"Prawdziwa" Zasiadka - Daniel Kruszyna

Rybieniec. Łowisko w Wielkopolsce , które stało się miejscem moich wczesnowiosennych zasiadek. Gdzieś w instynkcie samozachowawczym zacząłem podświadomie unikać presji łowiskowej , co rzuciło mnie ponownie w to urokliwe miejsce , gdzie natura tylko w znikomym i niezbędnym stopniu została poddana ingerencji człowieka. Najważniejszym atutem tej wody jest cisza i swoboda działań co pozwala mi zrealizować się w 100%.
Wschód słońca nad wodą , mgła która opada w tą schowaną pośród wzniesień nieckę oraz odgłosy natury w postaci dziesiątek gatunków ptactwa nie tylko wodnego pozwalają w pełni zrealizować się człowiekowi którego czasami to co się dzieje wokół niego przerasta.



Przez wiele lat czekałem na swoją wielką rybę. W ubiegłym sezonie udało mi się spełnić tą komercyjną potrzebę która nie zmienia w życiu człowieka nic poza tym , że do tego czasu napędza w nim koniunkturę zaburzeń wartości przez pryzmat pogoni za tym co kompletnie nieistotne.

Udało się i odhaczone. Następnej pogoni za kolejnym + z przodu nie będzie.

Wyjazdy na Rybieniec zawsze czymś zaskakiwały. Barwnym epizodem , były kilkukrotne spotkania z pupilkiem tej wody BERTĄ, która nawet na cześć jej pogromcy została przechrzczona na KRUSZYNKĘ.
Tutaj musze przyznać , iż traktowałem te wyjazdy bardzo chilloutowo. Do tego sezonu była to typowa wędkarska rekreacja , bo rzekomo ( w moich odczuciach) w głębinach nie czaiło się nic, co by motywowało mnie do tego, by zasiadki traktować poprzez wyobrażenia o spektakularnych osiągnięciach.

Czyżby ????

Ta zasiadka pokazała jak przewrotne mogą być nasze wędkarskie ścieżki i jak wiele razy nam się tylko coś wydaje.
Standardowo wyjazd na 2 doby po dobowym dyżurze w pracy. Coraz trudniej się pracuje i coraz gorszym pomysłem jest taka organizacja wyjazdów. Na łowisko docieram wykończony, po drodze zaliczając drzemkę na parkingu a do przejechania miałem niespełna 100km.

Cały rytuał rozkładania obozowiska nie cieszył jak nigdy dotąd. Tylko wywieźć zestawy i zasnąć………

Ostatnie wyniki na łowisku całkiem przyzwoite. Ryba generalnie bierze wszędzie, ale trafiają się małe ryby. Czy są sposoby na selektywność łowienia??? Iluzoryczne są, ale to też kwestia szczęścia.
Postanawiam wozić zestawy na kilkumetrowe oddalenie od punktu nęcenia.
Na każdy zestaw 2 wywózki. Zanęta bliżej trzcin, a przed nią kilka kulek , kilka pelletów na obrzeża.
Zważywszy na ograniczenie wyłącznie do wywózki jednokomorowym modelem, jest to karkołomne, ale wykonalne.

Noc kończy jeden karpik któremu 30% zabrakło do 10 kg 
Hmmmmmm.

Nie żerują , czy to może być właściwa strategia???


Po kilkudniowej górce zerowej i zmianie pogody bardziej prawdopodobna jest żerowa absencja.
Cóż ……….
Mija południe gdy postanawiam przewieźć wszystkie zestawy. Ciężko na tej wodzie o brania w dzień.
Nawet nie wiem dlaczego z takim zapałem wziąłem się do pracy.

Tutaj nastąpi część która przez wielu może zostać odebrana za marketingową bablaninę, w końcu w firmie Adder Carp za nią bezpośrednio odpowiadam.



Przez ostatnie miesiące nie maleje zamieszanie wokół „Prawdziwego Donalda”.
Pominę część dywagacji o podłożu i konsekwencjach tego faktu, ale sam nie jestem zwolennikiem hipokryzji reklamowej wyznając zasadę , że dobry towar obroni się sam i nie trzeba w niego pompować nieziemskich nakładów bu ludziom go wciskać w ręce poprzez podświadomość.

Bynajmniej my wychodzimy z założenia , że nie mamy do czynienia z „debilami” i takich działań będziemy unikać.

Wszystkie zestawy uzbrojone w bałwanka z Prawdziwie Donaldowym POP-upem.
Możecie nie uwierzyć ale do czasu tego zamieszania z " Donaldem", spowodowanego tym , że ktoś nie trzyma ciśnienia, cofa mi się na samo spojrzenie na tą kulkę. W naszej zamkniętej Teamowej grupie na facebooku napisałem kilka dni temu , że jeszcze raz przeczytam gdzieś niczym nie uzasadnioną wstawkę , że Prawdziwy "gdzieś coś" to po prostu odejdę.

Klątwa Donalda mnie dosięgła. Miałem tą kulkę dotąd raz na włosie.

Po jej założeniu na Nekielce, po dwóch dniach złapałem pierwszą rybę gdzie dotąd nie potrafiliśmy nic wyskubać. Pomijam kilka zabawnych sytuacji , gdzie po prostu innym na nic innego nie brało, co można wrzucić na barki statystyki, która też ma swoje granice.

Może ktoś mi wytłumaczyć??? 4 brania w godzinę od wywiezienia zadipowanego, zaboosterowanego arsenału PD. Agresywny marketing pozwalał by mi bez mrugnięcia okiem na konstrukcję ponadprzeciętnych właściwości przynęty ale ja zadaje pytanie wszystkim co owe teorie do "zwymiotowania" głoszą pytanie??? Czy nasze jest tak samo dobra jak te wasze??? Tak????



Więc po co przepłacać - tyle sarkazmów i żartów.

Po drugim braniu poszedłem do samochodu by wrzucić akumulatory do ładowarki. Z automatu włączył się w aucie utwór SENS. Zanim przyciszyłem dostrzegłem , że mruga mi centralka na szyi.

Hol pełnołuskiej piękności z tym utworem w tle. Wzruszyłem się bo dla takich chwil żyję, i nigdy nie wpadnę ponownie w szpony cyfryzacyjnej pogoni. Raz już dałem się zapędzić.





Sielanka trwa, dojeżdża Sebastian , Marek.

Generalnie plan zrealizowany , choć cały czas pytanie jak się dokopać ??? Co zrobić by udało się w końcu położyć na macie coś godnego moich gabarytów. Musze chyba zrzucić kilkanaście kilogramów - będą ryby prezentowały się lepiej. Hehehee



Na noc taki sam scenariusz. Wywózka zanęty, wywózka zestawu. Zaczynam zauważać brak drugiej komory w łódce. wrrrrrrr

Około 22 branie. Pik Pik – wszystkie były takie niemrawe. Sebastian mówi – POCZEKAJ , zdążyłem odpowiedzieć NA CO?? I odjechał. Po zacięciu duży upór ale dał się lekko spompować , by zacząć tą nierówną walkę.
Przypominają mi się rozmowy z kolegami gdy zacząłem się „karpiowo” wyłamywać ze środowiska wędkarzy lekko gruntowych.

„ Na takie pały, grube żyłki, haki jak od kowala ryby nie mają szans”. Po części to prawda, ale nie w tym przypadku.

Ryba zaczęła przeć w trzcinowiska, które w tym miejscu tworzą dość szeroki pas we wodzie.

Decyzja ??? Po męsku stawiam mu opór. Zdaję sobie sprawę , że wszystko będzie odbywało się na granicy wytrzymałości zestawu , ale wiem też, że nie daruję sobie, jak nie podejmę próby jej zatrzymania. Mocne kije gną się tak jak na suchych testach. Ten kto takowe wykonywał wie , że to co na drugim końcu zestawu odczuwa mniejszy opór niż nasze odczucia z dolnika, a moje były kosmiczne.
Kilkadziesiąt sekund siłowej walki na pograniczu trzcinowiska i nagle luz. Luzzzzzzz
Puścił zestaw, pękła żyłka na wiązaniu z leadcore'm.
Ryba wygrała, pięknie walczyła i tym razem ona położyła mnie na macie.



Rozgoryczenie to dobre słowo. Ciężko przeżywa się takie porażki.
Analiza co nie tak. Może to , tamto albo zupa była za słona. Jedno jest pewne, z takim oporem się jeszcze nie spotkałem.

Przychodzi teraz na myśl pewna refleksja, wywodząca się z przysłowia "cudze chwalicie , swego nie znacie"

Teraz moje pobyty na "Naszej wodzie" będę traktował z większą pokorą a pisząc ten tekst przytoczę słowa otuchy które otrzymałem od Adriana Zgórskiego na facebooku.

Byle nie zawracać Daniel ! Była, jest i będzie gdzieś zapisana nasza porażka, ale to zależy od nas jak ją wykorzystamy. Wiem, że wykorzystasz ją najlepiej jak potrafisz i przy następnym spotkaniu to Ty wygrasz !!! NA ZIELONYM TLE


hmmmmm? Mój młody przyjacielu - jak dam radę , bynajmniej będę się starał i pik teraz będzie synchronizował się z pokładami adrenaliny co kocham niemiłosiernie.

D/K

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama