Marcowa zasiadka
Zima w tym roku była bardzo łaskawa dla nas karpiarzy. Sądzę , że musiała wyrównać nam rachunki za zeszły rok kiedy to dla wielu majówka była pierwszą okazją do naładowania akumulatorów . Niedawno z niecierpliwością czekałem na targi, które zleciały w dosłownie mgnieniu oka. Wtedy nie myślałem nad wypadem nad wodę aczkolwiek słońce które przebijało się przez wejścia do hali mówiło samo za siebie. Trzeba ruszyć nad wodę. Czekałem, czekałem aż się doczekałem. Przyszła środa dokładnie 2 marca i lód nad moją ulubioną wodą puścił. Nie zastanawiając się zaplanowałem pierwszą zasiadkę na najbliższą sobotę, a co ! W czwartek przybywam nad wodę w celu przygotowania sobie stanowiska i nie mam to broń Boże na myśli nęcenia :D Zaplanowałem przygotować je od strony technicznej. Miejscówka po zimie była wręcz w opłakanym stanie. Zrobiła się strasznie grząska więc bez chwili namysłu chwyciłem za łopatę i znowu przywróciła w stan użytku.




Pewnie myślicie "kurcze musi to być jakaś super miejscówka , że o tej porze chciało mu się zasuwać z łopatą" . Muszę temu w 100% zaprzeczyć. Zrobiłem to po prostu z czystej przyjemności… . Wokół jest wiele miejsc , ale upatrzyłem sobie właśnie to gdyż nie wiem dlaczego przypadło mi do gustu i to bardzo, może to za sprawą tego , że jest bardzo kameralne i nikt nie męczy mnie pytaniami typu: Panie biorą ? Tak w końcu znalazłem miejsce w którym znalazłem spokój . To podstawa podczas wybierania przeze mnie miejscówki, tym bardziej o tej porze kiedy po zimie szukam spokoju. Dobra przejdźmy do łowienia. Temperatura wody waha się w okolicach 4-5 stopni Celsjusza. Myślę … człowieku ty jeszcze nigdy nie łapałeś w tak zimnej wodzie, ale co tam w końcu trzeba spróbować. Zaplanowałem , że o godzinie 5 stawię się nad wodą. To , że zdecydowałem się stawić tak wcześniej nad wodą podyktowane jest tym ,że takich jak ja jest więcej.



Jednak się myliłem. Dojeżdżam nad wodę i widzę tylko jeden samochód i to jeszcze mojego znajomego . Nic bierzemy się do roboty. W zasadzie do tej zasiadki przygotowywałem się przez całą zimę, jak sądzę każdy karpiarz do tej pierwszej. Przypony powiązane , taktyka zaplanowana , tylko łowić . Zdecydowałem się nęcić tylko w postaci pva, nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego :D Do siatki poleciał pellet w pięciu różnych wielkościach od 2 od 10 mm. Z niesamowitą dokładnością przygotowałem dwie pierwsze siateczki w tym roku. Jednak jest chłodno ręce całe mi zmarzły i jakoś trudno było uchwycić ostrość aparatem ( co widać).



Termometr w samochodzie pokazuję -1,5 stopnia Celsjusza. Nic trzeba wyrzucać i ogrzać się ciepła kawą........




Zestawy umieściłem na głębokości około 2 do 2,20 metra . Tak dobrze słyszycie 2 metry. Na to wodę to i tak dość głęboko . Wędki wyrzucone i można się ogrzać. W między czasie przechadzam się do znajomego, witamy się i z niedowierzeniem patrzymy na siebie. Marzec a my już nad wodą , ładnie nas już popieprzyło .. hahhah śmiejemy się popijając kawę. Około godziny 9 patrzę z niedowierzeniem jak mój hanger zaczyna tańczyć. Typowe zimowe delikatne branie. Podnoszę kij i pusto. Dopiero później po około 10 minutach doszło do mnie , że miałem branie. Nic uwiązujemy kolejną siateczkę i machamy. Mija godzina i znowu hanger na tym samym kiju zaczyna tańczyć. Zacięcie i tym razem czuję opór.



Myślę, nie to nie możliwe. Ryba idzie dość ospale. Powoli jak lokomotywa. Przy brzegu zaczyna jednak ku mojemu zdziwieniu dawać popis swojej siły robiąc młynki. Po chwili jest już mój. Znajomy przybiegł z pomocą i podebrał. Byłem wniebowzięty. Naprawdę nie da się opisać radości, jaka ogarnęła mnie w chwili kiedy karp znalazł się w podbieraku.




Teraz na spokojnie , przygotowujemy mate i hops na matę. Jest piękny. Wybarwiony na kolor żółto-pomarańczowy i te łuski na ciele …. marznie. Teraz fotka i szybkie ważenie. Waga wskazuje 9 kg, po odjęciu worka wychodzi 8,5 kg. Ale waga tym bardziej jest dzisiaj nie ważna. Najważniejsze że karp zagościł na mojej macie a waga to taki bonusik :D



Bez żadnej ściemy skusił się na ananasowego pływającego dumbelsa na blow-back rigu. Karp był pięknie zapięty w dolną wargę .
Przypon zdał egzamin. Jak już wspominam o przyponach i zamontowanych na nich przynętach . Na drugim kiju zdecydowałem się na typowego śmierdziela. Krab na przyponie Warwick rig. Dochodzi godzina 12 postanawiam zwinąć wspomniany zestaw z kulką śmierdzącą i założyć szybko pracujący pellet. Około godziny 13 następne branie na wspomnianego wcześniej dumbelsa ale łupem ku mojemu zaskoczeniu pada szczupak. Był bardzo wychudzony, sądzę że dopiero co się wytarł. Tylko go odhaczyłem i wypuściłem do wody bez żadnych zdjęć. W następnych godzinach zasiadki na moich zastawach zawiesiły się dwa leszcze. Podsumowując ten marcowy wypad i gdy patrzę na niego już na spokojnie w domu pisząc dla Was tą krótką relacje wydaje mi się że lepszego rozpoczęcia sezonu nie mogłem mieć.



Złapać karpia w takiej zimnej wodzie to naprawdę niesamowite uczucie. Gdy niejedni pukali by się w głowę , gdzie karpie o tej porze roku. O tuż można, przy zastosowaniu odpowiedniej taktyki, wybraniu miejsca i odrobinie szczęścia można tego dokonać.

A wszystko po to by rybie zwrócić wolność.....................



Pozdrawiam i życze wspaniałych chwil nad wodą

Adrian Zgórski

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama