Na drodze Ewolucji - Adrian Zgórski
Niemal od października zeszłego roku nie było mnie nad wodą. Te chwile gdy często nie mogłem już wytrzymać. W końcu "karpiarstwo" to moja największa odskocznia od problemów i natłoków dnia codziennego. Niestety matura i przygotowania do niej były ważniejsze.

Jak to kiedyś ktoś powiedział, "karpiowanie nie jest najważniejsze w życiu ale dla wielu najpiękniejsze".




W tym szeroki gronie jestem oczywiście i ja. Pierwsza zasiadka była planowana na czas święta Bożego Ciała. Niestety nie wytrzymałem i przed ostatnim ustnym egzaminem z języka angielskiego wyskoczyłem na szybką nockę nad brzeg łowiska Szachty. Nocka była owocna i przyniosła moje pierwsze ryby po tej długiej przerwie. HUH…. Chyba nie zapomniałem jak to się robi. Tam też miałem się wybrać na pierwszą dłuższą zasiadkę, no właśnie miałem. Dzień później dostaje telefon od przyjaciela z propozycją, która zmienia moje plany o 180 stopni. Celem wyprawy ma być prywatna żwirownia na terenie Czech. Krótka konsultacja z rodzicami i moją druga połówką, decyzja nie mogła być inna.

Michał jestem gotowy choćby zaraz.

Tak czekałem w gotowości aż do wyjazdu. Pierwsza dłuższa zasiadka i to na tak malowniczej i pięknie usytuowanej wodzie. W środę koło godziny 11 meldujemy się nad wodą. Przede mną rozpościera swe głębiny piękna żwirownia. Przywitanie z wodą i przeprowadzka pontonami na nasze stanowisko. Od opiekuna łowiska słyszymy bardzo optymistyczne prognozy, które miały swoje pozytywne odzwierciedlenie w niedalekiej przyszłości.





Rozbicie, sondowanie i przygotowywanie zestawów zajęło nam pół dnia. Mozolna i ciężka praca, która miała przynieść swe odbicie przez następne kilka dni. Wszystko gotowe i nasze zestawy mogą wylądować we obszary wcześniej przez nas wytypowane. Okazało się, że nasze pływanie karpiom w ogóle nie przeszkadzało. Już po pierwszej godzinie możemy cieszyć się dubletem pięknych mirrorów, których na tej wodzie szacuje się na jakieś 10% populacji wszystkich karpi.




Pięknie lądują w jednym podbieraku i chyba nawet się znały haha bo wzajemne towarzystwo zupełnie im nie przeszkadzało. Mógłbym tak odpisywać każdą rybę po kolei, lecz uważam to za nie potrzebne i zbyteczne. Czeskie karpie bardzo nas polubiły. Średnio kilka razy dziennie mogliśmy cieszyć się piękną rybą na naszej macie. W pewnym momencie sami straciliśmy rachubę i musieliśmy wszystko notować. Nasze łowienie przypominało grę w szachy.




Nęcenie i czekanie na ruch ryb. Najczęściej był on do przewidzenia. Karpie w czasie maksymalnie godziny pojawiały się w naszych miejscówkach. Objawiała się to częstym pikaniem sygnalizatora, a następnie odjazdem. Udało się złowić dwa, trzy karpie z wpływającego stada i nagle znikały. Znikały bo to co było na dnie także znikało. Kolejne nęcenia i kolejne oczekiwanie. Można by tak bez końca. Zaowocować mogła tylko dobra decyzja podjęta w odpowiednim czasie.





To czy była dobra okazywało się po czasie. Na nasze szczęście nasze decyzje były dobre w niemal 100%. Przez cały czas zasiadki udało nam się złowić 40 karpi, z całkiem niezła średnią ich masą. Nie będę tutaj mówił o masach i innych cyfrach bo są one zbyteczne i nie zobrazują mojej euforii, którą byłem i jestem ogarnięty.

Wróciłem i czuję się wyśmienicie nad wodą. W końcu to mój mały kolorowy świat. Pogoda przez te kilka dni również nam dopisała. Była odpowiednia dla nas i naszych pupili. Generalnie lepszej zasiadki nie mogłem sobie wymarzyć. W tym miejscu chciałbym przede wszystkim podziękować Michałowi za możliwości ukłucia tych pięknych i długich niczym torpedy karpi. Po raz pierwszy od tylu lat miałem styczność z tak silnymi rybami, które przetestowały wytrzymałość mojego sprzętu w 100%. Oprócz zdjęć z pięknymi rybami nie zabrakło krajobrazu i zdjęć, które mam nadzieję choć w jakiejś setnej procenta oddają panujący tam klimat, który jest jedyny w swoim rodzaju.





Na pewno tam wrócę, a kiedy to się okażę. Nie zwalniam tępa i po powrocie z zagranicy zaliczyłem już kilka nocek nad naszymi wodami. W najbliższym czasie wracam nad jedną z kaszubskich wód, które miałem okazje odwiedzić w zeszłym roku. Tam czeka na mnie kilka jej sporych mieszkańców, których mam zamiar spotkać. Będę miał na to dość dużo czasu, bo aż 11 pełnych dni… . Jak to się potoczy ? Na pewno się dowiecie, trzymajcie kciuki.

Adrian Zgórski - ACT


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama