To co dał nam los.............. Rybieniec - majowe zmagania z samym sobą


Rybieniec , zatoka stanowisko nr 9 - ile razy po kolejnej spince , nie daj boże urwanym zestawie obiecywałem sobie , że stanąłem tam ostatni raz ??? , ale o tym gdzieś już było i nie będziemy do tego wracać.
Miejsce to wybrałem po ostatnich doniesieniach znad wody , że karpie zaczynają swoje gody, w tym roku znacznie przyśpieszone.
Zestawy powiezione w okolice wyspy, by wykorzystać kilka bramek które stanowią kanał przerzutowy do "raju miłości".



Apropo,s miłości. Zakochałem się w zdjęciach tego czerwonego ustrojstwa, i nic na to nie poradzę po raz kolejny dziękując anonimowemu gwiazdorowi, że chyba za szykany tego czeguś mi to sprezentował.
Swoją drogą , i tutaj może nie tyle reklama co zwykłe spostrzeżenie użytkownika. Inne firmy produkujące podobne statywy powinny się wstydzić jakości swojego towaru, cen które wypozycjonowali na poziomie abstrakcyjnie wysokim w relacji z tym co oferuje MECCANICA VADESE - czy polecam ??? by było śmiesznie - tak i nie - , i nie drążmy , już na tyle mnie znacie by samemu sobie odpowiedzieć ;)



Miejsce to wymaga użycia pontonu, bądź łódki nie w kontekście skuteczności lecz przede wszystkim ochrony ryb które często w walce o przetrwanie wykorzystują do ucieczki te korytarze.
Ostatnimi czasy testuję z powodzeniem łódeczkę zanętową. Następna zabawka z krainy karpiowych fanaberii które ewolują do granicy niebezpiecznego posiadania nad wodą rzeczy z pogranicza science fiction. Tutaj połączenie z pontonem który pełnił tylko rolę zabezpieczenia na wypadek jakiejś szeroko pojętej "awari" daje możliwość postawienia zestawu nie dość , że punktowo to dodatkowo dość cicho , wpływając w pobliże hasających w godowym tańcu i żerujących na ikrze ich braci i sióstr.




Uzbrojony w kolejny potrzebno-niepotrzebny arsenał wędzisk 10 stopowych w których można się zakochać ale nie koniecznie musieć je mieć by żyć. Wymusza to zakup nowych but Gripów - eeeeeeee bezpiecznie z gumką :)



Rozkoszuję się śpiewem ptaków które można również pokochać i jakimś cudem stają się wspaniałą pieśnią, a nie jak na pierwszy "rzut ucha" przeraźliwym krzykiem w którym nie da się myśleć.
Zresztą czy nie aby krzyczą by obwieścić całemu , budzącemu się do życia światu , że też są w fazie miłosnych uniesień ???



Wieczór przychodzi dość szybko , grill , kilka szklaneczek czegoś mocniejszego i parę godzin rozmów.
Zasiadka zaplanowana dość spontanicznie na która zaprosiłem Błażeja.
Nie lubię siać kryptoreklamy, ale też staram się stać na straży porządku w tym dziwnym karpiowym świecie. Wiem ile pracy wkłada w rozwój swoich projektów, jak wiele rzeczy modyfikuje by wszystko działało jak najlepiej i jak do tego zagadnienia podchodzi. Bardzo rzetelny gość - czy produkuje najlepsze rzeczy - nie wiem , nie znam się, ale na ludziach już tak - a taka postawa jaką prezentuje to pierwszy krok do solidności. Resztę oceńcie sami.

Około 3 postanowiliśmy iść spać by wywołać branie które lubi wyrwać z początkowego najbardziej twardego snu. Obudził mnie magiczny PIK u mnie. Wstałem , zapaliłem papierosa, wrrrrrrr znowu wracam do nałogu , wygrał ze mną po 8 latach, podchodził następne 2-3 by teraz zaatakować na dobre............. , i rozkoszuję się tym co na Rybieńcu najpiękniejsze.



Nagle u Błażeja rooooooola. Dobiegamy razem - podnosi kij , krótki hol , nie ma ryby ale coś dziwnego bo na drugiej wędce wygięcie w lewo , zestaw podniesiony był skrajnie w prawo. Później po analizach okazało się, ze brania były jednocześnie na oba zestawy.... hehehe
Z wody wyjechała piękna Nastka. Cieszyłem się razem z nim , wiedząc jak mało czasu może poświęcić na wędkowanie.



U mnie cisza.................... Hmmmm - wiec w ruch idą tajne sekrety ostatniej szansy.
Zestawy kładę po obserwacji.Niech tylko się pokażą w jakimś punkcie. Siadam na pomoście i poświęcam na to 2 godziny. W końcu się udaje. Markery na wodzie pojawiły się zaraz po wywózce. Skutecznie łupiąc dno z delikatnej zanęty.



Wraz z nimi do zerowania ruszyły leszcze i karasie ....wrrrrrrr, ale cóż.

Mój najnowszy wynalazek , 3 igiełki montowane na smyczce by już nigdy nie szukać igły. Dodatkową zaleta jest możliwość przygotowanie 3 kombinacji za jednym posiedzeniem przy torbie pełnej złotych kulek.



Poniżej łyżka obfitości.



Kępy porośnięte paprocią. Torfowe skarpy z podwodnymi komnatami sięgające 10 metrów w głąb, trzcinowiska , korytarze - każdy pik powoduje wnikliwa obserwację szczytówki której ugięcia pokazują , ze zestaw już może być pod tą burtą. Wrrrrrr - ale dzięki strzałówkom udaje się te ryby wytargać, byle była jej słuszna ilość bo zdarzało mi się ze nawet 20m nie wyłoniło jej spod kępy.




Pojawia się prezes , który po ataku szczupaka nie wytrzymał i wyjął z bagażnika wędeczke nawołując gwizdem niczym sumiarze używający kwoka by skusić drapieżnika do brań. Skusił tylko małego pasiastego przyjaciela. Widocznie za słabo gwizdał :) albo w nieodpowiedniej tonacji - hehehehehe



Generalnie po dobie bez brania, pojawia się światełko w tunelu. Dokładnie światełko, bo w oddali błyskawica podzieliła niebo na pół, zerwał się jakiś wiaterek wiec może????



Wszystko przeszło bokiem i jedyne co zmieniło to noc była cieplejsza niż ostatnia.

Hmmmmmm poranek przywitał mnie odjazdem. Ryba wyszła na otwartą wodę pobrykała, i zaparkowała na mieliźnie. Mielizna - zapomniałem wam powiedzieć o tym udogodnieniu w połowi dystansu na drugi brzeg. Ponton i chwila konsternacji. Cały czas jest - pokręciła mną na pontonie by w końcu wpłynąć do podbieraka. Ładna rybka - materiał na ostatnimi czasy popularne określenie dużej ryby " KONIA" hehe



Generalnie pojawiły się kolejne spławy, i w każde miejsce takiego spławu powiezienie zestawu owocowało braniami , których wymęczyłem jeszcze do odjazdu kilka.




Odjazdu.................... gdyby nie Wiciu i jego sprawna akcja ratunkowa siedział bym na Rybieńcu do jesieni ;) Ale miałem jeszcze troszkę zanęt przynęt i jedną konserwę o smaku kartona z domieszką plastikowej butelki za 2.99 w promocji. Dzięki wybawco - wiszę Ci pół .............. konserwy ;)

Z jedną rybka wiąże się bardzo ciekawa sytuacja która udało mi się nagrać - kiedyś do tego siądę.
Cąła zasiadka w znakomitym wirtualnym towarzystwie naszych zawodników walczących na Nowakach. Piękny jest ten świat . Połamania ;)

Daniel Kruszyna

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama