KEEN CARP CUP POLAND 2013 - relacja z zawodów okiem uczestnika
W dniach 21-29 września 2013 roku nad przepięknych akwenem Dębowa nieopodal Reńskiej Wsi odbyły się międzynarodowe zawody których sponsorem tytularnym była firma Keen Carp.
W zawodach brali udział zawodnicy z Polski, Czech, Niemiec, Holandii oraz Węgier którzy na miejsce zawodów stawili się już w sobotę kiedy to przewidziano pierwsze atrakcje dla osób biorących udział w zawodach.

Po przybyciu gości i powitaniu przez organizatora na scenę wkroczył kucharz z Hula Guli serwując pieczonego prosiaka! Jedzenie zachwyciło wszystkich nie tylko wyglądem lecz i smakiem – już dawno nie jadłem tak wybornej i doskonale przyrządzonej wieprzowiny! W tym miejscu chciałbym wyrazić słowa uznania dla Rysia z Hula Guli jak i słowa podziękowania za przygotowywanie i dostarczanie pysznych posiłków które gorące trafiały codziennie na stanowiska wszystkich zawodników (organizator zapewnił codziennie obiady dla drużyn w czasie trwania imprezy). Trzeba przyznać, że ciepły obiadek szczególnie w czasie jesiennej zasiadki dodawał sił do działania!


Pieczone prosię na otwarciu imprezy – pyszności!!

W niedzielę rano po sobotnim wieczorze przy piwie i smakołykach nastąpiło oficjalne otwarcie zawodów przez organizatora zawodów – Józefa Kubaciego – Silesia Carp Hunter i firmę Keen Carp - przystąpiono do losowania.


Losowanie wraz z organizatorem prowadziła płeć piękna

Dwie młode asystentki organizatora kolejno losowały numery drużyn które wywołane podchodziły i losowały stanowiska. Istniała możliwość odrzucenia pierwszego wylosowanego numeru stanowiska i kolejne wylosowane miejsce było już miejscem docelowym łowienia.


Po długim oczekiwaniu wreszcie losuje nasza drużyna z pomocnikiem.

Razem z kompanem czekaliśmy dość długo zanim zostaliśmy wylosowani oraz poproszeni do pojemników z numerami stanowisk i trzeba przyznać, że miejsca które typowaliśmy przed zawodami niestety zostały zajęte przez wcześniej losujące drużyny i mieliśmy duży problem z wyborem innego miejsca dlatego zdaliśmy się na ślepy los. Po wylosowaniu stanowiska nr 19 (miejsce na plaży, kąpielisku letnim) miny nam zrzedły, ale cóż – ostatnie zawody organizowane na zbiorniku nie faworyzowały żadnej miejscówki, brania ryb były rzadkością – z racji tego, iż było to skrajne stanowisko i po naszej prawej stronie nie było już innych miejscówek postanowiliśmy zaryzykować i zostać przy wylosowanym miejscu.


I po losowaniu… Na stanowisku

Po przybyciu na stanowisko rzut oka na miejsce jakie mamy do dyspozycji i szybka burza mózgów w celu ustalenia taktyki. Przeraża nas płytka woda i silny wiatr wiejący z zachodu, który spycha na Dębowej rybę w stronę „wysokiego brzegu” gdzie gromadzie się ryba podczas właśnie takich warunków pogodowych, ale walczyć trzeba! Z pozytywów – mamy auto za plecami więc cześć rzeczy możemy trzymać w samochodzie, wygodny brzeg z „trawnikiem”, łagodne zejście do wody więc jest gdzie cumować wygodnie ponton – damy radę!


Smakołyki jakie przygotowaliśmy na zawody

Ustalamy szybko taktykę. Z racji tego, że nie wiemy gdzie mogą przebywać ryby, biorę lewą stronę – okolice wysepki trzcinowej i wyjścia na wypłycenie, mój kompan bierze prawą. Wskakujemy do pontonu i płyniemy na łowisku. W zasięgu mamy różne miejsca rozległe płycizny z głębokością ok.
2 m jak i dołek sięgający 7 m! Rzucamy H bojki w najciekawszych miejscach i płyniemy do brzegu. Chwila dyskusji, staramy się przewidzieć patrząc na wyznaczone markerami miejsca i mając wiedzę po sondowaniu na temat zarysu dna i głębokości ustalamy potencjalne trasy wędrówek karpi. Uważamy, iż przy panujących warunkach, silnym wietrze nie ma co liczyć na to, że ryby będą w naszym obszarze łowiska dlatego postanowiliśmy postawić na taktykę łowienia na potencjalnych trasach wędrówek ryb i starać się punktowo nęcić by skusić chociaż pojedyncze ryby do brania. Przy pomocy kamery podwodnej ustalamy miejsca występowania racicznicy – więc mamy już pełną wiedzę na temat łowiska, a więc przyszedł czas na zanętę! Wybraliśmy kulki GLM i Red Fish z dodatkiem Kryll Pellet i niewielką ilością orzechów tygrysich. Jako przynęty zastosowaliśmy bałwanki, jak i dwie kulki tonące. Zestawy klasyczne – leadcore, min. 20 m strzałówki odpornej na racicznice, centryczne ciężarki 150 gr, i przypony z plecionek w otulinie z długimi włosami.


Szykujemy się do pierwszej wywózki



Wywozimy zestawy, nęcimy porcją ok. 1 kg mieszanki kulek i pelletu wokół przynęty, wędki na stojaki i czekamy na brania! W międzyczasie organizujemy stanowisko, ustawiamy ponton w odpowiednim miejscu gdyż rozległa płycizna przed nami zmusza nas do podbierania ryb ze środka pływającego więc sprawne wypłynięcie po ryby jest kluczowe w takiej sytuacji. Organizujemy namiot – magazyn - gdzie trzymamy kulki i pellety jak i przynęty do łowienia, w drugim namiocie organizujemy wszystko by przez tydzień wygodnie móc biwakować.
Pierwsza doba zawodów (niedziela) mija bez brań i na żadnym stanowisku nie pojawiją się cyprinusy. Dodam, iż złowienie pierwszej ryby zawodów było premiowane w postaci nagrody – weekendu dla dwóch osób na łowisku Nekielka!
W poniedziałek 23.09.2013 r. po godz. 23 skutecznym holem może pochwalić się drużyna ze stanowiska nr 5 w składzie Iwona Rzęsa – Krystian Pieńkowski łowiąc karpia 11,5 kg zapewniła sobie nagrodę za złowienie pierwszej ryby zawodów! Była to również jedyna ryba złowiona w tym dniu. Praktycznie brak brań nawet na głębszych rejonach zbiornika budziły obawę wśród startujących o wynik zawodów – czy jak w poprzedzających tą imprezę zawodach zostanie złowionych tylko kilka ryb?!
We wtorek zmieniamy przynęty na naszych zestawach i wywozimy je na nowo w okolice postawionych markerów. Ustalamy z Mariuszem, iż na razie nic nie będziemy zmieniać z racji tego że ryba słabo żeruje zaczekamy jeszcze jedną dobę na branie, które być może da nam wiedzę na temat rejonów przebywania lub żerowania ryb. Po godz. 3 w nocy we wtorek na kiju mojego kolegi z drużyna następuje gwałtowny opad swingera – jest branie! Mariusz podbiega do kija zacina i jest karp! Wskakujemy do pontonu (nie idzie nam to niestety zbyt sprawnie) i płyniemy w stronę ryby. Niestety karp wpływa w konar jaki leży na dnie i obcina nam przypon. Nie pocieszeni wracamy do brzegu, szkoda, bo była to ryba słusznych rozmiarów, ale są brania więc trzeba działać.


Nasza pierwsza ryba 12,45 kg

W czasie gdy Mariusz zakłada nową przynętę na włos na jego drugim kiju swinger opada w dół – zacięcie i siedzi! Teraz już bardzo szybko wskakujemy do pontonu i po krótkim lecz zdecydowanym holu sprawnie podbieram - bez użycia światła czołówki które płoszy ryby, smukłego karpia. Na brzegu oceniamy rybę na jakieś 12-13 kg i nie mylimy się, waga sędziego pokazuje dokładnie
12,45 kg.

A więc prowadzimy! Po nocnych braniach ustalamy, iż prawdomównie ryby idą od strony zachodniej zbiornika, czyli od strony gdzie nie ma już stanowisk i żadnych drużyn. Po krótkiej naradzie podejmuję decyzję by moje wędki przenieść na prawą stronę stanowiska (stronę zachodnią) i zestawy umieścić w linii zaczynając od środka zbiornika (ok. 130 m) kładąc kolejne zestawy w stronę wyjścia na płyciznę brzegową. Ten sposób pozwoli nam obłowić niemal cały obszar z głębszą wodą gdzie spodziewaliśmy się karpi i gdzie były brania!


Taktyka się sprawdza jest kolejny karp na macie

Kolejna noc przed nami i kolejna nadzieja na branie. Tym razem po 22 na wędce Mariusza pojedynczy pik. Gaszę więc tv, zakładam buty idę już w stronę pontonu by szybko wypłynąć po rybę. Nie myliłem się i w chwili gdy wkładam podbierak do pontonu na kiju jest odjazd! Standardowa procedura – wypływamy, chwila zmagań na pontonie, podbierak w użyciu i rybka jest nasza. Tym razem nieco mniejszy karp o wadze 7,85 kg. Cieszymy się ze złowionej ryby i czekamy na organizatora z podsumowaniem wyników.

Wieczorem okazuje się, iż nadal prowadzimy w zawodach lecz mocno po piętach depcze nam drużyna ze stanowiska nr 9 , a więc „wysoki brzeg” łowi tak jak przypuszczaliśmy na początku zawodów.


Mgliste poranki witały nas codziennie

Trzeba przyznać, że pogoda nas nie rozpieszczała, mgliste poranki, opady deszczu, chłodne noce – jesień w pełni! W namiocie siedząc przy grzejniku zastanawialiśmy się jak warunki przełożą się na brania w naszej części zbiornika. Kolejna noc i już z niecierpliwością czekamy na pik na wędce Mariusza. Niestety pomimo naszego zaklinania praktycznie całą noc panowała cisza. Wstajemy dosyć wcześnie rano (przed wschodem słońca) w czwartek i rozmawiamy ze sobą o minionej nocy szukając powodów braku brań. Nagle ku naszemu, a szczególnie mojemu zaskoczeniu na lewej wędce mam odjazd! Szybka reakcja i już jesteśmy na wodzie. Po krótkiej chwili napływamy na rybę która przepływa walcząc tuż obok pontonu i już wiemy że jest to karp 15 kg +! Ostrożnie holuję rybę ale nie jest to łatwe bo przeciwnik jest bardzo silny i nawet na chwilę nie daje nam szansy na podebranie. Po dłuższym holu i kilku sprawnych manewrach Mariusz ląduje rybę w podbieraku i nareszcie czujemy radość i ulgę – BIG FISH zawodów jest nasz!
Nareszcie udało nam się odskoczyć od goniących nas drużyn. W ciągu dnia zza chmur wygląda słońce i po godzinie 15 znów mam odjazd – tym razem jest to mniejszy karp o wadze 5,75 kg.
Czwartek to dzień dużych ryb, drużyna z Niemiec na stanowisku nr 3 łowi karpia o wadze 16,150 kg, drużyna ze stanowiska nr 5 łowi karpia o wadze 14,300 kg.


Big fish zawodów


Zachody słońca były cudowne i niezmiernie barwne…

W ciągu słonecznego dnia dochodzimy do wniosku, że większa aktywność ryb w naszym rejonie łowiska może wynikać ze słonecznej pogody. Woda miała 15 st. C i gdy zaświeciło słońce ryby prawdopodobnie wychodziły jeszcze na płytsze miejsca takie jak mieliśmy w zasięgu naszego łowiska.


Kolejna rybka naszej drużyny

Mając to wszystko na uwadze przygotowałem niewielką ilość pokruszonych kulek z drobnym pelletem w celu usypania ścieżki zanętowej w stronę płytkiej łachy na której prawdopodobnie wygrzewały się karpie. Ok 1 kg wspomnianej mieszanki rozrzuciłem w linii od płytkiego miejsca w stronę markera licząc na to, iż karpie trafią wprost na nasze zestawy rozpoczynając żerowanie.


Mieszanka pelletu i kulek przygotowana do tworzenia ścieżek zanętowych


W nocy nie doczekaliśmy się brania, troszkę nas to nie dziwiło bo poprawa pogody spowodowała, iż brania ryb były w porze dziennej. Więc cierpliwie czekaliśmy na branie w ciągu dnia. Z uwagą śledziliśmy wyniki i analizowaliśmy sytuację w jakich rejonach zbiornika łowione są ryby. Kolejne drużyny doławiali karpie ale były to pojedyncze sztuki. Brania pojawiły się na stanowisku nr 5 i właśnie tej drużyny obawialiśmy się najbardziej. Każda ryba była teraz na wagę złota!


Zmiana brań z pory nocnej na dzienną – jest kolejna ryba

Kombinujemy, zastanawiamy się co zrobić by sprowokować ryby do brania. Mariusz postanawiam cofnąć trochę lewą wędkę na podwodną „ławkę” i postawić zestaw z Kryll Pellet na włosie – a więc działamy! W chwili gdy Mariusz wywoził zestaw i dopływał do markera na moim prawym kiju hangar opada w dół po czym się przykleja do kija i piiiiiiiiiiiiii… jedzie! Odkładam wędzisko kolegi na stojak i biegnę by zaciąć rybę! Ryba dosyć mocno walczy i mam problem bo płynie w kierunku wieżyczki ratownika (łowimy na kąpielisku jak wspominałem wcześniej). Szybko biegnę w stronę trzcin i odciągam karpia w bok, w tym czasie Mariusz mknie pontonem w stronę brzegu by mnie zabrać i podebrać rybę z wody. Wskakuję i płyniemy z podbierakiem bo „złotą rybkę”! Chwilka walki i misiek jest nasz! W podbieraku okazuje się, że ryba była płytko zacięta i jeszcze chwila i byłaby wolna! Szybka zmiana zestawu i wywózka musimy wykorzystać każdą chwilę.
Po południu szykuję wędki do wywózki. Postanowiłem wspomóc ryby i do woreczków PVA wsypałem odrobinę zadipowanego pelletu by skusić szybciej ryby do brania. W momencie gdy wiążę woreczek na mojej lewej wędce hanger opada… Krzyczę do Mariusza by zaciął bo jest bliżej wędek, a ja dodatkowo mam zajęte ręce. Podcięcie i siedzi! Ryba ostro walczy, Mariusz przekazuje mi kij i szykuje ponton do wypłynięcia, kij się ugina i nagle żyłka się prostuje…. Spinka. Zwijam zestaw i okazuje się, że haczyk się rozgiął. Prawdopodobnie ryba się źle zapięła za grot i niestety skończyło się wszystko stratą ryby. Trudno ale są brania więc zmieniam zestawy i płynę w stronę markerów z nadzieją na kolejne brania.


Nagrody były okazałe i dumnie się prezentowały

Przychodzi wieczór, ostatnia doba zawodów, mamy niewielką przewagę więc emocje sięgają zenitu!
W skupieniu czekamy na branie podziwiając przepiękny i barwny zachód słońca.
Gdy tylko zrobiło się ciemno od czasu do czasu słyszymy spławy karpi. Ryby ewidentnie się pokazują i płyną w stronę naszego łowiska. Siedzimy jak na szpilkach podziwiając kolejne spławy naprawdę dużych cyprinusów. Ok. 22 widzimy, jak drużyna z Niemiec siedząca naprzeciwko nas holuje rybę. Czyli jednak nasze przypuszczenia, iż słoneczna pogoda wygoni karpie na płytką wodę (sąsiedzi łowili w miejscach o głębokości ok 2,8 – 3 m). Teraz to już kwestia chwili i będzie branie – czekamy niecierpliwie. Około północy Mariusz mówi, że obawia się, iż tej nocy pomimo spławów żadna drużyna nie złowi karpia. Prowadzimy więc może to tylko pobożne życzenie a może…
Noc mija spokojnie i ok 6:30 rano na mojej prawej wędce hanger zaczyna opadać. Szybko podbiegam do kija, czuję jak ryba nabiera rozpędu i…. zszedł z haka. Jestem zły, w takim momencie taki błąd, chyba jednak emocje wzięły górę i reakcja na branie była zbyt szybka! Zestaw do wody i czekamy na kolejne ryby. Nęcę bardzo delikatnie i punktowo na zestaw – może jeszcze jakiś karp do 11:00 (godzina zakończenia zawodów) skusi się na nasze kulki.
Niestety nie doczekaliśmy się brania, a po 11 organizator potwierdził nam telefonicznie, że prócz drużyny naprzeciw Nas, nikt nie złowił ryby. Cieszymy się i śmiejemy powtarzając znaną z internetu kwestie „jesteś zwycięzcą, jesteś zwycięzcą, jesteś zwycięzcą..”!

Sobota   28.09.2013 r.
Zakończenie zawodów


1 miejsce – M. Niedźwiecki M. Kwiatkowski  - PL

-stanowisko nr 19 – karpie 12,45 kg + karp 7,85 kg + 16,800 kg (BIG FISH tournamentu)+ 5,75 kg +7,55 kg

2 miejsce - Iwona Rzęsa – Krystian Pieńkowski – PL

-stanowisko nr 5 – karpie 11,5 kg + 14,300 kg + 6,950 kg + 8,750 kg

3 miejsce - Chrystian Koller – Thomas Pangel - DE

-stanowisko nr 3 – karp 16,150kg


Big Fish – 16,80 kg Mariusz Niedźwiecki

Pierwsza ryba zawodów - Iwona Rzęsa – Krystian Pieńkowski




Statuetki dla zwycięzców – ręcznie rzeźbione!




Mała "wystawka" firmy NASH

Szczęśliwi i zadowoleni pakujemy się i ruszamy na ceremonię rozdania nagród i ogłoszenia wyników. Wszystkie drużyny się zjeżdżają, odbieramy gratulacje, rozmawiamy z innymi uczestnikami o wrażeniach, gratulujemy również innym drużynom.
Przedstawiciele firmy Nash Polska zaprezentowali uczestnikom sprzęt biwakowy jak i do łowienia, mieliśmy okazję porzucać Cyber Shotem – bardzo precyzyjne urządzenie do nęcenia, dowiedzieliśmy się również o nowościach jakie planowane są na rok 2014. Wszystko można było „pomacać”, dopytać o szczegóły, w miłej atmosferze poznać trochę karpiowych zabawek.
Organizator przed ogłoszeniem wyników raczy nas jeszcze przepysznym obiadem w czasie którego wymieniamy się doświadczeniami ze znajomymi drużynami. O dziwo żaden z uczestników nie złowił amura, który w czasie mistrzostw PCM jednej z drużyn dał II pozycję! Ochłodzenie chyba skutecznie odebrało azjatom apetyt, czego się spodziewaliśmy z kompanem planując taktykę przed zawodami.


Zdobywcy III miejsca Keen Carp Cup


Podsumowując były to bardzo udane zawody dla Nas – wygraliśmy i złowiliśmy największą rybę zawodów! Szczere gratulacje dla drużyny ze stanowiska nr 5 w składzie której była kobieta (złowiła dwie ryby) jak i drużyny z Niemiec – zdobywców miejsca trzeciego.


Zdobywcy II miejsca Keen Carp Cup

Akwen Dębowa nie jest łatwym łowiskiem, co potwierdziły wcześniejsze dwie imprezy i bez znajomości wody jak i zwyczajów ryb trudno o dobry wynik i regularne brania. Przy nienajlepszej pogodzie aż 7 z 18 stanowisk złowiło rybę więc osobiście uważam, że jest to nie najgorszy wynik zważywszy, iż cześć drużyn pierwszy raz zarzucało zestawy na Dębowej i kompletnie nie miały styczności z łowiskiem wcześniej. A muszę dodać, iż bez ryby były również miejscowe durżyny dobrze znające wodę więc warunki były naprawdę trudne.


Zdobywcy I miejsca Keen Carp Cup – wygraliśmy!
Cieszy natomiast średnia wagowa łowionych ryb która sięgała 10 kg - co świadczy pozytywnie o łowisku jak i umiejętnościach startujących zawodników.


Największa ryba zawodów

Osobiście uważam, że impreza była świetnie przygotowana, przyjezdne drużyny nie posiadały „kompleksów” były komunikatywne i dzielnie walczyły. Atmosfera zawodów była bardzo sympatyczna, praktycznie nie miały miejsce żadne protesty – na początku imprezy organizator musiał wyznaczyć obszar graniczny łowisk tylko dwóm drużynom. Muszę przyznać że byłem zaskoczony spokojem i ugodowym podejściem drużyn z zagranicy co do łowisk i ustawienia markerów. Nasi sąsiedzi nie pływali przy naszych bojkach, nie było scysji co do miejscówek, nawet gdy spinningista który nieoczekiwanie pojawił się na wodzie i ściągnął 4 zestawy drużynie niemieckiej został bardziej zrugany przez nas niż przez samych poszkodowanych.


Nagroda za złowienie pierwszej ryby zawodów.

Jedzenie było doskonałe i na zawodach w chłodniejszych porach roku zapewnienie ciepłych posiłków uczestnikom powinno być wręcz obowiązkiem organizatora!


Uczestnicy międzynarodowych zawodów Keen Carp Cup Poland 2013.



Osobiście brakowało mi przedstawiciela głównego jak i tytularnego sponsora zawodów przy rozpoczęciu imprezy lub zakończeniu, ale z wyjaśnień jakie otrzymaliśmy pracownicy firmy Keen Carp byli zaangażowanie wyjazdem na World Carp Classic.


Ogólnie bardzo udana impreza, szkoda że nasze stanowisko „19/1A” - jak żartobliwie je określaliśmy (kąpielisko więc nr 1 lub 2 określa je zawsze w czasie innych imprez organizowanych na Dębowej) było oddalone od innych miejsc i nie mieliśmy okazji zintegrować się z drużynami z zagranicy i porozmawiać na temat taktyki czy przynęt, bo nie ukrywam, iż można było zauważyć odmienne podejście do łowienia niż nasze, co było bardzo ciekawe.

Dziękuję wszystkim osobom które nam kibicowali, mojemu partnerowi z drużyny, imiennikowi Mariuszowi za wspaniałą walkę i towarzystwo. Wyrazy uznania i podziękowanie również dla organizatora i sędziego (dwa w jednym) Józefa Kubackiego za atmosferę i bezproblemowy przebieg imprezy.
Do zobaczenia za rok!



Mariusz Niedźwiecki
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama