisko pudła a zarazem tak daleko, kurcze...

Ostatnia noc to szaleństwo, od godziny 23.30 do godziny 6.00 pięć brań, iiii... wszystkie ryby spięte., prócz jednej o 3.00 Jacek łowi kolosa 3 kg. w tej chwili nawet nie przypuszczamy jakie znaczenie będzie miał ten „narybek".  Zaczynamy wątpić w nasze umiejętności, klniemy coraz głośniej.  Jacek stwierdza że co tam, jeszcze 5 godzin do końca, walczymy dalej.  Wszystkie zestawy na nowo wywiezione, i pijemy kawę po której zaczynamy się pakować. Zawody kończą się o godzinie 11.00. 

Myję ponton, i  piiii piiiii, nie wierzę, po nocnych spięciach aż boję się kija dotknąć, żeby się nie pogrążyć, zacinam, siedzi, holuje i cały czas siedzi, niebywałe J Na macie ląduje karp 10,70.

Na tą chwilę, dwie godziny do końca zawodów, brakuje nam 4,80 kg do pudła, i 2,9 kg do wygrania Grand Prix...  Jesteśmy bliżej, ale jeszcze dalej niż przed chwilą. Jacek ma przeczucie „zobaczysz jeszcze cos się skusi", ja szczerze mówiąc  po nocnych wyczynach mam mieszane uczucia....

Zaczynam się zwijać dalej... o godzinie 9.20, Jacek ma branie, jest zdenerwowany jeszcze bardziej ode mnie. Holuje kolana miękkie, na macie karp 8,40. W tym momencie jesteśmy na III miejscu w zawodach Mega Baits  Golden Karp i wygrywamy Grand Prix  Golden Karp Nekielka.  I jak by tego było mało kolejne branie u mnie, już teraz nieco rozluźnieni, zacinam, cholera koszmar powrócił, ale holuje a na końcu wisi wzdręga, kurcze kulka była większa niż jej głowa. Niestety nie zostaje zaliczona do klasyfikacji

Tak już pozostało do zakończenia zawodów.

Już po ochłonięciu, chcieli byśmy podziękować:

Firmie Adder Carp.

Organizatorom imprezy Przemkowi i Markowi.

Maciejowi Łukaszewskiemu

Z karpiowymi pozdrowieniami

Adder Carp Team Wielkopolska

Jacek Głęboczyk/ Tomasz Ludzkowski

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama