Marcowe zmagania z wiosenną aurą i karpiami z Gosławic


Długo wyczekiwany sezon wreszcie rozpoczęty na dobre. Za oknami pogoda zmienna niczym obrazki w kalejdoskopie ale ja z uporem korzystając z zaproszenia Tomka wybieram się 3 raz w tym sezonie na karpiową zasiadkę . Tak już teraz mogę powiedzieć śmiało że karpiowa bo jest to mój drugi wyjazd z rzędu gdzie na mojej macie lądują karpie .

Mamy czwartek gdzie około godziny 14:30 stawiam się u Tomka .Szybkie przepakowanie gratów z króciutką przerwą na kawę i ruszamy w drogę . Tym razem miejscem docelowym mojego wypadu jest Łowisko Gosławice. Po dojechaniu na miejsce bierzemy się za rozłożenie całego obozowiska i nasze pierwsze zestawy lądują w wodzie . Szybki rekonesans i okazuje się że na całej wodzie siedzimy w 4 ekipy które zajmują pomosty 1 , 14 , 20 i My na 6.



Zaczynamy dość pechowo bo chciałbym zaznaczyć iż do środy aura za oknem była naprawdę sprzyjająca a od czwartku znacząco się oziębiło . Jest to wyjątkowe spotkanie bo podczas naszego pobytu nad wodą Tomek obchodzi swoje kolejne '' 18 urodziny '', więc tuż po rozłożeniu całego majdanu wznosimy pierwszy wspólny toast.

Czas tego wieczoru upływał strasznie szybko i nawet nie wiem kiedy wybiła godzina 3 w nocy która okazała się szczęsliwą godziną dla Tomka . Tak to właśnie o tej godzinie jest pierwsze branie . Szybki zryw do wędki i po chwili zdobycz Tomka ląduje w podbieraku . Po wyciągnięciu ryby na matę na naszych twarzach mega banan - piękny okaz pełnołuski (pomyślałem gość w czepku urodzony a te ryby Go tu poprostu kochają) Nie zastanawiając się długo przekładamy rybę do worka i sprawdzamy jej wagę ......
Tak to nie sen waga pokazuje 21.4 kg co ustanawia Tomka nowy rekord karpia pełnołuskiego i tu warto zaznaczyć rekord swój bije po raz drugi na tej wodzie obchodząc swoje urodziny. Camonnnnn - ten okrzyk radości rozlegał się przez kilka sekund nad wodą

Wspólnie postanawiamy rybę przetrzymać do rana by była mozliwość zrobienia ładnego zdjęcia.




Z samego rana szybkie odwiedziny u znajomych na stanowisku 20





po czym wracamy do siebie i bierzemy się do pracy.

Około godziny 12 w połódnie wreszcie pierwsze branie na jednym zmoich kijów , dość sprawny hol do samego brzegu i pierwszy mój karp jest już na brzegu :) szczęście tym razem uśmiechnęło się do mnie bo nawet nie zdązyliśmy zrobić zdjęcia a tu kolejne branie na moich patykach .



Tego dnia działo się bardzo wile i tu można by było długo pisać .... a i tak pewnie coś bym ponminął :)

Szybka integracja połączona z urodzinami Tomka przebiegała w miłej atmosferze przy delikatnej degustacji trunków .




Gdy tylko Wszyscy się rozeszli postanowiłem poprzewozić swoje zestawy na noc .

W tak zwanym między czasie potwierdziła się informacja że odwiedzi nas Krzyś z Kajmanów więc postanowiłem na niego czekać przy kijach. Korzystając z wmiarę sprzyjających warunków przygotowałem sobie trochę futerku dla karpi który postanowiłem sypać pod wszystkie moje zestawy .





Nastała szarówka a na moich zestawach kolejne branie ... jest jest sobie szeptam pod nosem i szybkim krokiem staje przy wędce . Kolejny karpik na brzegu tym razem nie za duży ale jak że mocno cieszy o tej porze roku.




Wreszcie dojechał Krzychu - kajmańskie powitanie i zasiedliśmy przy browarku .

Po nie długiej chwili od przyjazdu ''Kajmana" z przyczepy wyłania się Tomek z wielkim zaskoczeniem że kolejna osoba stawiła się u nas nad wodą robiąc mu niespodziankę .

Rozmowy do późnej nocy a od samego rana zaczynam kolejne zmagania z gosławickimi karpiami .

Szybka przewózka dwóch zestawów zaowocowała nie mal że ekspresowo i w ciągu 25 minu odnotowuje 2 brania z czego jedno oddaje Krzysiowi który z nami został przez nockę .






Ten dzień - czyli sobota był zwariowanym dniem gdyż brania na moich zestawach były praktycznie cykliczne . Koło godziny 13-14 odwiedza nas ekipa z Konina



gdzie pod ich obecnością doławiam kolejnego karpia tym razem pełnołuskiego o wadze 10.5 kg ,

piękne sa te karpie aż do teraz nie mogę się napatrzeć na zdjęcie .



Nie udało mi się złowić nigdy wcześniej karpia pełnołuskiego po wyżej 10 kg więc moja radość tym bardziej jest duża .

Goście powoli zaczynają nas opuszczać a ja zastanawiam się z Tomkiem co robimy inaczej że ja mam systematyczne brania a On nie .

Wydaje mi się że karpie przez ostatnie dwa dni schodziły do samego dna a jednak Tomek łowił na zestawy podniesione , ja zaś na bardziej zbalansowane .

Co ciekawe oboje sypaliśmy podobne ilości smakołyków do wody a jednak do końca dnia sygnalizatory Tomka milczały w przeciwieństwie do moich.




Nadchodzący wieczór znacznie chłodniejszy od poprzednich bo w powietrzu było czuć mroźną nockę. Nie myliłem się nic a nic co zresztą będzie widać na którymś ze zdjęć .

W ostatnią noc odnotowaliśmy razem z Tomkiem łącznie 5 brań z czego 4 karpie i jeden leszcz .









W ostatnią nockę okradziono nas .... TAK okradziono z jednej godziny gdyż czas naszej wspólnej zasiadki skutkiem przestawienia z soboty na niedzielę zegarków o godzinę do przodu skrócił naszą zasiadkę :D bez obaw na łowisku jest naprawdę bezpiecznie .

Był to dla mnie mile i energicznie spędzony czas a cieszę się szczególnie że kończę tą zasiadkę z wynikiem grubo ponad 100 kg złowionej ryby .

Po raz kolejny obsypywane zestawy futerkiem z Addera nie zawiodły a to mnie nakręca na ten sezon jeszcze bardziej .Dodatkową radość daje coś, co czasami wprawiało mnie w zakłopotanie. Kulki nie muszą być zbliżone strukturą do zanęty by potrafiły rozkręcić łowisko. Przydaje się to zwłaszcza tam gdzie karp nie stanowi 95% populacji ryb , gdzie w łowisku goszczą inne ryby i potrzeba namiastki selektywności - tym większy PLUS ;)

Na koniec raz jeszcze gratulacje dla Tomka Spaszewskiego za pobity swój rekordzik, a dla Wszystkich nas odwiedzających gorące pozdrowienia .


Piotr Herian
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama