Zawody Karpiowe Wiosna 2016 Sośnie


Każdy z nas wiosną czekał na swoją upragnioną zasiadkę. W moim przypadku było podobnie. Zasiadka stała się zawodami. Odebrałem pewnego dnia telefon od mojego przyjaciela Marcina Skorczyka z zapytaniem czy nie zechce wystartować wraz wiosennych nim wiosennych w wiosennych zawodach na dzikiej wodzie. Zawody rzutowe.








Pierwsza moja odpowiedź. Oczywiście, że tak tylko nigdy nie łowiłem na tej wodzie. Ale od czego jest wyobraźnia i szczęście. Oczywiście, że jadę. Postanowiłem dowiedzieć się coś o wodzie. Jest to sztuczny zbiornik wodny położony w miejscowości Sośnie. Powierzchnia to 9ha. Zbiornik, na którym zostały rozgrywane zawody położony jest w lesie, na środku znajduje się piękna wyspa z powalonymi drzewami. Zbiornik nie jest zaliczany do głębokich, lecz swą urodą potrafi oczarować. W okresie letnim dosyć mocno porośnięty roślinnością wodną.






Wodę poznałem po przez rozmowy z kolegami po fachu. Teraz nastała kolej na ustalenie rybostanu. I w tym momencie cisną się na usta słowa, czemu nie jest to zbiornik No Kill. Koło PZW Sośnie, które jest opiekunem w swoich szeregach ma około 100 karpiarzy na 300 członków i stad jasność, dlaczego…. Zakaz używania modeli, pontonów……
Czasem tak bywa. Zazdrość i zachłanność zaślepia tych, którzy mają smak na smażoną rybę. Chłopaki dwoją się i troją w pozyskiwaniu ryb z gospodarstw rybackich. Organizują prywatne zbiórki pieniędzy na zarybienie. I tu prezent z mojej strony- postanowiłem przekazać kilkanaście może kilkadziesiąt karpi z własnej hodowli zasilającej Łowisko Chwalowice. Może nie są ogromne, lecz w gęstwinie roślin mają szansę dorosnąć do znacznych rozmiarów. Wodę zasilają karpie znacząco przekraczające 20 kg, lecz i mniejszych nie brakuje. Populacja ryb spokojnie pozwala na rozegranie uczciwych zawodów. Liczne kontrole wewnętrzne utrzymują zbiornik w czystości i z rybami na wysokim poziomie, lecz mimo tego znajdzie się jakiś smakosz, przeterminowanego mięsa. Chłopaki Pracują nad utrzymaniem czystości. Już dawno nie widziałem tak czystego zbiornika. Linie brzegowe okalające wodę wyglądały jak bym przeniósł się za granice gdzie panuje wyższa kultura wędkarska. Brawo dla Wszystkich, brawooooooo dla tych którzy dbają o czystość poświęcając swój czas.




Wreszcie nadszedł dzień zawodów. Pierwsze spojrzenie na wodę i ta wiara. Tak piękna woda więc musza być ryby. W pierwszym losowaniu, losowałem kolejność do właściwego podejścia. Uplasowaliśmy się z Marcinem w połowie stawki. Kolejne dało już możliwość wyboru, bierzemy stanowisko wylosowane czy liczymy na ostateczne szczęście.






Szczerze mówiąc nie interesował nas nr stanowiska tylko chcieliśmy wylosować wodę z dostępem do wyspy. I jest…….. Jedno z lepszych stanowisk. Nr 7 wygrywało nie raz.
Kilka ogłoszeń i możemy się rozjechać. Dzięki dobrej organizacji zawodów, organizator zadbał o możliwość wjazdu do lasu. Szybki rozładunek i auta na parking.







Jest nasza miejscówka na nadchodzące dni. Trochę markerowania i zestawy trafiły do wody. Konopie oraz ziarna z pelletem zasilane kulkami powędrowały do wody, namioty rozbite. Zostało tylko czekać.




Pierwsza doba mija a u nas i naszych sąsiadów cisza. Kilka ryb w odległej nasłonecznionej części pokazało się na macie. To nie kłopot. Walczymy dalej. Nasi sąsiedzi również nic nie łowią. Obserwacje z drzewa uświadamiają nam, że nie mamy wygrzewających się ryb.



Kolejnej doby zmuszony byłem przez ZUS do osobistego stawiennictwa się we Wrocławiu. Po poinformowaniu organizatora i sędziego głównego udałem się, zgodnie z wezwaniem. Jakież było moje zdziwienie, gdy będąc już w mieście odebrałem sms-a mamy pierwszą rybę. Ucieszyłem się myśląc, że może drgnie coś. Niestety okaz okazał się zbyt mały.
Po powrocie nasze szanse spadły, ponieważ sąsiedzi z prawej strony złowili pierwszą rybę.

Nie wolno się martwić. Powiedziałem do Marcina. Ważne, że pobyt w lesie, świeże powietrze i atmosfera zawodów była - idealna. Będąc w lesie nie otrzymywaliśmy tyle promieni słonecznych co ekipy z przeciwnego brzegu, lecz wcale nas to nie przerażało.



Zawody mijały a my bez ryby. Przyroda wynagradzała nam niedosyt brań.
Na kolejnych nasłonecznionych stanowiskach łowili kolejne cyprinusy. Czasem tak bywa.
Ostatnia noc zawodów. Po licznych odwiedzinach znajomych i nieznajomych zabieramy się do ustawiania zestawów.





Nagle w nocy na Marcina wędce jest branie. Szybkie zacięcie i jest. Patrząc na ugięcie wędki wnioskowałem, że jest to sztuka na pierwsze miejsce zawodów. Na końcu okazało się, że rzeczywiście tą masą byśmy wygrali. Walka Marcina z wystraszoną rybą trwała. Zaczepy powalone krzewy i zakaz wchodzenia do wody mocno nas ograniczały. Lecz nie wolno się poddawać. Walka trwała zaciekle. Ryba to z lewej to z prawej próbowała nas zaskoczyć, lecz cóż to. Wpłynęła w kępę powalonych drzew. Czemu to nam, czemu.. Po kilku minutach ryba bezpiecznie odpłynęła w stronę wyspy. Może się uda może.
Wreszcie podpływa zmęczona do brzegu, lecz nie pokazuje się. Strach czy uda się wyholować osiągnął zenit. Jest, jest, ale co to, to nie karp, ani amur. Oczom naszym ukazał się ogromny 17,500kg sum.






Ręce opadły z bezsilności, lecz może teraz jak już nie płoszy ryb uda nam się coś złowić. Do rana sporo czasu jeszcze. Wbrew opinii ludzi, ryba wróciła bezpiecznie do wody. Sum jest chroniony regulaminem PZW a na takiej wodzie się znajdowaliśmy i postąpiliśmy zgodnie z regulaminem.



Przez całą noc liczyliśmy na kontakt z rybami. Nie udało się. Zawody zakończyliśmy bez ryby, lecz obaj byliśmy bardzo szczęśliwi. Marcin złowił swojego pierwszego i zarazem największego suma.
Organizatorzy zebrali nas na zakończenie zawodów ogłaszając wyniki.

1 miejsce Zenon Musiałowski i Jarosław Blaszkiewicz
2 miejsce Janusz Kwatera i Zbigniew Baryś
3 miejsce Dawid Skalski i Karol Stachowiak
największą rybę złowił Janusz Kwatera 12,60 kg








W tym miejscu należą się szczególne podziękowania sponsorom zawodów, organizatorom oraz wszystkim uczestnikom. Dziękujemy za miłą atmosferę.


Patryk Arent ACT
Szybki Kontakt
Reklama
Reklama