POCZĄTEK-Dariusz Ostrowski

Początek Początek -hmm , był chyba taki jak u większości wędkarzy. Parę ładnych lat temu-pierwsze zasiadki czysto gruntowe, z kukurydzą w koszyku i "białym" na haku. Pierwsze zasiadki i pierwsze "większe " karpie takie ok.2.5-3 kg, które oczywiście szły do "gara". Presja po zarybieniu była (i jest do dzisiaj) ogromna !!! To były istne wyścigi - kto więcej !!

Po jakimś czasie przeglądając prasę wędkarską przyszło zainteresowanie wędkarstwem karpiowym, a z tym inne spojrzenie na wędkarstwo, i tak pozostało do dzisiaj. Naprawdę inne spojrzenie - duże ryby trzeba chronić, że wystarczą pamiatkowe zdjęcia, że należy się im wolność, aby móc je znów złowić (trochę już większe lub dużo większe), móc je ponownie przechytrzyć i stoczyć z nimiprawdziwy pojedynek !! Wchłaniałem wszystko co tylko dotyczyło wędkarstwa karpiowego, robiłem notatki (zresztą robię je do dzisiaj), zbierałem książki, kasety video, i wklejałem do zeszytów wszystkie
artykuły z gazet wędkarskich dotyczące karpiowania. J jak powiedział kiedyś jeden ze znanych karpiarzy :"- Przez ostatnie lata nie było chyba dnia w którym nie myślałbym o łowieniu ryb "-. Swoim "karpiowym bakcylem" zacząłem "zarażać" innych kolegów z łowiska. Dziesiątki przegadanych nocy podczas zasiadek spędzałem na wyjaśnieniach dlaczego trzeba inaczej i jaka jest tego idea. Wszystkie te zabiegi szły dość nerwowo i opornie. Ale fakt, parę osób przekonałem do innego
wędkarskiego myślenia. Jest nas kilku - stała " karpiowa grupa" zapaleńców ! Potem przyszła kolej na pierwsze eksperymenty z zestawami włosowymi. Włos był to za długi, to za krótki, a ryby spadały z zestawów. Zresztą haki też nie były najlepsze. Pierwsza zasiadka z kolegą - książkowe nęcenie kulkami na bazie kaszy manny .... i około jedenastu brań - odjazdów i żadna ryba nie zacięta !! To były czasy ! Od początku swojego karpiowania kulki zanętowe i przynętowe robię domowym
sposobem. Przez kilka ostatnich sezonów przetestowałem sporo receptur, z czasopism, z internetu, i od znajomych, oraz kilka sprawdzonych receptur stworzyłem sam. Na dzień dzisiejszy, mam już pewne rozeznanie - co, z czym, i jak !!

Pamiętam jak na łowisko przywiozłem swojego pierwszego rod-poda i jakie wywołało to zamieszanie. Widziałem ironiczne spojrzenia innych łowiących, które z kolei przeradzały się w złośliwe słowne docinki. A jak wypuszczałem złowione ryby - pukali się w czoło !!! Później nastał czas "sprzętomani" ! Dzięki koledze który prowadzi sklep wędkarski mogłem wymieniać i testować sprzęt : sygnalizatory, żyłki, haki itp. Po jakimś czasie chciałem "sięgnąć" po sprzęt z wyższej półki ale w porę zrozumiałem, że sprzęt sam nie łowi ryb. Choć fakt przyjemniej jest łowić naprawdę dobrym, bezawaryjnym zestawem kij + kręcioł,ale to tylko doznania karpiarza, a nie ryb. Bardziej postawiłem na technikę
połowu, czyli : kiedy, jak i na co !!! No i z czasem przyszły pierwsze prawdziwe i przemyślane zasiadki, a wraz z nimi pierwsze większe ryby - i oto chodziło !!!! Do dziś łowiłem i łowię na jednym niewielkim zbiorniku. Znam go dość dobrze, choć nie raz potrafił i jeszcze potrafi zaskoczyć.

Na dzień dzisiejszy uważam że zabrać dużą rybę z łowiska na "michę" to jak 200 letni dąb porąbać na grila, i że zasady ,,NO KILL" nie można się nauczyć, a trzeba ją zrozumieć i mieć ją w sercu.


Dariusz Ostrowski

Ps. A dziś na naszym łowisku stoi las ......... rod - podów.
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama