Pierwsza Zasiadka
Na pierwszą zasiadkę w tym roku wybrałem się na początku kwietnia. Długo czekałem na ten dzień. Okres zimowy spędziłem na doborze przynęt, konstruowaniu przyponów, oglądaniu wielu filmów karpiowych, by choć trochę umilić sobie tą ''podróż w czasie".
Parę tygodni wcześniej odwiedziłem targi w Zabrzu i jak co roku wydałem tam spora sumkę.
Kiedy doczekam się, że łowienie karpi to będzie tani sport..........
Zakupione kilogramy kulek, pelletów , różne kombinacje smaków ,nowe plecionki, haki, zestawy, wszystko to czekało na ten pierwszy dzień próby.
Stało się ! Pierwsze pakowanie przebiagało mozolnie gdyż była tego masa. Za parę lat będzie chyba potrzebny jakiś bus żeby wszystko zapakować. Wyjazd w samo południe.
Jako, że rybki na naszym łowisku bardzo lubią żerować wieczorem i w nocy mam dużo czasu na spokojne przygotowanie stanowiska. Parę godzin później wszystkie zestawy lądują w wodzie. Z kilkunastu rodzajów kulek jakie posiadam decyduję się na ''śmierdziuszki". Uważam, że o tej porze roku powinny się sprawdzić. Jako zanętę stosuję woreczki PVA z drobnym pellecikiem i pokruszonymi kuleczkami. Łowię z rzutu w odległości około 50-60 metrów pod trzcinami, gdzie powinny odpoczywać wczesnowiosenne karpie.



Na pierwszy zestaw zakładam ''bałwanka" z dwóch kulek o średnicy 14mm. Drugi zestaw 14 mm "pop up" na sztywnym łamańcu. Trzecie ''działo'' , pojedyncza tonąca 18-stka. Pozostało czekać na pierwszy dźwięk sygnalizatora. Każdy "karpiarz" na swój sposób umila sobie oczekiwanie na "odjazd". Ja przyszykowałem sobie masę swoich smakołyków i tak po obiadku w ciszy i spokoju odpoczywałem sobie nad wodą. Do wieczora tak jak myślałem nic się nie działo.
Około 20 pierwsze branie! piiiiii ryba bardzo mocno wysnuwa żyłkę z kołowrotka . Myślałem, że o tej porze roku będą bardzo delikatne brania, ale myliłem się i bez żadnej zapowiedzi, pojedynczego pii od razu mocno i solidnie ryba ruszyła do przodu. Akurat byłem dość blisko wędek ,wiec dostanie się do nich zajęło mi bardzo mało czasu. Ryba bardzo szybko wydzierała żyłkę z kołowrotka - lekkie podcięcie i siedzi!!. Holuję dość spokojnie, wędzisko wygięte ryba lekko wybiera żyłkę po czym podpływa pod brzeg. Nagle widzę, że pierwszą rybą z którą przyszło mi się zmierzyć nie jest karp tylko amur.Pod brzegiem zrobił szybki zwrot, machnął ogonem i ucieka z powrotem. Popuściłem mu trochę mając na uwadze, że kilka sztuk amurów w zeszłym sezonie straciłem. Przyczynę tego upatrywałem w za mocno przykręconym hamulcu. Po paru minutach udało mi się go podebrać. Waga pokazywała lekko ponad 9 kg.



Bardzo dobry wynik jak na początek. Amur skusił się na" pop up'a na łamańcu, jak się później okazało był to zestaw numer 1 tej zasiadki. Nastała dość chłodna noc a niebo było pełne gwiazd. Około 23 drugi odjazd na ten sam zestaw. Tym razem było to coś mniejszego, ale branie tak jak wcześniej zdecydowane i silne. Po krótkim holu na macie leżał grzecznie pierwszy pełnołusi karp o wadze 7kg.



Szybka fotka i z powrotem do wody, niech przyprowadzi tatusia. Jak się okazało tej nocy złapałem jeszcze dwa karpie które wzięły na ten sam zestaw. Rano widząc co się działo dotychczas na pozostałe dwa zestawy założyłem małe kulki pływające o różnych smakach. Niestety przez cały dzień mało się działo.
Wiosenne słoneczko grzało dość mocno, karpie tak jak ja chyba odpoczywały . Nagle lekka zmiana pogody, chmury przysłoniły słonce i wreszcie nastąpiło branie. Czuję, że to nic wielkiego, ale każdego karpia mile witam na macie:) 4,5 kg - "maluch" wraca do wody.



Do wieczora jedno branie ale niestety po krótkim holu przy brzegu spinka. W nocy zimno , nawet chyba mrozem złapało. Pomagam sobie dużą ilścią ciepłej herbaty i gorącymi przysmakami z grilla. Było kilka odjazdów , do ryb wybiegam w samej bluzie co na następny dzień powoduje lekkie przeziębienie. Wyholowane karpie nie są duże, kilka mikrusów :) i jeden nieco większy około 5 kg



Z nim miałem sporo problemów ponieważ zbudził mnie ze snu a zanim wydostałem się ze śpiwora i ubrałem, wydarł sporą ilość żyłki i schował się w zaczepach. Popuściłem mu trochę gdyż myślałem, że to coś większego, ale jak się później okazało taka "piąteczka" potrafi nieźle walczyć. Bardzo często zdarza się, że mniejsze karpie walczą mocniej niż ich starsi koledzy którzy wiele razy już pozowali do zdjęć i bardzo to lubią wiec z chęcią płyną do podbieraka :) :) :)
Podczas tej zasiadki złapałem 8 karpi i Amura , więc wynik jak na niespełna dwudniową zasiadkę całkiem dobry. Już szykuję się do następnej !
Karpiowe zasiadki mają to do siebie, że często dzieje się na nich coś śmiesznego, tak też było tym razem. Kolega który był ze mną, pierwszej doby miał mniej szczęścia do karpi, więc drugą dobę postanowił odpocząć przed odjazdem do domu i dość wcześnie zapadł w sen "niedźwiedzi" nie licząc na brania. Po tym co zobaczyłem śmiem twierdzić, że karpie to urodzeni złośliwcy i figlarze! Kolega miał potężny odjazd a centralka postawiła nas na równe nogi. Bez namysłu biegniemy do wędki i dopiero tam zorientowaliśmy się , ze jestesmy bez butów. Zacięcie, a tu od razu spinka! Wtedy zobaczyłem nasze "zbite" miny - które po chwili zmieniły sie w grymas radości pokazując do czego zdolny jest człowiek wyrwany ze snu na rybach .Tej nocy nikt z nas za dużo nie pospał.
To była wspaniała zasiadka - Pozdrawiam! Catch & Release!

Maciej Kropiowski



Szybki Kontakt
Reklama
Reklama