Miejskie wody
Kiedy za oknem widać pierwsze promienie wiosny, a słupek rtęci na termometrze idzie w końcu mocno do góry, na drzewach widać pierwsze pąki, to każdy z nas zastanawia się nad tym, jaką wodę wybrać na pierwszą zasiadkę? Jak urwać się z domu i w końcu zarzucić wędki. Od razu przypominają nam się chwile spędzone nad ulubionym łowiskiem, długie hole i adrenalina, która im towarzyszy. Niestety wody te najczęściej są jeszcze niedostępne (ze względu na lodową pokrywę). Wtedy nasze myśli kierujemy w stronę łowisk specjalnych, które są płytkie. Woda w nich szybko się nagrzewa, co pozwala nam sądzić, że i nasi ulubieńcy przebudzili się już ze snu. Tak zazwyczaj jest. Jednak, aby wybrać się nad takie łowisko, potrzebujemy całego dnia. Musimy wcześniej zarezerwować miejsce. Czasami okazuje się, że w dniu wyjazdu pogoda jest tak paskudna, że psa na dwór żal wygonić, a co dopiero samemu wyjść.
Chciałbym Wam zaproponować rozwiązanie, które odkryłem w tamtym roku. Sprawa jest prosta. Zamiast jeździć poza miasto i tracić czas na dojazdy, warto zwrócić swój wzrok na wody blisko domu, te które mijamy w drodze z pracy do domu, te nad którymi spacerujemy w niedzielne popołudnie. „Miejska woda” to często małe stawy albo jeziorka w parkach. W mojej okolicy jest kilka takich niedocenianych „miejskich wód”.



Jest kilka przesłanek, dla których warto wybrać się właśnie nad takie „bajorko”. Pierwszą z nich jest fakt, że znajduje się ono właśnie w mieście, gdzie temperatura jest zawsze kilka stopni wyższa. Poza tym dobowe amplitudy temperatur są dużo mniejsze, gdyż nagrzane podczas dnia betony, asfalty itd. wolniej oddają ciepło w nocy niż ziemia, więc woda na 100% jest cieplejsza niż poza miastem.



Druga to fakt, że do końca nie wiadomo jak duże karpie mogą w tej wodzie pływać. Co roku przed Bożym Narodzeniem słychać o akcjach w miastach, w których wypuszcza się karpie do wody (nie popieram tego procederu ze względu na przenoszenie w ten sposób różnych chorób, w następstwie których populacja karpi może zniknąć). Kolejna przesłanka to sama bliskość tej wody, gdzie przy okazji niedzielnego spaceru z rodziną lub w drodze do domu z pracy możemy sobie pod nęcić miejscówkę. Ostatnią będzie fakt, że gdy zrobi się ciepło, przyjdzie lato, to akwen może być nawiedzany codziennie przez tłumy ludzi, którzy się kąpią chodzą z psami i uprawiają różne sporty (nierzadko wodne), co utrudni lub uniemożliwi spokojne zasiadki. Oczywiście nie można wykluczyć zasiadek w lato, bo jeżeli akurat nie mamy dużo czasu, to czemu nie wybrać się nad „bajorko” na parę godzin, jeżeli w dodatku pada lub padał deszcz, to tylko lepiej, bo mniej „intruzów” tam spotkamy. Myślę, że warto odwiedzić taką wodę. Pomimo ulicznego zgiełku oraz tłumów ludzi damy radę znaleźć miejsce dla siebie, w którym będzie można odpocząć i oderwać się na chwilkę od codzienności.



Samo przygotowanie się do łowienia nie jest zbyt skomplikowane. Należy pamiętać o kilku rzeczach:
Obserwacja wody ponad wszystko. Zlokalizowanie dużych ryb to 70 % sukcesu. Gdy będziemy wiedzieli, gdzie najczęściej przebywają, to zmniejszy to sporo czas oczekiwania na brania. I tu znowu mamy ułatwienie, bo możemy to robić przy okazji wyjścia z dziećmi lub żoną na spacer (z moich obserwacji wynika, że ryby starają się przebywać w miejscach spokojnych. Jeżeli dookoła wody jest chodnik i dużo ludzi się kręci, to ryby przebywają w środkowej części zbiornika. Jeżeli jednak któryś brzeg jest niedostępny, to również tam możemy ich szukać zwłaszcza pod gałęziami drzew, które wiszą nad wodą.
Nęcenie również nie przysporzy nam problemów. Zwrócę tylko uwagę, aby na początku nie nęcić zbyt obficie, a raczej punktowo i dobrym towarem 50-100 kulek max.
Strategiczne może okazać się miejsce naszego obozowiska. Ważne jest, aby znajdowało się jak najbliżej parkingu i było na uboczu.
Ostatnią rzeczą i chyba najważniejszą jest bezpieczeństwo. Warto na zasiadki w miastach zabierać ze sobą kolegę lub nawet kilku. W grupie raźniej i bezpieczniej. Jak mamy możliwość, to zabierajmy psa. On z przyjemnością pobiega po parku, zamiast siedzieć w domu. Jeżeli go jednak nie mamy, może sąsiad wypożyczy swojego pupila na kilka godzin, a może po krótkiej namowie usiądzie razem z Wami. W końcu on też chce czasami odpocząć od żony albo urwać się z domu, gdy szykuje mu się ostra awantura :D Po kilku takich nocnych lub wieczornych zasiadkach może się okazać, że zostanie kolejnym zapaleńcem. Jeżeli jednak nic z podanych przeze mnie pomysłów nie wypali, to proponuję uzbroić się w gaz i czujkę ruchu. Ale pamiętajcie, że żadne wędki ani inny sprzęt nie jest wart naszego zdrowia i życia.


P.S. Czasami warto wykorzystać nad miejską wodą rzeczy, które się tam znajdują. Zamiast ciągnąć ze sobą łóżko albo fotel, do siedzenia i leżenia można zaadoptować ławkę, wystarczy postawić na niej brolly, aby uchronić się przed deszczem :D



Sebastian Marcinkowski
Marcinkowski Team Poland
www.mtp.dbv.pl/news.php



Gdy Sebastian zaproponował mi wspólne napisanie tego materiału bardzo się ucieszyłem bo dość spore "doświadczenie" jeśli chodzi o "miejską wodę" posiadam. Jako młody chłopak dość poważnie zaangażowałem się w pracę na jednej takiej "miejskiej wodzie". Urokliwej , nieobliczalnej i naprawde fascynującej. W dzien zwykła sadzawka w środku miasta któa w nocy zamieniała się na wędkarski raj.
Cisza, spokój i niesamowicie trudne łowisko.




Wyjęcie ryb z tych trzcinowisk to by zwykły "fart". Ryby po braniach wbijały się w trzcinowiska po kilkudziesięciu sekundach od momentu zacięcia. Frustracja to małe słowo by nazwać co się czuło po takiej akcji która powtarzała się cyklicznie na każdej nocnej zasiadce.
Miejskie wody. Mogą pełnić rolę rekreacyjną i jak w moim przypadku edukacyjną bo muszę powiedzieć , że po takim poligonie naprawdę mało łowisk na które jeżdżę mnie przeraża. Tutaj nauczyłem się , ze to ryba jest Panem sytuacji we wodzie i naprawdę gdy łowisko jest trudne mamy mało do powiedzenia.
Nawet gdy pompując zabierzemy jej 10 metrów ona zrobi swoje 20 w bok ;)



Jednak czasami dawało to plon w postaci fotek o poranku lecz przez wiele lat łowienia bilans jest tak niekorzystny , ze aż strach by było zabrać się za statystyki.



Na wodzie którą prezentuję kilka lat temu założyliśmy stowarzyszenie wędkarskie. Mieliśmy wiele problemów wewnątrz stowarzyszenia gdyż jak to łatwo przewidzieć starły się wizje rozwoju łowiska które jedna ze stron chciała rozwijać a druga eksploatować ;) ( bardzo delikatne określenie mięsiarstwa).
Jednak pomijając wszystkie złe rzeczy było to coś pięknego.

Jak Sebastian wspominał - miejsce spotkań kolegów. Środek miasta i spontaniczna zasiadka teamowa ;;)



Gdy o poranku tłumy zmierzały do kościoła na brzegu już nie było śladu tej nocnej imprezy.



taki wodok , gdzie by nas nie zastał , gdy potrafimy pozbyć się tego co nas dookoła denerwuje jest wspaniały. Niektórzy z nas widzą tą wodę z okna i w nocy słyszą spławy niemałych karpi które już wiele razy dały nam w kość.

Zabieram tam czasami córkę by posiedzieć z wędką w środku miasta - niesamowite



Wędkarstwo powinno cieszyć. Gdy znajdzie ktoś możliwość zagospodarowania takich wód proszę mi uwierzyć , że jest to bardzo łatwe. Takie zbiorniki są zawsze kulą u nogi lokalnych władz. Trzeba to zabezpieczać , sprzątać , najlepiej by było zasypać. Wędkarze , biorąc taką wode w "swoje ręce" robią miastu przysługę. Sprzątają wodę, pilnują porządku - w porozumieniu ze strażą miejską można wprowadzić w zakres ich obowiązków kontrole i stworzyć naprawdę coś fajnego, jak nie dla siebie to chociaż dla młodych którzy zawsze spędzą nad taką wodą miło czas. Dodatkowo istnieje wiele możliwosci pomocy finansowej ze strony miasta i nawet , jeśli nie stworzymy sobie ze względu na lokalizację swojej ostoji spokoju to zrobimy coś wielkiego dla innych.

Choć tak naprawdę ................. ja cały czas spacerując dookoła mojego stawku wspominam takie poranki



Mój raj w "Betonowej Pustyni"

Daniel Kruszyna


P.S ................ wielkie podziękowania dla Sebastiana , że choć wspomnieniami wróciłem do tych lat ;) ........W dniu ślubu przyjaciel złozył mi takie życzenia. "Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia ' i szepnął mi na ucho " Pobiłem dziś w nocy Twój rekord z naszego łowiska" hehehhe - do dzis śmieję się ze swojej miny gdy oglądam na Video swoją reakcję :)









Szybki Kontakt
Reklama
Reklama