MP Dębowa okiem uczestnika, czyli nieprzespanej nocy czar
NIEDZIELA 22 MAJ 2011 DZIEŃ PIERWSZY

Piąta trzydzieści, budzik zrywa mnie na równe nogi. Szybka kawa, pakowanie ostatnich drobiazgów i w drogę. Cel podróży- Mistrzostwa Polski na zbiorniku Dębowa. Jedziemy na dwa po brzegi zapakowane auta. Krystian z Radkiem i Kornel ze mną. Przed nami 400 km, które mijają na rozmowie i ustaleniu ostatnich szczegółów taktyki. Dębowa wita nas słoneczną pogodą, a naszym oczom ukazuje się przepiękny zbiornik.



Losowanie zaplanowano na godz.18.00, a w tym czasie rozmawiamy z obecnymi karpiarzami. Na zbiorniku jesteśy pierwszy raz, więc wywiad środowiskowy jest jak najbardziej na miejscu. Krystian z Radkiem losują stanowisko nr 6. My niestety nie mamy prawa wyboru, bo jesteśy ostatnią drużyną do losowania i zostało nam stanowisko nr 9. Idziemy "obadać'' naszą miejscówkę. O godz. 22.00 oko cieszy piękny pokaz sztucznych ogni. Mistrzostwa zostały otwarte.



PONIEDZIAŁEK 23 MAJ 2011 DZIEŃ DRUGI

Pobudka o 03.50 i wyjazd na stanowiska. Rozpakowanie auta i noszenie wszystkiego na stanowisko zajmuje trochę czasu. Jestem cały mokry . Przygotowanie stanowisk, namiotów, itp. zajmuje nam prawie 3 godziny.



O siódmej jesteścy na wodzie. Znalezienie miejscówek zajmuje nam dużo czasu, ze względu na silny wiatr. Stawiamy markery ma 5,3 i 2,5 metrach. Jest to żwirownia, więc dno jest bardzo zróżnicowane, a na jego dnie pełno małż i racicznicy ( o ich istnieniu dowiadujemy się później.) Robimy standardowe nęcenie: kukurydza, pellet, kulki, zalewamy boosterami i do wody.



Zestawy końcowe cztery różne, smaki na zestawach również. Pora na zasłużoną kawę i chwilę relaksu po ciężkiej pracy. Około 14.00 pierwsze branie u Kornela. Na macie ląduje karp 10,70 kg, a na naszych twarzach pojawia się uśmiech.



Wiatr wieje nam w twarz. Przestawiam jeden zestaw 10 m od trzcin. Nęcenie punktowe i po 30 minutach branie. Szybko siadam w ponton, lecz po 5 minutach ryba spina się. Szkoda. Około 19.00 kolejne branie u Kornela, lecz ryba robi to samo co u mnie. Zmieniamy zestawy końcowe, bo to już nie jest śmieszne. Jedyny plus tych sytuacji to to, że wiemy na co powinniśmy łowić.

WTOREK 24 MAJ 2011 DZIEŃ TRZECI

Noc przesypiamy bez brania. Koledzy na stanowisku obok łowią przez noc 6 sztuk.
Posadziło nas to trochę i dało do myśenia. Wiatr się kręci, wieje nam w plecy.



Kombinujemy z miejscówkami, lecz i to nie daje efektu. Znowu zaczyna wiać nam w twarz. U Kornela kolejne branie, to już 3 z tego samego miejsca. Wyciąga karpia prawie 11 kg.



Wieczorem zaczyna silnie wiać wiatr. Co 5 minut poprawiamy szpilki od namiotów, aby się ich nie pozbyć. W najgorszą wichurę i ja doczekałem się brania. W świetle latarki ukazuje się nam leszcz ok 2- 2,5 kg. Niestety ta ryba nie liczy się w zawodach.


ŚRODA 25 MAJ 2011 DZIEŃ CZWARTY

Trzecia trzydzieści, u Kornela branie. Po krótkim holu zaczep i po rybie. Ja znowu zmieniam miejscówkę. Zestawy wywiezione. Zabieramy się za śniadanie. Po chwili branie na moim lewym kiju. Czuję jak ryba schodzi na głęboką wodę a plecionka szoruje po dnie. Szybko w ponton i na wodę. Po chwili tępy opór. Ryba w zaczepie. Okazuje się nim stary zatopiony marker. Kolejna ryba stracona. O dziewiątej branie u Kornela. Sytuacja się powtarza, muszle przecinają gruby leadcor. Dla nas to czarna środa. Wieczorem sytuacja trochę się poprawia. Wyciągam 4 rybki największą 9,800 kg. W końcu pojawia się uśiech na twarzach.


CZWARTEK 26 MAJ 2011 DZIEŃ PIĄTY

Noc nie przynosi nic poza ochłodzeniem ( 4,5 stopnia ) i kolejną zmianę kierunku wiatru. Ciekawe co przyniesie dzień? Niestety nie przyniósł nic poza karpikiem 1,5 kg.

PIĄTEK 27 MAJ 2011 DZIEŃ SZÓSTY

Noc nieprzespana, a to za sprawą leszczy. Łowię trzy takie ok. 2 kg. Jest pochmurno i wieje znowu w naszą stronę. Zestawy lądują w te same miejscówki, które przyniosły wcześniej ryby. Nęcimy trochę ostrzej. Pogoda typowo barowa. Kornel idzie na zwiady do kolegów, ja mam dyżur przy kijach. O 16.30 branie na kiju Kornela. Podnoszę wędkę i czuję, że siedzi. Podbierak w ponton i na wodę. Kij wygina się po samą rękojeść, wiem ze ryba jest duża. Nie mogę oderwać jej od dna, a ona robi co chce. Hol trwa już dosyć długo, ryba obraca pontonem jak chce i gdzie chce. W końcu słabnie i widzę ją pod powierzchnią. Nogi mi się uginają. To amur. Tak wielkiej ryby jeszcze nie widziałem. Adrenalina ogromna, lecz hol do końca jest spokojny. Amur przewala się pod powierzchnią, widzę że ma dosyć. Spokojnie wprowadzam go do podbieraka. Jest!!!!!!!!!!! On nie ma siły i ja trzęsąc się płynę do brzegu. Dzwonię po Kornela. Ważymy rybę w podbieraku 20,300, więc amur ma ok 18,5 kg!!!!!!!!!. I znowu banany na twarzy. Pojawiają się sędziowie i jest oficjalna waga 18,690 . Na tą chwilę jest to największa ryba zawodów. Myślę, że noc będzie nieprzespana.





SOBOTA 28 MAJ 2011 DZIEŃ SIÓDMY

Nie pomyliłem się. Nie pospaliśmy. Nie, nie było brań to adrenalina nie pozwoliła na sen. Padało prawie całą noc i wiał silny wiatr. W naszej częśći zbiornika jak zwykle w nocy nikt nic nie złowił. My czekaliśmy na godzinę 10.00 i strzał oznajmiający koniec zawodów. Zawody się skończyły, zajęliśmy 5 miejsce i nie mieliśmy największej ryby. Dwadzieścia minut przed końcem imprezy koledzy wyciągnęli karpia 20,2 kg. Tak po prostu miało być.


Był to tydzień ciężkiej pracy, ogromnych emocji, walki, ale i zarazem odpoczynku. Zawody zorganizowane perfekcyjnie. Ludzie sympatyczni, a i potencjał zbiornika ogromny. Zauroczyła mnie Dębowa, atmosfera i ogromnie waleczne ryby, które co najważniejsze, dalej w tej wodzie pływają i będą dostarczać kolejnych emocji. Jeżeli mi będzie dane to na pewno tam wrócę. Przed nami kolejne 400 km przed powrotem do rzeczywistości



Dziękuję Markowi Hallasowi za możliwości uczestnictwa w tej imprezie. Dziękuję Pawłowi Strzelczykowi za cenne rady. Dziękuję Kornelowi za wspólną pracę wykonaną przed i na zawodach. Dziękuję Panu Leszkowi Ruteckiemu za zorganizowanie XIII Mistrzostw Polski.


Stefan Kłomski

Adder Carp Team
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama