Po życiówkę z "Adderem"
Po zeszłorocznym pobycie na Rybowie, szybko nastąpiła rezerwacja stanowiska nr 8. Dodaję, że było to już we wrześniu 2013 r. Dłuuuugo wyczekiwany wyjazd mimo wszystko opóźnił się o jeden dzień, ze względu na ilość godzin spędzonych ostatnio w pracy… Ale co tam, zostało mi to wynagrodzone ŻYCIÓWKĄ!!!

Nad łowisko dotarłem dopiero około godziny 19-ej. Szybkie rozpakowanie sprzętu i w pośpiechu wywózka zestawów. Całe szczęście problem z sondowaniem dna był nieaktualny ze względu na zeszłoroczny pobyt na tym samym stanowisku. Na hakach znalazły się pellety ananasowe Addera i kulaski squid@truskawka FB. Po wywózce przyszedł czas na zorganizowanie namiotu itp. W tym bardzo pomocni okazali się Aśka z Markiem, za co chciałbym podziękować (również za pyszne jedzonko, które docierało do mnie na stanowisko ). Gdy udało się wszystko ogarnąć przyszedł czas na małe pssssssssssss….. i trochę relaksu.

W trakcie rozmowy z Aśką i Markiem odezwał się jeden z sygnalizatorów. Ten wspaniały dźwięk tak na mnie zadziałał, że w 3 sekundy byłem na pomoście i już po chwili trzymałem w ręku kij, czując po drugiej stronie ten wspaniały ciężar holowanej ryby!!! Wiedziałem, że nie będzie to żaden mikrus. Karp naprawdę pięknie walczył, nie dając się podebrać przez jakieś 20 minut. Zwłaszcza przy samym pomoście dał popis swoich umiejętności, próbując pod nim zaparkować. Walka jednak została przeze mnie wygrana i na macie zameldował się pierwszy tegoroczny mieszkanie Rybowa o masie 11,4 kg Było to chwilę po godzinie 22-ej. Po kilku fotkach rybka wraca do wody a zestaw ląduje pod drugim brzegiem. Tym razem skuteczne okazały się dwa pellety ananasowe Addera.







Długo nie trzeba było czekać na kolejny odjazd. Tym razem przed północą, po kolejnym fascynującym holu na brzegu mam kolejnego karpia. Tym razem waga wskazała 10,6 kg. Rewelacja druga dwócyfrówka. Lepszego rozpoczęcia sezonu nie mogłem sobie wymarzyć!!! Kilka fotek i ….. Pytanie do Aśki. Chcesz zdjęcie z karpiem. Bez wahania pada odpowiedź – dawaj…. Trochę zaskoczony reakcją przekazuję miśka koleżance. Kilka wskazówek dotyczących prawidłowego uchwytu do zdjęcia i poszło… Efekty widoczne! (Marek przyzwyczajaj ją do takich wypadów ).





Po kolejnej wywózce, w której pomagał mi jeszcze Marek przyszedł czas na odpoczynek. Jak się okazało… jeszcze nie teraz!!! Kolejne branie i kolejna dwucyfrówka w podbieraku. Tym razem waga wskazała równiutkie 10 kg. Ryba do worka, wywózka i spać. Oko zamknięte ale tylko na chwilę… Kolejny karp gryzie zestaw. Szybkie ważenie – 4 kg i ryba do worka w celu zrobienia sobie fotek za dnia. Ponownie zestaw w wodzie i ponownie pobudka… Tym razem karp 8,6 kg. Rano szybkie fotki z całą trójką i ich powrót do wody.




Zafascynowany całą sytuacją Marek decyduje się na szybką nockę Super! Widać, że złapał chłopak bakcyla!!! I o to chodzi. Wyjazd po sprzęt i do południa zestawy lądują w wodzie. Wieczorne pogaduszki nie zostały niestety przerwane przez żaden dźwięk sygnalizatora…Hmmmmmmmmmm…
W trzcinach cały czas było słychać odgłosy chlupania... jak się okazało - płoć na tarle. Chyba to był powód braku zainteresowania się karpi naszymi zsetawami. Nocka minęła bez brania. Około godziny 08.30 odjazd u Marka! Po wspaniałym holu, na brzegu pojawia się karp 10,9 kg. Oj blisko życiówki, blisko…. Gratulacje Maras!!!



Później już cały dzień cisza. Na łowisku ogólnie się uspokoiło. Rybki przestały współpracować… Więc czas było zacząć kombinować. Wiedząc o upodobaniach naszych milusińskich do ikry, postanowiłem zestawy umieścić praktycznie w samych trzcinach. I to był strzał w 10!!! Około godziny 18.30 branie na magiczny pellecik Addera… Wędzisko w górę… Siedzi!!! Jak się okazało, ryba nie była zbyt usłuchana… Decyzja – ponton. I całe szczęście, że na taki krok się zdecydowałem. Sąsiedzi z innych stanowisk wiedzą dlaczego. 35 minut wspaniałego holu!!! Po prostu bajka Wrażenia niesamowite! Karpie na tej wodzie potrafią bardzo wiele i są bardzo waleczne.

Czas ważenia. Waga w ruch. Przez moment waha się koło dwudziestki… Emocje robią swoje. Ręce drżą Jest dobrze! Okazuje się, że właśnie na macie mam ŻYCIÓWKĘ – 18,3 kg !!! Kilka kropel magicznego preparatu Krystona, krótka sesja zdjęciowa i czas na kąpiel. Tak, tak kąpiel z życiówką. Taka tradycja… Nie było czasu na zdjęcie butów, nie mówiąc o reszcie garderoby. W całym oporządzeniu znalazłem się w wodzie wraz z moją piękną zdobyczą. Jeszcze chwilę pozwoliłem sobie go przetrzymać na macie i nacieszyć oko Co z tego, że to koniec kwietnia i woda jeszcze do najcieplejszych nie należała… Jakoś mi to w ogóle nie przeszkadzało.



Uradowany wracam na stanowisko. Szybkie przebranie się i ponowna wywózka. Tym razem jeszcze z Markiem, który niestety musiał mnie później opuścić. Zestaw ląduje w tym samym miejscu. Na wodzie robi się spokój. Czas odpocząć. Godzina 23.30 – pojedyncze pik…Swinger na dole. Zacięcie i karpik około 5 kg ponownie w podbieraku. Mały ale cieszy. To była kolejna ryba, która potwierdziła że domeną tutejszych cyprinusów jest waleczność! Tym razem połakomił się na kulkę squid@truskawka FB.

Kolejna wywózka. Kolejna branie. Ten sam kij. Godzina 00.20. Niestety spinka…
Kolejna szybka wywózka. Czas na sen. Godzina 03.45 – odjazd. Niestety kolejna spinka… Nie będę tutaj przytaczał słów, które wówczas mamrotałem sobie pod nosem
Godzina 05.25 kolejna pobudka. Tym razem 4-kilogramowy pełnołuski pozuje do zdjęć.





Nieduży ale sami oceńcie… Wspaniała rybka. To było ostatnie branie na tej zasiadce. Później już nadszedł czas na pakowanie klamotów i pożegnanie się z Rybowem.

Ogólnie, wyjazd uznaję za bardzo udany. Myślę, że jeszcze nie raz się tam pojawię !
Pzdr

Radosław Przybyłowicz

CARP-COP





Szybki Kontakt
Reklama
Reklama