Relacja z zawodów. Golden Carp Nekielka 2011

Relacja z zawodów. Golden Carp Nekielka 2011

Tyle tych relacji było ze nie wiem od czego zacząć.
Pomińmy przygotowania, losowanie itp. ….

Przyszło nam łowić na stanowisku nr. 30. Naprzeciwko największej "zakrzaczonej" wysepki.
Miejsce cieszące się niezłą opinią. Podczas rozkładania obozowiska powiedziałem do Jacka ze te zawody od początku są "dziwne", sam nie wiem skąd to odczucie. Ale rzeczywiście takie były…..

O 15 zestawy lecą do wody, w miejsca wcześniej wytypowane i  "przeczesane" echosondą.

Pierwsze dwa brania w nocy, i ryby spięte, cholera myślę sobie, co jeszcze jest nie tak, przecież modyfikacji zestawów końcowych było tyle ze trudno się połapać.  Nad ranem kolejne branie, tym razem karp 12,3 kg ląduje w podbieraku.



Kolejne branie i kolejna ryba tym razem 3,5 kg. Olbrzym to to nie był ale do klasyfikacji się liczył.
Myślę sobie nie jest źle, a nie minęła  jeszcze pierwsza doba.
Śniadanko zjedzone, gramy partyjkę szachów, zapijając piwkiem które jeszcze nie zdążyło się "ugotować". Jackowi został ostatni ruch żeby mnie "zmatować", nie zdążył . Startuję do brania , zacinam … siedzi. Holuję i cały czas siedzi, stwierdzam ze 5 kg powinien mieć. Gdy ryba jest 40 metrów od brzegu, zmieniam zdanie co do wielkości, ale w najśmielszych oczekiwaniach nie liczę na to co za chwile ma nastąpić. Ryba krąży jak rosyjski uboot , nie dając oderwać się od dna. Krąży i krąży, zaczyna mnie boleć ręka. Gdy pokazała się pierwszy raz, widział ją tylko Jacek. Niestety nie wypada napisać słów które wypowiedział.  Dał mi do zrozumienia że jednak moja ocena wagi duuuużo się różni od rzeczywistości. W końcu Jacol podbiera rybkę, a ja patrząc w podbierak, nie wierzę własnym oczom.  Przepiękny i ogromny karp, leży w podbieraku, a ja trzymam wędkę. Z tego wynika ze ja go złowiłem, nie wierzę w to zresztą do dzisiaj. Moja czapka leci do góry, spadając trafia w szachownicę, więc mata nie ma :
Dzwonimy po sędziego, mówimy ze mały nie jest, więc sędzia pojawia się tak szybko jak tylko możliwe. Przed jego przyjazdem łowimy jeszcze w amoku 5 kg wnuczka. Waga wskazuje 19,60 kg. Życiówka jak się patrzy. Kurcze jaki byłem szczęśliwy…



W tym momencie jesteśmy na pierwszym miejscu w zawodach.
W nocy z czwartku na piątek nie łowimy nic… spinamy nad ranem dwie ryby praktycznie przed samym podbierakiem i to wszystko. Choć z wynikiem  40.30kg nadal prowadzimy, to chłopaki obok zaczynają regularnie łowić amury.
W piątek doławiamy trzy rybki i nadal prowadzimy. Choć amury chłopaki ciągną że hej,.
Noc z piątku na sobotę  łowimy kolejne ryby, niestety od dwóch dni biorą same "szczynge" po 3- 3,5 kg, gdzieś tam po drodze zdarza się 6 kg.  Spadamy przez to na druga pozycję. Mając  12,6 kg straty.
Mamy już sobotę a  jutro koniec zawodów, do tego wszystkiego ja musze się urwać na uczelnię. Zostawiam Jacka samego, a ja śmigam.  Po trzech godzinach nieobecności dzwonię do niego z pytaniem co się dzieje. Wykonanie tego telefonu nie było najlepszym pomysłem. Przed chwilą Miał trzy brania prawie jednocześnie, spinał jedna rybę zacinał drugą trzymając jeszcze w ręce kij na którym było to pierwsze branie. I tak dwie ryby spięte, jedna 1 kg na macie , nie liczona oczywiście do kwalifikacji, miał prawo się zirytować.  Wracając wstępuję do KFC  po kolację, robi sobie kolacyjkę z kurczaczkami na ostro i winkiem półwytrawnym- a co ! Po przyjeździe okazuje się że dołowił jeszcze karpia 7 kg z kawałkiem, cieszę się że w końcu cos większego.



Po kalacyjce, kombinujemy, w końcu ostatnia noc przed nami, a wszystko jeszcze możliwe, przegrywamy na tą chwile o 14,20 kg.  Ale do południa amury z chłopakami przestały współpracować.
Mała korekta jeżeli chodzi o miejsca położenia zestawów.
Noc… to była noc z serii tych nie daj się , co cię nie zabije to cię wzmocni.
W nocy nie śpimy, tzn. śpimy z przerwami na fotelach, w sumie może 1,5 godziny. Łowimy za to cztery ryby, chłopaki amurowcy  z Expert -Karp Teamu tylko jednego karpia.  
Rano okazuje się że wróciliśmy na pierwsze, mając przewagę  5,60 kg i 108,20 kg ogólnej masy złowionych ryb.. Zawody trwają do 11.00 więc jedziemy z koksem dalej. Jednak tego co się wydarzyło nie przewidziała by nawet wróżka.  Przez ostatnie trzy godziny zawodów istne szaleństwo.
Doławiamy trzy ryby, ostatnia 15 minut przed zakończeniem, wszystkie powyżej 10 kg. Udaje nam się na koniec sfotografować dublecik.



Wyprzedzamy druga ekipę o 38.10 kg, kończąc zawody z wynikiem 140,70 kg, i 19 rybami złowionymi.

Wrażenia po imprezie nie do opisania, to trzeba przeżyć. Jest tylko jedno ale, myślę że coś takie zdarza się raz w życiu, a My mamy to już niestety za sobą.

Podziękowania dla wszystkich którzy byli.
Dla chłopaków z Expert- Karp Teamu za walkę do samego końca - to dzięki Wam chłopaki wykrzesaliśmy z siebie resztki sil rano po nie przespanej nocy.
Podziękowania dla organizatorów i sponsorów.
Dla właściciela firmy Adder Carp - Marka Hallasa.


W dobrych humorach, z karpiowymi pozdrowieniami:


Jacek Głęboczyk & Tomasz Ludzkowski - Adder Carp Team

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama