KOBLOV- co w wodzie "piszczy" - Krzysztof Jaros
Witam wszystkich karpmaniaków. Profesjonalistów i tych, którzy stawiają swoje pierwsze kroki. Poniższy artykuł postanowiłem napisać dla wszystkich, i tych, którzy na żwirowni Koblov już łowili, ale nie wiedzą jak tam jest teraz oraz dla tych, którzy mają zamiar odwiedzić tę wodę i spróbować swoich sił. W ciągu roku otrzymywałem sporo telefonów z pytaniem jak, na co, kiedy itp. Dlaczego zatem nie opowiedzieć, nie poinformować? Nic nie stało na przeszkodzie i po moim ostatnim pobycie, na Koblov przedstawiam garść, chyba sporą garść informacji. Sądzę, że przeczytawszy moje wypociny wielu z was będzie łatwiej zorganizować swój wypad nad to czeskie łowisko.




Zacznijmy od zbiornika. Akwen ma ok. 15 ha i jest naprawdę starym wyrobiskiem pożwirowym. Tuż obok przepływa rzeka Odra, która do niedawna stanowiła zagrożenie poprzez wylania, ale od kilku lat nie ma z tym problemu. Została pogłębiona a w pobliżu budowany jest mocny wał przeciwpowodziowy. Koblov to dzielnica miasta Ostrawa. Najlepszy dojazd nad wodę jest od strony Chałupek. Kierujemy się w stronę Antoszowic dokładnie ulicą o tej samej nazwie – Antoszowicka a skręt nad wodę z tej ulicy jest na wysokości serwisu samochodów i punktu ogrodnictwa. W ten sam sposób kierujemy się od strony Ostrawy a dobrym punktem odniesienia tej trasy jest ostrawskie zoo, ale mijamy zjazd na nie i jadąc nadal prosto kierujemy się bezpośrednio na łowisko. Dojazd jest naprawdę prosty. Wszystkie dane o położeniu znajdziemy zarówno w wyszukiwarce google 49° 52′ 58.35″ N, 18° 17′ 17.15″ E oraz na stronie łowiska www.rybolovkoblov.cz Łowisko jest otwarte od zejścia lodu do zamarznięcia. Jeśli ktoś zechce łowić w listopadzie lub wcześniej w marcu – złowi rybę.




Teraz troszkę o zasadach i kosztach pobytu. Od dwóch lat właścicielami Koblov są dwaj bracia. Piotr i Paweł Svitek. Są także karpiarzami, więc znają zasady tego „rzemiosła” od podstaw. To osoby potrafiące rozsądnie gospodarować zbiornikiem i ceniące sobie fachowość u osób odwiedzających ich akwen. Na stronie łowiska zawarto większość informacji dla chętnych chcących tam łowić w tym regulamin w języku polskim. Koszty pobytu nie są wygórowane i tak: pobyt tygodniowy to koszt 1500kc a trzy dniowy to 1000kc. Odpowiednio ok. 210zł oraz 140zł. Można umawiać się na zasiadkę z właścicielem zarówno drogą telefoniczną jak i poprzez e-mail podany na stronce. Kontakt bezpośredni jest bezproblemowy gdyż właściciele porozumiewają się dość dobrze w naszym języku. Paweł poza kontaktem z klientami zajmuje się także logistyką nad samą wodą. Aktualnie na stronie łowiska udostępniono kalendarz rezerwacji oraz mapkę stanowisk, więc każdy może dostosować się w czasie i miejscem nad wodą a jest ich 18. Można korzystać z łódek za dodatkową opłatą w wysokości 100kc dzień oraz z czterech kempingów rozlokowanych na dwóch brzegach. Tutaj opłata za osobę – dzień to też 100kc. Każdy swój samochód ma za sobą, za stanowiskiem a w określonych godzinach może udać się do pobliskiego sklepu uzupełnić swoje zapasy i płyny. Wokół wody w odpowiedniej odległości znajdują się czyste i zadbane toalety. Jest ich na tyle, że nie trzeba daleko od wędek przebywać. Nie ma prysznica niestety, ale może i on niebawem powstanie.




Opowiem teraz o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, jakie obowiązują już podczas łowienia. Wymagana jest duża i gruba mata karpiowa. Jeśli ktoś ma takową lub jeszcze lepszą np. kołyskę to zapunktuje u Pawła, bo tego naprawdę pilnuje. Oczywiście w zestawie klinik do odkażania ran musi być. Duży podbierak także jest wymogiem. My to oczywiście wszystko mamy, ale nie zapominajmy tych rzeczy zabrać. Łowimy na haki bezzadziorowe i typowe zestawy przelotowe bez wiązania dodatkowych leadcorów nad zestawem i blokowaniem ciężarka w klipsie na sztywno. Zarówno zanęty jak i przynęty możemy stosować takie, jakie nam odpowiadają, nikt nie narzuca nam niczego poza jednym. Wszystkie gotowane nasiona a głównie kukurydza musi być naprawdę miękka przed sypaniem do wody. Pilnujmy tego. W wodzie sprawdza się w zasadzie każda przynęta zarówno pop up jak i tonąca także duże i małe Pellet. Zanęty są dobrym uzupełnieniem tego, co sypiemy, ale o nich w dalszej części.




W tym momencie chcę już opowiedzieć, co w wodzie „piszczy”, zatem do dzieła. Okazowe sztuki są tam do dziś, o czym świadczą medalowe sztuki. Po sezonie 2013 widać, że populacja karpia, amura i jesiotra ma się dobrze. W każdym sezonie odnotowuje się połowy sztuk grubo przekraczające 20kg. Nie ma, co pisać o rekordach wody, ale karpie ponad 24kg. i amury tej wagi zostały w poprzednim sezonie złowione. Także okazowe jesiotry srebrne mające ponad 140cm stanowią fantastyczny przyłów a walka z nimi jest niezapomnianym przeżyciem. Poza starymi rybami, które w wodzie wciąż pływają gospodarze dorybiają zbiornik. Na sezon 2014 zaplanowano kolejne zarybienie z profesjonalnej czeskiej hodowli. Jak wspomniałem, Koblov to stara żwirownia. Dno zbiornika jest zróżnicowane a głębokość w różnych okresach roku jest zmienna. Średnio jest to granica 2, 5 – 3, 5 m. Wypłycenia w zatokach zachęcają do łowienia przez naprawdę sprytnych karpiarzy, którzy potrafią podać przynętę w takie miejsca. Kilka punktów, w których znajdują się zatopione drzewa jest naprawdę dobrą miejscówką. Brania z takich miejsc są najczęściej agresywne i trzeba wykazać się sporym refleksem podczas zacięcia ryby. Drzewa w wodzie są widoczne nad powierzchnią, ale są także i te, których nie zobaczymy gołym okiem. Mamy możliwość wysondowania dna gdyż wypływanie pontonem lub łodzią jest dozwolone całą dobę.
W 2/3 długości zbiornika znajduje się wyspa. To bardzo dobre miejsce by w jej okolicach położyć zestawy.




O wodzie chyba wystarczy wiec może teraz może trochę jak wypadłem na kilkudniowej zasiadce. Poniżej chcę wam zrelacjonować, co złowiłem i podać jak najwięcej szczegółów, na co, kiedy i dlaczego właśnie …. tyle. Chcę abyście mieli swój pogląd na temat Koblov oraz czy warto się tam zjawić i kilka dni łowić waleczne karpie, „torpedowe” amury i „odrzutowe” jesiotry. Łowiłem sześć dni i jak teraz zerkam na to, co sobie zanotowałem nie było źle. Pogoda sprzyjała, choć wahania ciśnienia i drobne opady deszczu powodowały chwilowe zaniki brań. To się jednak cały czas zmieniało.




Mam swoje ulubione przynęty i zanęty, ale tym razem sypałem z rozmachem. Moje stanowisko usytuowane było w zachodniej części zbiornika w bliskości drzew i jak się okazało podwodnych zawad także. Pierwszy dzień był dla mnie rozpoznawczy i zaliczyłem sporo spinek. Ryby brały, ale parkowały w zawadach. Przestawiłem markery i zacząłem teraz regularnie łowić. Pobyt w samotności ma to do siebie, że nie winisz za błędy nikogo innego poza sobą. Sam tego doświadczyłem. Ok., ale jak było. Złowiłem w sumie 71 sztuk karpia oraz 5 jesiotrów. Przeżyłem swoje branie zasiadki, po którym przysiadłem z kijem i przejechałem kawałek po śliskiej trawie. Tak było i do dziś myślę, co mną tak pozamiatało. Ktoś powie bujda. Proponuję spróbować sił na Koblov i zweryfikować moją opowieść. To branie to nie wszystko. Dwa złamane haki i jeden wyprostowany oraz zerwany przypon mówią, że przeciwnicy z drugiej strony są naprawdę mocni. Łowiąc w tym czasie a był to przełom kwietnia i maja stosowałem różne techniki nęcenia oraz różnorodność przynęt. Używałem zarówno produktów rodzimych firm jak i zagranicznych. Uważam ze każda z nich była skuteczna i pomagała wabić ryby. Moja zanęta to standardowo kukurydza, pellet i kruszone kulki zalane specyfikami w postaci olejów i boosterów. Stosowałem haki nr, 4 które dobrze zapinały po braniu. Warto wspomagać się zanętą i oklejać niż ciężarek a nawet całą przynętę a zestaw ustawiać na krawędzi wyspy.




Bycie samemu nad wodą ma zalety i wady. Robienie zdjęć przede wszystkim w chwili, kiedy mamy na macie okaz jest stresujące, ale wypad z kolegami zapewne zniweluje ten problem. Udało mi się jednak zrobić kilka ładnych fotek. W czasie, kiedy ja łowiłem także kilka ekip z Polski jak i z Czech próbowało swych sił. Mój największy okaz zasiadki to karp ponad 15kg oraz jesiotr 13, 90kg. Kilkanaście sztuk w przedziale 10kg do 15kg także udało mi się złowić. Uważam, zatem że na Koblov warto być i łowić. Ekipa polska, która miała siedzieć dłużej zjechała z wody ze zmęczenia. Po prostu, brań mieli tyle, że nie dali rady łowić dłużej. Dorwali amura ponad 22kg. Czescy kompani trafili karpia 17 i 18kg. Zapewne zdjęcia znajdą się niebawem na stronie łowiska. Ja sam w pewnych momentach łowiłem na jeden kij, bo więcej wędek nie dałem rady obrobić. Jedynka z przodu w wadze ryb zapewne nie stanowi dla wielu niczego wielkiego. Może i tak być, dlatego warto wiedzieć, że kilkanaście karpi z cyfrą 20+ oraz takich samych amurów pływa w tej wodzie. Jeśli i tego mało można zapytać właściciela o postawienie zestawów sumowych. Tak - i one tam są. I to nie małe.
Z wody zjechałem bardzo zadowolony i mam nadzieję tam wrócić. Nie tylko dla ryb, bo Koblov aktualnie zaliczone jest, jako strefa – ostoja ptactwa wodnego i spotkanie czapli, ślicznych kaczek krzyżówek oraz łysek jest codziennością. Oprócz tego wszechobecne sarny o poranku i wieczorem da się także zauważyć nad wodą. Dociekliwi zobaczą ogromnego jastrzębia, który w koronach drzew ma swoje gniazdo a nad lustrem wody wykonuje niskie przeloty. Wszystkiego dopełniają sprytne żółwie i zaskrońce. Jest, zatem co łowić i co podziwiać. Każdy znajdzie coś dla siebie a ja ze swej strony zapraszam na Koblov. Warto.






PS. Gdyby ktoś chciał wiedzieć jeszcze więcej o Koblov lub zobaczyć więcej znad tej wody znajdzie zdjęcia i kontakt także na mojej stronce www.kron-01.pl Zapraszam.

Krzysztof Jaros


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama