Z wiosny
Wiosna jest, moim zdaniem jednym z najlepszych okresów do łowienia karpi. Dlaczego? Uważam, że wiosną ryby są trochę mniej ostrożne niż latem lub jesienią. Spowodowane jest to tym, że po zimie najprawdopodobniej zapominają część tego co się wcześniej nauczyły. Ponadto w wodzie nie ma jeszcze dużo naturalnego pokarmu, dlatego łatwiej jest je zwabić na nasze zanęty i przynęty. Poza tym uwielbiam łowić wiosną, ponieważ kocham obserwować jak przyroda budzi się do życia po długiej zimie.

Przygotowania

Do mojej pierwszej wiosennej zasiadki właściwie przygotowuję się od jesieni. Od października spędzam mnóstwo czasu na czytaniu prasy wędkarskiej, analizowaniu poprzedniego sezonu i kompletowaniu sprzętu. Dzięki czemu jestem wstanie jeszcze lepiej przygotować się do nadchodzącego sezonu, a w szczególności moich pierwszych wiosennych wypadów. Oczywiście, najintensywniejsze przygotowania przypadają zawsze na dzień lub dwa przed wyjazdem.
Przed każdą wyprawą wiele czasu spędzam na dobraniu odpowiednich zestawów oraz przynęt. Osobiście uważam, że najważniejsze jest to co znajduje się w wodzie, a nie na brzegu. Dlatego wole więcej zainwestować w dobrej jakości przynęty i zanęty niż kije lub pod'y. Ponadto jestem jeszcze studentem, a jak wiadomo pieniądze studentów omijają z daleka. Oczywiście, istnieją także wyjątki. Myślę, że bez dobrego namiotu, czy łóżka ciężko jest wędkować. Szczególnie wiosną, kiedy temperatury w nocy spadają często do zera. Jednak, jeśli dobrze pamiętam to też zdarzały mi się nocki w kwietniu spędzone na krzesełku wędkarskim, bez namiotu, łóżka, piecyka itp. Wracając do tematu uważam, że trzeba mieć dobre kuleczki, pellety oraz zanęty, które pomogą nam złapać wymarzonego miśka. Z drugiej strony musimy także pamiętać, że dobre to często nie znaczy drogie. Myślę, że ważniejsze od ceny jest dobranie kulki do odpowiedniej pory roku, upodobań karpi i specyfiki łowiska. Ja podczas wiosny 2011 postanowiłem testować kulki domowej produkcji oparte na firmowym, lekkostrawnym mixie o smaku kremowym.
Kulki zrobiłem dzień przed pierwszym wyjazdem na ryby, który zaplonowałem na 1 kwietnia. Właściwie nie dodawałem do nich nic oprócz 5 ml flavour'a na 1 kg mieszanki i garści murzynka. Postanowiłem całkowicie zrezygnować z olejów, ponieważ uważam, że są one zbędne o tej porze roku. Po ugotowaniu dodatkowo skropiłem je boosterem i pozostawiłem do wyschnięcia.



Wiosną do nęcenia używam kulek, pelletu, konopi i zanęty sypkiej. Aczkolwiek zdarza mi się, od czasu do czasu dodać kukurydzy, ale naprawdę w śladowych ilościach. Ponadto lubię wszystko zalać jakimś dipem lub boosterem. Myślę, że nie musimy bać się dodawania zapachów. Wręcz przeciwnie zauważyłem, że więcej brań miałem na zestawy z dopalonymi przynętami.
Drugą rzeczą, której poświęcam dużo uwagi jest zestaw końcowy. W tym sezonie postanowiłem testować przypony w stylu WARWICK RIG, jednak zamiast śruciny zastosowałem masę wolframową. Przeprowadzając domowe testy zauważyłem, że przypony obciążone przy grocie haczyka znacznie szybciej i łatwiej obracają się. Dlatego wydawały mi się najbardziej odpowiednie na wiosnę, kiedy ryby żerują jeszcze chimerycznie i delikatnie.



Do przyponu standardowo ciężarek i lead core. Osobiście preferuje ciężarki centryczne, ponieważ wydaje mi się, że dzięki, nim zacięcie jest szybsze i pewniejsze. Ponadto niektóre modele ciężarków są tak skonstruowane, aby ciężarek łatwo spadał z wciśniętego krętlika. Myślę, że takie rozwiązanie ma nie tylko zastosowanie w łatwiejszym uwolnieniu się ryby w przypadku zerwania zestawu, ale także przyczynia się do zmniejszenia ilości spiętych ryb. Doskonale było to, widać w filmach podwodnych, gdzie karpie wytrząsały haczyki z pyska przez to, że ciężarek był zamocowany na sztywno i po samo zacięciu nie przesuwał się.
Resztę sprzętu to już indywidualna sprawa, każdego karpiarza. Jednak najważniejsze jest, aby wiosną przygotować wiele ciepłych ubrań, bo czasem naprawdę jest zimno. Szczególnie, jeśli będziemy spędzać nad wodą noce.

Już na łowisku

Pierwszy wyjazd na ryby zaplanowałem na 1 kwietnia. Planowałem posiedzieć nad wodą 24h. Jednak ze względu na pilne domowe obowiązki łowiłem, zaledwie ok. 13godzin. Niestety, czasem ciężko jest się wymigać. Dlatego radzę zostawić telefon komórkowy w domu, aby nikt nie mógł zakłócić waszego spokoju.
Po przyjeździe nad wodę zastał mnie straszny widok. Mnóstwo śmieci po zimie, które były dosłownie wszędzie. Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy nie umieją po sobie posprzątać. Aby tego było mało, pojemnik był, zaledwie ok. 40 metrów od stanowiska, gdzie łowiłem. Moim zdaniem jest to karygodne zachowanie. Mimo, że to nie były moje śmieci nie chciałem łowić w takich warunkach. Dlatego zaraz po rozstawieniu wędek wziąłem się sprzątanie.





Na mój pierwszy wyjazd w sezonie 2011 wziąłem naprawdę mnóstwo sprzętu. Niestety, w większości miejsc, gdzie łowię nie da się podjechać samochodem. To rodzi duże problemy, ponieważ ciężko jest przejść nawet 100m z taką ilością rzeczy. Jednak to była pierwsza zasiadka, więc wszystko jest do wybaczenia. Człowiek musi znowu się nadźwigać, aby przypomniało mu się, że warto pakować się z głową.




Moja taktyka

Postanowiłem wypróbować dwa sposoby nęcenia. Na pierwszy zestaw polecały cztery garście kulek o wielkości 14mm oraz ok. 0,5 kg drobnego pelletu wymieszanego z sypką zanętą i boosterem. Pellet dobierałem tak, aby miał zróżnicowany czas rozpuszczania się. Nęciłem intensywnie, ponieważ uważam, że szczególnie wiosną wiele ryb jest wygłodniałych po zimie. Osobiście najwięcej przyłowów w postaci sumów, karasi oraz leszczy miałem właśnie, w tym okresie. Drugi zestaw wyposażyłem w worek PVA. Oba zestawy poleciały w zupełnie inne miejsca. Myślę, że o tej porze roku trzeba szukać ryby. Najgorszą rzeczą jest łowienie stereotypowe, polegające na powtarzaniu pewnych schematów niezależnie od warunków zastanych na łowisku. Mys lę, że karpiarz powinien być elastyczny, mobilny i innowacyjny, jeśli chce osiągnąć sukces.

Koniec pierwszego dnia

Niestety, podczas pierwszego dnia miałem tylko jedno branie. Ryba wzięła naprawdę energicznie i kiedy podbiegałem do wędki byłem przekonany, że to karp. Okazało się inaczej. Mimo to byłem zadowolony, że udało mi się coś złapać. Po tak długiej zimie ryba na macie to wspaniałe uczucie. Szybka fotografia i ryba wraca do wody.



Drugi dzień

3 kwietnia ponownie wybrałem się na ryby. Tym razem zmieniłem miejsce. Postanowiłem łowić na płytszej stronie zbiornika, siadając tak, aby mieć wiatr prosto w twarz. Dzień był naprawdę piękny, ponieważ temperatura dochodziła w słońcu do 20 stopni i słonce świeciło jak nigdy. Dlatego postanowiłem łowić płycej w miejscu, gdzie wiatr spycha ciepłą wodę. Moja taktyka była identyczna co wcześniej. Jak zawsze rzuciłem wędki w dwa różne miejsca i postanowiłem do końca dnia nie przerzucać. Około godziny 13.00 usłyszałem dość energiczny odjazd. Zaciąłem i poczułem niebywały opór. Już, wtedy wiedziałem, że to karp i to sporych rozmiarów. Walka trwała ok. 15 min, ponieważ karp, za nic na świecie nie chciał oderwać się od dna. Jednak w końcu zmęczony wpłynął potulnie do podbieraka. Kiedy zobaczyłem jak wygląda ryba pomyślałem tylko WOW! Taka sztuka, o tej porze roku, na tym zbiorniku to coś naprawdę niebywałego. Szybko położyłem go na macie i zacząłem ważyć. Moja waga pokazała 10,5kg. W tym momencie krzyknąłem z radości "Jest dycha!!!". Byłem naprawdę niesamowicie szczęśliwy, że miałem takie szczęście, aby złowić takiego karpia. Po sesji fotograficznej delikatnie wypuściłem miska żegnając go słowami "Mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy". Po tym braniu posiedziałem nad wodą jeszcze około godziny. W końcu doszedłem do wniosku, że jestem w 100% usatysfakcjonowany dniem i, że jadę do domu pochwalić się fotkami.
Ogromne było moje zdziwienie, kiedy przeglądając strony internetowe przeczytałem informację o pobiciu rekordu na łowisku Jarosławki. Ta informacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że miałem naprawdę dużo szczęścia akurat, wtedy wybierając się na ryby. Jak karpie biorą, to biorą i już…



Dzień trzeci

Zachęcony niedzielnym sukcesem postanowiłem jeszcze jeden dzień spędzić nad wodą. Jednocześnie tracąc ważne zajęcia na mojej uczelni. Jednak co karpiarz ma robić w takiej sytuacji, kiedy ryby biorą? Łowić! Podczas trzeciego dnia postanowiłem kolejny raz zmienić miejscówkę, znowu powracając w głębsze części zbiornika. Wszystko inne pozostało identyczne, nawet postanowiłem założyć ten sam przypon na, który złapałem dzień wcześniej dyszkę(co później okazało się błędem). Byłem nad wodą około godziny 7:30. Szybkie rozłożenie sprzętu, zanęcenie i już po kilkunastu minutach czekam na branie. Ku mojemu zaskoczeniu pierwszy odjazd mam już po godzinie. Niestety, poczułem rybę tylko przez chwilę i spinka. Położyłem zestaw ponownie w, to samo miejsce nic nie zmieniając. Pomyślałem sobie, że spięcia czasami się zdarzają i miałem, po prostu pecha. Po około 3 godz. ponowne branie tym razem bardzo delikatne. Zacinam i nic. Co się dzieje? O co chodzi? Ściągnąłem zestaw i postanowiłem dokładniej przyjrzeć się przyponowi. Oczywiście, to był ten sam haczyk na, który złowiłem dzień wcześniej rybę. Choć osobiście wydawał mi się ostry, widocznie coś było nie tak. Ponadto długi włos i pasta wolframowa na grocie powodowały (w mojej ocenie) zbyt szybkie obracanie się haczyka i tym samym płytkie zacięcie. W konsekwencji powodowało to wyrwanie haka z pyska karpia. Na kolejnych wyprawach będę testować podobnie skonstruowany przypon, jednak tym razem będę stosować krótsze włosy. Mam nadzieje, że to przyczyni się do zmniejszenia ilości spiętych ryb.
Niestety, później załamała się pogoda. Zaczęło padać, wiać i znacznie oziębiło się. Do końca nie miałem już żadnego brania. Wróciłem do domu bez nowych zdjęć, jednak czas spędzony nad wodą był dla mnie bezcenny.

Podsumowanie

Trzy dni spędzone nad wodą uważam za bardzo, bardzo udane. Piękny karp, kilka brań, sporo słońca – czego chcieć więcej? No może tylko większej ilości wolnego czasu na karpiowanie. Na koniec chciałbym jeszcze życzyć wszystkim pięknych karpi i amurów w sezonie 2011. Cieszmy się naszym hobby i dbajmy o ryby.
Do zobaczenia nad wodą! No kill!!!

Krzysztof Głowa











Szybki Kontakt
Reklama
Reklama