"Niedołowiony" - Adam Chetkowski


Połowa czerwca eliminacja PCM 2017 miejsce , jezioro Wandzińskie koło Człuchowa .Startujemy wraz z Tomkiem „Szamanem „ Milińskim jako Team Addera ,woda wybrana przeze mnie nieprzypadkowo, bo poza rybami zawsze ważny był urok wody i jej otoczenia .



Stanowisko nr 1 jest zachwalane przez miejscowych a nam po wstępnym sondowaniu wydaje się świetnym strzałem ,Tomka czary przy losowaniu zdaje się poskutkowały .Sondowanie i spombowanie ...spombowanie i jeszcze raz spombowanie ,na koniec kije do wody i czekamy .




Z opowieści wiedziałem że nad wodą „gospodarzą” bobry , ale ilość przerosła nasze wyobrażenie .Spławy w zestawach które okazują się bobrowymi igraszkami i pływanie pod wędkami to norma do jakiej musieliśmy się dostosować . Obcowanie z przyrodą w czystej postaci .... coś wspaniałego .





Piękna miejscówka okazała się bezrybiem ,karpie wyraźnie ustawiły się pod drugim brzegiem dawały się odłowić naszym rywalom z naprzeciwka .Delikatne branie po 24 h dało nam nadzieje lecz tylko na chwilę .Zdobyczą okazał się gruby karaś o masie około 2.5-3 kg .Nie o takim PB marzyliśmy...




No i zaczęło się kombinowanie z przynętami ,zanętami ,przyponami ...i czekanie ,czekanie ,czekanie ...




W ostatni wieczór zawodów mamy eleganckie branie ,moja kolej cięcia więc z trwogą holuję naszą honorową rybę .Jesteśmy zadowoleni z tego „bajtla „o masie 7.200 ...zrobiliśmy wszystko aby się do nich dobrać .



Jeziro przepiękne takie jakie kocham poza” tojką” w lesie praktycznie zero ingerencji w otoczenie wody ...bajka z moich snów i marzeń.
Jak tytuł głosi zarówno ja jak i Tomek po tej imprezie byliśmy mocno niekontent ...nie połapaliśmy a nastawienie było mega bojowe .Nosiło mnie po domu i wypatrywałem najbliższej okazji do wyprawy na ryby.Syn po odebraniu świadectwa zasłużył na nagrodę w postaci wyjazdu z tatą na zasiadkę ;-)))
Oznajmiliśmy małżonce i mamie w jednej osobie że znikamy na dwie doby .Pakowanie ,zakupy i wyjazd tym razem na jezioro Miłoszewskie .




Zasiadamy na stanowisku 29 ,naliczonych ekip nad wodą około 13 i podobno wszyscy regularnie łowią .Odwiedza nas właściciel i opiekun wody Karol i na moją prośbę doradza co, gdzie i jak.

Miejscówki zasypane ,zestawy wywiezione ,pozostaje tylko spokojne oczekiwanie kręcenie "pefałek" piwko ,kolacja i festiwal spławów ...po co komu jakieś Opole ?
Pierwszej nocy zaliczamy trzy brania i dwie ryby na macie .W roli głównej Prawdziwy Donald i Truskawka Ryba .Ostatnie branie o świcie to i po aparat było łatwiej sięgnąć .





Ryby nie są kolosami ale po bezrybiu z zawodów każda rolka na moich sygnałkach to lek na serce .
Szymon notuje nowy PB 12 kg i wzorowo podbiera moją trzynastkę .Poranna sesja nad którą musimy jeszcze popracować (pretekst do kolejnych wspólnych wypraw )




Śniadanko, szykowanie zanęt i zestawów zabiera nam sporą część przedpołudnia .Pogoda ma się pogorszyć na co Karol telefonicznie oznajmia ...”będą brały ...Miłoszewo lubi taką pogodę ...szykuj się na brania ...połapiesz”. Jak powiedział tak było .Z konkretnym startem o 21.30 golec 18.800...kolejne brania prze całą noc aż do 6.45 .Siedem brań przeplatanych wywózkami w egipskich ciemnościach z burzą na horyzoncie .W efekcie sześć złowionych ryb w przedziale 11-18.800 kg .Mój partner wytrwał do 3 brania ,potem ze snu nie wyrwał go nawet przenikliwy jazgot moich MX+.





Poranny raport do Karola wyraźnie go ucieszył .Podsumował to jednym zdaniem „Ty to chociaż posłuchasz i pracujesz na te brania bo inni wszystko wiedzą lepiej a potem niezadowoleni że nie połapali” .A czemu nie posłuchać kogoś kto zjadł zęby na tej wodzie ?






Wszystkie karpie wróciły do wody a ja „nałowiony” wraz synem do domu ....




...ale coś dziwnie nosi mnie po „chałupie”.

Pozdrawiam Adam Chetkowski





Szybki Kontakt
Reklama
Reklama