Kormoran - Karpiowanie na Urlopie
OŚRODEK KORMORAN
RODZINNY KARPIOWY URLOP


Zimowymi wieczorami podczas snucia planów na zbliżający się sezon postawiłem sobie za główny punkt spędzić wczasy tak aby rodzina była szczęśliwa z mojej obecności, a ja jednocześnie cieszył się ilościś brań. Zaczęło się więc wertowanie stron internetowych, artykułów i opinii ludzi którzy albo przed podobnym problemem stanęli albo też najzwyczajniej tą kwestię poruszali. W Polsce niestety nie ma jeszcze (mam nadzieję że to ulegnie zmianie) wielu ośrodków, które spełniałyby wymogi odpowiedniego standardu nazwijmy to "rodzinnego" wraz z populacją karpia zapewniającego nam emocje.
Z pozycji, które udało mi się wyszukać na zdecydowane czoło wysunął się Ośrodek Kormoran w Sulęcinie.

Krótki opis ośrodka.

Ośrodek Kormoran położony jest na skraju lasu, dojazd do niego jest bardzo dobry. W moim odczuciu kompleks posiada wszystko: od parkingu gdzie można bezpiecznie zostawić samochód przez pensjonat (hotelik o wyższym standardzie), domki (również bardzo ciekawie urządzone), restaurację "Tawerna" gdzie można dobrze zjeść jak i również się napić :), basen, jacuzzy, plac zabaw dla dziecka, masę miejsc do grilowania, świetnie urządzony teren no i to co wędkarzy interesuje najbardziej czyli łowiska. Łowiska znajdujśce się na Kormoranie to:
- łowisko pstrągowe , woda z niesamowitą ilością pstrąga tęczowego poziom trudności banalnie prosty, ilość wędkarzy (głównie Niemcy) również bardzo duża , dla kogoś kto chce złapać szybko rybkę i ją zjeść (obowiązek zabierania ryb) to na pewno miejsce idealne.



- łowisko mieszane mimo iż woda na pierwszy rzut oka nie wygląda zbyt zachęcająco może dostarczyć ciekawych wrażeń, gdyż nie należy do najprostszych (przynajmniej z obserwacji moich tak wynikało), rybostan to karp, jesiotr, okoń, szczupak, sum, karaś. Teren wokół łowiska świetnie przygotowany do spędzenia miłego czasu z osobami wędkującymi.



- łowisko karpiowe - woda, na którą trzeba się przygotować -staw o pow. około 6ha z 12-stoma stanowiskami, głębokość od 1-2,5m, silnie zarośnięty z dużą populacją karpi i amurów dochodzących tutaj do ponad 20kg.




Wszelkie informacje jak dojechać, zdjęcia ośrodka; itp. znajdują się na stronie: http://www.kormoran.org.pl/

Opis Wyprawy.

W nocy z 25 na 26 lipca wyjechaliśmy z Kielc, a odległość do przebycia jaką mieliśmy to 480km mijając kolejno Piotrków Trybunalski, Łódź, Konin, Poznań, Trzciel, Międzyrzecz aż w końcu Sulęcin i ulica I. Daszyńskiego gdzie Ośrodek, w którym mieliśmy spędzić dwa tygodnie jest zlokalizowany.
Przyjechaliśmy za wcześnie i pierwszą godzinkę trzeba było zaczekać na otwarcie bramy ośrodka co wykorzystaliśmy na niewielkie zwiedzenie okolicy w tym również pięknie prezentujścego się w porannych promieniach słońca łowiska. Brama została otwarta, lokuję rodzinę do pensjonatu, a sam wsiadam w samochód i przewożę cały majdam na wcześniej zarezerwowane stanowisko. Ekwipunku jest dość sporo - nie dość, że bagażnik wypchany po brzegi to jeszcze cała przyczepka, z którś przy takich wyjazdach się nie rozstaję. Droga dojazdowa nie jest najlepsza, ale tragedią też jej nazwać nie można, ciągnie się ona wzdłuż grobli i też na grobli znajdują się stanowiska. Ja jadę na jedynkę czyli na sam koniec zbiornika - po przyjechaniu na miejsce staję przed pierwszym problemem. Grobla jest zbyt wąska by myśleć o nawracaniu, do tego chcę zostawić przyczepkę na łowisku, a samochód odstawić na parking. Nie ma możliwości aby objechać samochodem przyczepę. Jedyne co przychodzi mi do głowy to wykorzystanie niewielkiego pomostu aby wjechać odczepioną przyczepką na niego, a samochodem wycofać. Manewr o mało nie kończy się tragedią choć to w sumie zabawna historia.
Wyładowałem cały sprzęt aby przyczepa była lekka układajšc go jednocześnie w taki sposób aby samochodem można było spokojnie przejechać. Przyczepę odpiąłem z haka i podciągnąłem do pomostu - tutaj plan działał perfekcyjnie. Następne chwile to już kabaret ale przynajmniej szczęśliwie się kończący. Przyczepa podczas wjazdu na pomost delikatnie się rozpędziła i nie byłem wstanie jej utrzymać, a co za tym idzie jechała wprost do wody - odskoczyłem aby mnie nie przygniotła już praktycznie załamany - szczęśliwie jednak zatrzymała się na dyszlu po spadnięciu kółka z pomostu!! Mało brakowało, a pierwszy mój połów to byłoby wyciąganie przyczepy z wody - ciekawe co by pomyśleli sobie właściciele. Reszta manewru przebiegła spokojnie, a i przyczepkę udało się wciągnąć z powrotem bez większego problemu.

Zdjęcia ze stanowiska nr 1







Sondowanie - bez sondy jest nader czasochłonnym zajęciem - sondy nie zabrałem gdyż dowiedziałem się od miłego karpiarza że to nie potrzebne. Uważam że to był duży błąd - dno łowiska jest płaskie lecz ilość zarośli a dokładnie moczarki stanowi bardzo poważny problem. Nie wolno dopuścić do sytuacji aby zestawy kłaść w zaroślach gdyż oprócz ślimaków nie za wiele nam się uda nałowić. Upływałem się porządnie, stukadłem obstukałem wiele miejsc, kilka razy je zmieniając - wnioski do jakich doszedłem to: dno zbiornika jest muliste ale nie na tyle aby to przeszkadzało w stosowaniu przyponów standardowej długości czyli 15-20cm, moczarka przy stanowisku nr 1 rośnie bardzo gęsto ale tylko z prawej strony poza tym rośnie skupiskami/kępami zarówno wynurzonymi jak i zanurzonymi pod wodą. Udało mi się wytypować 3 miejsca - pierwsze lekko na prawo od jedynki, drugie na wprost (oby dwa na środku zbiornika), a trzecie o połowę bliżej niż poprzednie zestawy przytulając się do stanowiska nr 2. Głębokości łowisk są jednakowe 1,8-2m. Najciekawsze wydało mi się łowisko środkowe (naprzeciwko 1) nawiązałem się tam do pasma wynurzonej trawy wodnej.

Nęcenie - przygotowałem punktowe na dwa stanowiska a na jedno nie wielki dywanik. Zanęta jaką używałem składała się z produktów firmy Bandit Carp. Wędka numer 1 to kulki bananowe z peletem -punktowo w workach PVA, Wędka nr 2 to mały dywanik mocno sfermentowanych orzeszków tygrysich i zakiśniętej kukurydzy, Wędka nr 3 to kulka krewetka + pellet również punktowo.
Przynęty - wędka nr 1 - bałwanek kulka 20mm banan (Bandit Carp) + pop-up 16mm ananas (Carp Company). Wędka nr 2 - kulka 16mm - bałwanek (Tandem Baits Euro) miód 16mm + pop-up 16mm słodki krem (Carp Company). Wędka nr 3 - bałwanek Krewetka 16mm + pop-up 16mm skondensowane mleko (Carp Company).

Zestawy - Wędka nr 1 - przypon Advanced rig na haku nr 1 SSC FOX Arma Point z plecionkš Kryston w otulinie. Wędka nr 2 i 3 przypony sztywne z miękkim włosem - haki: Arma Point SSC nr 1 FOX oraz GLT Penetrator nr 2 - na fluorocarbonie firmy Rig Marole. Wędka 1 i 3 to zestawy z plecionką jako główną linkš, wędka nr 2 to żyłka.

Zaczynamy łowić!!
Pierwsza noc jest spokojna ale w sumie to cudownie gdyż zmęczenie związane z dojazdem, przyjazdem, rozładowaniem i całą tą zabawą jest na tyle duże iż nie wiem czy udało by mi się wstać do brania. Dzień spędzam spokojnie na obserwacji wody, delikatnych kombinacjach przynętowych, a wieczorkiem na grilku który jednocześnie staje się zapoznawczym z ekipą z naprzeciwka - Tadeusz i Kamil którzy łowią ze stanowisk 8 i 9 okazują się wspaniałymi kompanami, z którymi do końca wyjazdu będzie mi dane się spotykać i łowić. Kolejna doba wędkowania zaczyna się późnym wieczorem - jestem sam na stanowisku i czekam w napięciu na rozwój wydarzeń myślśc jednocześnie o pogodzeniu urlopu wędkarskiego z wypoczynkiem rodzinnym.
Zastanawiam się nad sensem tej pogoni za wynikiem, za kolejnym rekordem, który prowadzi nas wędkarzy po różnych wodach na terenie kraju jak mnie czy też poza jego granicami jak innych. Czy celem jest tylko karp jeżeli tak to chyba bardzo źle. Jeżeli celem jest chęć sprawdzenia się w nowych nieznanych warunkach, okiełznanie nowej wody, czy też zwiedzanie wspaniałych zbiorników nie ograniczając się do własnych, dobrze już poznanych wód to wspaniale i sens karpiowania przynajmniej w moim rozumieniu jest spełniony. Nasuwa się jednak jeszcze pytanie - a gdzie w tym wszystkim jest rodzina? Czy ona musi znosić ciągłe wyjazdy, rozłąkę, słuchanie opowieści na tematy które nie koniecznie muszą być ciekawe? Czy zapatrzenie łowcy musi doprowadzić do tego iż nawet nie zdając sobie sprawy żyje na tym świecie sam lub ewentualnie z drugim podobnym stworzeniem - czyt. karpiarzem? Ten urlop, ten wyjazd jest próbą odpowiedzi na te pytania. Czy da się pogodzić wspomniane dwie części życia łowcy cyprinusów - czy jest to w ogóle możliwe?? Postawiam zrobić wszystko aby tak się stało - rezygnuję z łowienia w dzień dla rodziny skupiając się tylko na łowieniu nocnym - od tej pory moje dni wędkarskie na kormoranie to wędkarskie noce pełne wspaniałych chwil przeżywanych samemu jednocześnie starajšc się sprawdzić na tle olbrzymich karpi. Czy w pojedynkę da się przeciwstawić ich sile?

BRANIEEEEEE godz. około 6 rano - pierwszy odjazd - pierwsza ryba - wędka nr 1 - wyrywam się ze snu - wypadam z namiotu - tnę. Pierwszy test - czy zarośla pozwolą ciągnąć rybę czy też będę musiał używać pontonu. Ciężko ale idzie, monotonnie, spokojnie - od kępy moczarki do następnej jej wodnej kiści. Jest widno widzę wszystko, wszystko kontroluję ale czy uda się - czy też będziemy mieli rybę zaparkowaną w zaroślach. Pompując monotonnie w końcu dociągam karpia - raczej masę zielska w której jak wisienka na torcie znajduje się zdobycz. Spokojnie dociągam do pomostu zestaw odczepiam zarośla i wręcz pakuję karpia w podbierak. Jest ulga - pierwsza ryba - ale hol, ciężko mówić o holu - jednak szczęście widoku zdobyczy przyćmiewa obraz braku walki - waga wskazuje 10,5kg - na tę wodę jest mały ale przecież to karp - pierwszy karp wyjazdu - dla mnie śliczny.



Idę po samochód, dojeżdżam na łowisko - pakuję co najbardziej wartościowe do pojazdu reszta do namiotu i już o 9 rano jestem z rodziną ryzykując utratę części sprzętu - ale to jest ważniejsze niż siedzenie i wpatrywanie się w swingery maniakalnymi spojrzeniami nie widząc poza nimi świata, który mnie potrzebuje.
Kolejnej nocy jestem już sam na łowisku i wtedy właśnie zaczynam łowić na "szóstce" - jest tam najgłębiej i fala rozbija się o tamten brzeg - podręcznikowa zagrywka z mojej strony która około godziny 2 w nocy udowadnia po raz kolejny teorię chłodniejszych partii wody i bardziej natlenionych w letniej porze. Zacinam i idę wraz z podbierakiem na stanowisko nr 3 sksąd szczęśliwie podbieram karpia - kolejnego nie walczącego karpia!! Waga to 13kg
Rano godzina 6:00 pik, pik i oczywisście gwizd nieustanny sygnalizatora - wspaniałe to chwilę - mające w sobie pewną mistykę kiedy zapominamy o wszystkim, nie rzadko nawet o sobie samym pakując się w wodę czy błoto - szarżując i tratując wszystko w pędzie do brania - uwielbiam to!! Zacięcie i pulsujący ciężar na końcu zestawu daje znać o prawidłowo pracującym zestawie. Hol znowu monotonny wręcz po linii prostej - ilość zarośli graniczy po raz kolejny z jakim chyba rekordem w tej dyscyplinie - ale pod brzegiem tym razem nie jest tak różowo - karp zaczyna swoje harce skąd-inąd jak najbardziej pożądane. Walka jest trudna a ryba ciężka - muszę najpierw pozbyć się zarośli aby myśleć w ogóle o podebraniu ryby - dwa najazdy - trzymanie plecionki i odrywanie moczarki - kwint-esencja samotnych wypraw :) - w końcu karp ląduje w podbieraku - tym razem pokazałeś że serce do walki karpie z Kormorana jednak posiadają - waga to 15,0 kg. Żona z dzieciaczkiem przychodzą na poranną sesję która stanie się od tego momentu codziennym rytuałem - rybki do wody, sprzęt do samochodu/namiotu i wracamy razem spędzać rodzinnie urlop.

Karp 13,0kg



Karp 15,0kg



Noc czwarta - stawiam zestawy w miejscu, które do tej pory było tylko nęcone - orzech tygrysi czy to będzie strzał w dziesiątkę - ponieważ łowisko jest użyję terminu przełowione decyduję się na małą niestandardowośćć i do orzecha dodaje skiśniętych konopi z kukurydzą - wiem iż mało kto łowi w ten sposób stawiając na świeżo ugotowane ziarna - łowisko nie posiada małych ryb więc taktyka choć troszkę ryzykowna może przynieść wynik. Na przynętę jednak zakładam kombinację kulki tonącej i pływającej. Jednak początki tego miejsca nie są zachwycające - branie następuje o około godziny 22:30 jednak kończy się tzw. "pudłem". Później środek nocy i bananowa wędka nr 1 przynosi karpia 13kg, który swym holem raczej nie utkwił mi w pamięci. Nad ranem wędka nr 3 - z pod stanowiska 6 "odjeżdża" po raz kolejny budząc mnie ze snu - krótki hol i ryba się odpina. Cóż noc która pokazuje iż kormoran może pokazać kto tu rządzi. Poranna standardowa sesja i na ośrodek :)

Karp 13,0kg



Noc piąta - to z kolei odwrotność nocy poprzedniej - znowu trzy brania ale tym razem wszystkie zakończone sukcesem. Najpierw wieczorkiem odjeżdża karp z bananika - masa 12kg - hol - cóż po linii prostej do podbieraka. Później godzina 23:30 karp z szóstki - hol paskudny wręcz nie życzę nikomu takich łatwych holi - wyciągam swoją życiówkę o masie 18,6kg bez żadnej walki - zaczynam być sfrustrowany takim obrotem spraw - przecież z jednej strony mam regularne brania i łowię wspaniałe karpie z drugiej zaś uwielbiam walczyć z rybą, uwielbiam się sprawdzać bać się, że jej nie wyciągnę - a tu przychodzi do głowy paskudne porównanie z kończacym epitetem - "worek".
Zaczynam się zastanawiać dlaczego tak się dzieje - moje wnioski:
teoria nr 1 - małe natlenienie wody stąd karpie są bardzo ospałe - woda akurat "kwitła",
teoria nr 2 - już tyle razy były na haku iż nie chcš walczyć wiedząc że i tak wrócą do wody - ale czy karp to aż takie mądre stworzenie hmmm
teoria nr 3 - sprowadzająca się znowu do tlenu tylko pod inną przyczyną - upały, temperatury
grubo ponad 30st woda gorąca i mało przyswaja tlen stąd karpie są ospałe
teoria nr 4 - łowisko jest żyzne (ja nęcę bardzo mało) i karpie są najedzone - proces trawienia
jak wiemy zużywa znaczne ilości tlenu z organizmu - to teoria bardzo ryzykowna
teoria nr 5 - ponieważ ciągnę karpie z dywanem zarośli ten dywan powoduje iż zachowują się spokojnie nie widząc zagrożenia - karpiom na macie zakrywa się oczy aby się uspokoiły.
Godzina 8 rano podczas gotowania śniadanka słyszę pik i piiiiiiii - dobiegam - branie spod szóstki - cięcie i jest - idę na stanowisko nr 3 - i tak aby zaprzeczyć powyższym teorią walka jest na całego - pod brzegiem bajka - i ku mojemu wielkiemu szczęściu hol kończy się sukcesem - waga 12,6kg praktycznie bliźniak tej 12-stki z wieczora. Sesja tradycyjna i ośrodeczek z malutkim dzieciaczkiem który niestety karpików nie polubił oznajmiając to w dość znany sposób - każdy z rodziców po nie przespanych nockach wie w jaki :):):):)

Karp 12,0kg



Karp 18,6kg



Karp 12,6kg



Noc szósta - przyjeżdżają wędkarze na jedno-dobowe łowienie na stanowiska 2,3,4 - fajni ludzie - było super ich poznać - branie tej następuje u mnie na orzechu tygrysim około godziny 2:00 w nocy - pierwsza ryba z tego miejsca i od razu 18,0kg - o holu nie będę pisał - wybaczcie - worek.

Karp 18,0kg



Noc siódma - ta noc utkwi w mojej pamięci na całe życie, pierwszy raz w mojej karierze wędkarskiej dane mi było poczuć rybę ponad 20 kilo.
Zaczęło się tak: Branie godzina po 22 cięcie (wędka orzech tygrysi i kulka euro) piękny hol - pod brzegiem ciężko, zarośla potworna waga ryby, odjazdy, nogi z waty pisk hamulca i to wszystko uwieńczone sukcesem - masa karpia 19,4kg - karp idzie do worka na poranną sesję, a ja po wywózce leżę spocony w namiocie wysyłając smsy o kolejnej życiówce. Zasnąłem niesamowicie szczęśliwy - po raz pierwszy zbliżyłem się do magicznej 2-jki z przodu - wagi która nigdy nie była nawet w moich marzeniach, o której nigdy nie myślałem, była wręcz poza mną - nie do uwierzenia karp 19-kilo coś nieprawdopodobnego jak dla mnie. W końcu śpię. Nagle pisk - pisk sygnalizatora - znowu wędka nr 2 od orzecha - wyskakuje z namiotu - tnę. STOP. Zaczep. Już zastanawiam się jak płynąć pontonem gdy nagle wędka powoli się przechyla w stronę wody, a hamulec oddaje powoli żyłkę - pierwsza myśl - albo jest z kiścią zarośli wielkości rekordu świata albo w końcu nadszedł moment zmierzenia się w samotności z przeciwnikiem, który sprawdzi i zweryfikuje to czego uczyłem się przez 27 lat wędkarskiej kariery. Taktykę holu wybrałem forsowną pamiętając o linii traw wodnych za stanowiskiem - powoli podciągając rybę do siebie odzyskiwałem metr po metrze - bardzo ciężko pompując - w połowie drogi zaczałem czuć lekki ból w mięśniach (efekt również holu tej 19-stki) - poczułem również jak karp idzie na prawo w największą kępę moczarki - dla uzmysłowienia kępy wymiary jakieś 30 na 20 metrów - pobiegłem wzdłuż brzegu zapierając się ile miałem sił i na ile pozwalał mi zestaw - żyłka piszczała okrutnie ale powtarzałem sobie na głos albo Ty albo ja bo inaczej nie dam rady - jak tam wejdzie to będzie koniec. Przebiegały mi prze głowę różne hole przy zatopionych krzakach, odciągania karpi od karczy pod wodnych czy też wspaniała walka z Rybowa z karpiem, którego wyrwałem z trzcin - wszystko to nałożyło się na ten moment, wszystko stało się powodem mojej determinacji i wiary że sprzęt wytrzyma (na wędkę bałem się patrzeć choć szczytówkę widziałem przed sobą). Udało się karp nie wszedł w zarośla - pływał wzdłuż brzegu - ciągnąłem go bez zarośli, a nie byłem w stanie podnieść z dna - kanonady bąbli majestatyczne odjazdy były czymś co będę pamiętał do końca życia - w końcu podniosłem rybę której nie byłem w stanie zmieścić do podbieraka - rzuciłem wędkę na bok i dwoma rękami umieściłem karpia w siatce. Mata i ten widok w świetle księżyca - życzę każdemu. Waga wskazała na poczśtku 21,6 później 21,2kg - 100% radości a 200% gdy zaczęły napływać gratulacje od osób którym wysłałem wiadomość o połowie tej ryby.

Karp 19,4kg


Karp 21,2kg





Przy okazji można porównać sobie tą samš rybę w dwóch ujęciach wysuniętą do aparatu i trzymaną przy sobie jest to odpowiedź na co poniektóre ogromne karpie!!!

Noc ósma - po potężnej 21-dynce nie miałem nawet chęci mieć brania - choć jednak nogi jakoś mnie przywlekły na stanowisko. Wieczorem nastąpiło kolejne branie - branie o 21:00 - W dzień dane było mi po raz kolejny przekroczyć magiczną wagę 20kg łowiąc karpia o masie około 20.05kg wskazówka wagi delikatnie przekraczała 20kg. Hol wspaniały widziałem jak karp bo zacięciu odjeżdża za marker i jak za nim skręca, jak marker kładzie się na wodzie, znika i po chwili wypływa pracując jak należy, jak dwudziesto-kilogramowy karp spławia się wyskakując nad wodę (oczywiście nie całkiem ale zarys ryby było widać), Następnie jak muruje do dna, jak idzie pasmo bąbli uwalnianych z dna, jak wypływa moczarka wycinana żyłką jakby przez kosiarza, pod brzegiem znowu pięknie, znowu ryby podnieść nie mogę, kilkanaście odjazdów i 2-3 najazdy do podbieraka gdzie w końcu karp ląduje. Mata i waga - znowu nie mogę uwierzyć. W nocy jeszcze wpada karp 14 kilo znowu z orzecha tygrysiego hol mniej imponujący ale efekt wspaniały masa to 14kg. Rano przyjeżdża kolega Tomek (Wicker) razem robimy zdjęcia karpiom - apogeum szczęśia trwa dalej.

Karp 14,0kg



Karp 20,0kg




Niestety kolejne trzy noce są już słabe mamy 2 brania na 6 wędek i tylko wyciągamy, a konkretnie Tomek 1 rybę - karpia o wadze 11,5kg, którego fotkę zamieszczam.



Wyjazd podsumowując był bardzo udany - największym szczęściem, dla mnie była udana próba pogodzenia wyjazdu rodzinnego z łowieniem karpi.
Codziennie bawiłem się z dzieciaczkiem, co noc łowiłem ryby - wieszcie lub nie ale do ideału sam nie wiem czego brakuje.
Poznałem fantastycznych ludzi Kamila z Kasią i Tadeusza z Magdą, przyjechał Tomek z żoną Anią jak zwykle pokonując masę kilometrów. Bez tych osób wyjazd na 100% nie byłby takim fantastycznym przeżyciem
Urlop jaki sobie planujemy nie zawsze wychodzi - ten nie zawiódł - będzie na pewno do czego wracać zimowymi wieczorami pełnymi wspomnień.
Ośrodek jest świetnie zorganizowany i posiada praktycznie wszystko czego wędkarz, a zwłaszcza karpiarz poszukuje. Ze swojej strony mogę tylko polecić to miejsce.
Na koniec zdjęcie ekipy karpiarzy z Kormorana 26.07-06.08.2010. Od lewej Tomek (Wicker), Tadeusz, Kamil i na dole Krzysiek czyli ja.

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama