Studenckie Karpiowanie - Adrian Zgórski


Z uwagi na studia i weekendowe dodatkowe zajęcia praktycznie nie mam czasu na zasiadki. Chyba, że … no właśnie. W grę wchodzą tylko nocki nad wodą. Środek dnia niestety padnie łupem zajęć na uczelni. Kilka pierwszych mocnych promieni w poprzedni weekend pomogło podjąć tylko jedną decyzje. Czas wdrożyć plan w życie. Brzmi on następująco, we wtorek rano wypakowanie sprzętu. Pozostawienie go na stanowisku i kierunek uczelnia. Po zajęciach powrót i umieszczenie zestawów w wodzie. Plan mógł tylko wypalić na łowisku zamkniętym dla osób z zewnątrz. O tej porze roku populacja ryb także ma znaczenie. Zasiadka nad zbiornikiem, w którym pływa 20 ryb byłaby totalnym bezsensem. Woda ma zaledwie coś ponad 4 stopnie, więc aktywność ryb jest praktycznie znikoma. Wybór padł na łowisko Szachty. Położenie nieopodal centrum miasta miało także kluczowe znaczenie. Sprzęt ograniczyłem do minimum. Pogoda nie zachęcała zbytnio do wypadu. Trzeba było z apomoca igły przebić bańkę zimowej próżności.



Jednak chęć spotkania się z którymś z mieszkańców tego zbiornika była silniejsza. Po słonecznym weekendzie zostało tylko wspomnienie. Delikatna przelotna mżawka i porywy wiatru to prognoza na kolejne dni. Nad wodą miałem zamiar spędzić dwie nocki. Oprócz mnie i mojego znajomego nad wodą swoich sił próbowało jeszcze trzech karpiarzy usytuowanych trochę w innej części zbiornika niż wybranej przez nas. Wybór padł na stanowisko z dostępem do głębszych miejsc, jak i tych płytszych. Nie mogliśmy przewidzieć gdzie na 100% znajdziemy ryby.

Nos podpowiadał, że będą to głębsze partie wody, jednak karpie jak to karpie, nie zawsze są przewidywalne. Po zajęciach docieram nad wodę i czym prędzej biorę się za tzw. robotę. Do dyspozycji mam trzy wędki co daje komfort i przewagę w poszukiwaniu ryb. Wytypowałem trzy różne miejsca. Nęcenie ograniczyłem do naszego drobnego halibutowego pelletu i kruszonych prototypowych kulek, razem upakowanych do niewielkiej siatki pva. Do komory łodki wpada jeszcze kilka Amoków, które mimo zimnej wodzie odciskają swoje piętno na dnie zbiornika. Ostatni zestaw wywożę już w ciemności. Teraz czas na trochę spokoju i złapania oddechu. Przez cały dzień o tym właśnie myślałem. Pierwsza nocka w roku nad wodą. Nie mija godzina a jeden z moich delkimów odzywa się. Najpierw delikatne pik, które przeradza się w ciągły dźwięk i porządną roladę. Podnoszę kij z niemałym zdziwieniem. Tak szybko przyszło mi poczuć ten ciężar podczas holu. Zestaw wywieziony na blisko 180 metrów, by piękno chwili trwało jak najdłużej hehe. Delikatne pompowanie, któremu poświęciłem całą uwagę. Nie chciałbym rozpocząć sezonu od spinki, zresztą kto by chciał. Wszystko idzie po mojej myśli i karp ląduje w podbieraku. Nie mogę uwierzyć własnym oczom. Na mojej macie ląduje piękny 13 kg mirror. Sesja zdjęciowa trwa dosłownie chwile i karp wraca do swojego domu.




Odwracam się w stronę namiotu, a tu odzywa się mój drugi sygnalizator. Dosłownie tak samo jak przed chwilą. Wyobrażacie sobie ? Mamy 7 marzec, a branie po braniu i to z zupełnie innych miejsc. Tutaj piękno chwili trwa nieco krócej. Znowu wszystko przebiega zgodnie z planem. MAM KOLEJNE PIĘKNE ZDJĘCIE :DDDDD Ufffff


W wodzie został jeszcze jeden zestaw, ale na razie się nie odzywa. Biorę się za wywożenie tych co na brzegu. Praca zostaje wykonana z jak największą dokładnością no i czas czekać na kolejne branie. W trakcie tego czekania znajduję kilka spokojnych godzin na przespanie się. Sen przerywa mi kolejna rolada z najdalszej miejscówki. Czym prędzej podnoszę kij. Próbuję holować jednak ryba stoi w miejscu i nie daje się ruszyć. Sama wyznacza kierunek, w którym chce podążać. Ja próbuje się dostosować i w konsekwencji postawić na swoim. Mozolnie, bo mozolnie ale w końcu się udaje. W podbieraku ląduje naprawdę kawał KONIA. Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć. Szczęście mi sprzyja i to jeszcze jak. Waga pokazuje czyste 18 kg. Wszystko reasumuje sobie w głowie. Jednak emocje są za duże. Ryba ląduje w worku i czeka na poranną sesję. Z uporem maniaka zakładam kulki na włos i posyłam zestaw w wyznaczone miejsce, które przyniosło już dwie ryby. Przynosi również i trzecią. Odstęp od poprzedniego brania to niespełna godzina. W macie orientuję się, że to znowu ryba słusznych rozmiarów. Waga przekracza 15 kg… Ja chyba śnię. Wkładam kolejną rybę do worka i chyba czas w końcu się wyspać. To była bardzo pracowita i nieprzespana noc. Rano sesja zdjęciowa przy pięknych promieniach słońca, które wyszło na czas robienia zdjęć i równie szybko schowało się za chmurami. Przebieram się w strój codzienny, zestawy lądują na brzegu i czas w drogę.







Na uczelni dłuży mi się niesamowicie. W myślach miałem kolejne kabany. Jednak jak to pisałem na początku karpie bywają nieprzewidywalne. Tak i było tym razem. Szybki powrót nad wodę. Zestawy wywiezione w te same łowne miejsca z poprzedniej nocy. Sytuacja uległa jednak zmianie. Nie uświadczyłem w trakcie nocy żadnego karpiowego kontaktu. Za to na brzegu wylądował piękny, złocisty leszcz. Taka o mała lekcja pokory. Chciałem chyba za dużo hehe…. Pierwsza zasiadka w sezonie zdecydowanie udana. To chyba nawet mało powiedziane. Mamy marzec a tu na rozkładzie już takie piękne ryby. Zasiadka dała mi sowicie w kość. Nieprzespane noce i dojazdy. Ciągnie wilka do lasu i już niedługo powracam znowu nad brzeg wody, a której to zobaczymy. Sezon uważam za rozpoczęty !


Adrian Zgórski

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama