Dziwne branie na "spontanie"
Szybka decyzja i spontaniczny wyjazd na 22 godzinną zasiadkę nad wodę PZW

Ostatnimi czasy kilka zmian w moim życiu codziennym i dłuższe wyjazdy na karpie odeszły w pewnym stopniu na drugi plan . Oczywiście ciężko żyć bez ukochanego hobby, więc każda chwila nad wodą cieszy niezmiernie.

Przyjazd nad wodę niedzielnym popołudniem napawa mnie optymizmem od samego początku jak tylko ujrzałem staw. Okazuje się że będę łowił praktycznie sam bo gdzieś w oddali siedzi tylko jedna ekipa. Korzystając z tej sytuacji wybieram sobie miejsce skrajne w okolicy wyznaczonego tarliska i biorę się za rozkładanie sprzętu.
Decyzja o taktyce na tą zasiadkę zapadła w mojej głowie podczas drogi na tą jakże dziwną wyprawę .
Kije leżą już uzbrojone na stojaku więc następnie zabieram się za szybkie nęcenie kobrą . Nie wielka ilość kulek 20 mm leci w okolicę 80-90 metra i tam też postanawiam posłać moje zestawy.

W tak zwanym między czasie obserwując wodę dostrzegam że ryba w bardzo dużym stopniu zaczyna gromadzić się w zatoce z tarliskiem gdzie rzecz jasna z pewnością czuje się najbezpieczniej gdyż jest ona wyłączona z łowienia . Po takich obserwacjach nie do końca zdawałem sobie sprawę co mnie czeka przez kolejne kilkanaście godzin.





Wędziska zarzucone leżą niespełna 15 minut gdzie na jednym z kijów słyszę pojedyncze piknięcie . Mija krótka chwila i swinger leci do samego dołu . Mocny chwyt wędki i zaczynam pierwszy hol gdzie ku mojemu zdziwieniu ryba dość łatwo idzie do brzegu. Niestety po chwili rozczarowanie bo na końcu zestawu wisi leszcz. Szybki powrót tego osobnika do wody i zarzucam kij ponownie w to samo miejsce . Zasiadam wygodnie w fotelu i sącząc małymi łyczkami złocisty napój czekam na dalszy rozwój sytuacji.





Jak się okazuje nie było mi dane długo czekać i na tym samym kiju słyszę wreszcie konkretny odjazd.
Dość sprawny hol lecz dziwny bo nie jest to z pewnością karp lecz zupełnie jakaś inna ryba . Chwila zwątpienia i w podbieraku ląduje BOLEŃ. Tak dokładnie boleń zapięty za dolną wargę z kulką w pysku co zresztą można zobaczyć na zdjęciu poniżej.





Szybka zmiana zestawu na większy gabaryt i w okolicy 80 metra kolejny raz zarzucam wędkę .
Kolejne dwa brania po jednym na każdą z wędek i sytuacja się powtarza jak tuż po samym przyjeździe , czyli znowu leszcz a chwila po nim kolejny boleń. Delikatnie zniesmaczony postanawiam przygotować się na nockę i kiedy wszystko jest już gotowe postanawiam udać się spać . Widok wieczorem nad tym stawem naprawdę potrafi być piękny a tym bardziej jak wzbogacają go spławy ryb tak blisko mnie jak miało to miejsce tego wieczoru.




Kładąc się spać nie spodziewałem się tego co spotyka mnie kilka minut po północy a dokładniej wybudza mnie odgłos walących piorunów w elektrownię którą mam naprzeciwko mojego miejsca.
W ciągu minuty 16 piorunów rozbłysło się praktycznie uderzając raz po raz w okolicy elektrowni a co ciekawe przy trzecim z nich na lewym kiju rozpoczyna się rola z kołowrotka . Strugi lejącego się deszczu , w oddali może kilometra walące pioruny i branie ryby która nie przestaje wybierać żyłki z kołowrotka. Wyczekałem z bólem serca tą chwilę i w końcu po 2-3 minutach kiedy widzę że burza odchodzi bardziej w prawo postanawiam wyjść do kija.
Tu ciekawostka bo po takim czasie gdzie w pewnym momencie centralka już dawno ucichła na drugim końcu wędki czuć zdecydowanie opór . Naprawdę kawał żyłki wybranej więc jest co zwijać lecz końcówka tego holu kończy się dla mnie fatalnie a ryba wypina się przed samym podbierakiem.
Delikatnie mówiąc zawiedziony zarzucam zestaw ponownie i wracam zamknąć powieki .
20 minut mija i jest kolejne lecz to dopiero dziwne branie , swinger wykonuje delikatny ruch w górę i dół hmm myślę sobie może amur ?
Nic bardziej mylnego bo ryba trzyma się uporczywie dna a już po chwili zupełna 3 kilowa niespodzianka .


Na bezrybiu i rak ryba więc postanawiam że nie będę już narzekał a po prostu niech się coś dzieje. Ciszaaaa zapanowała na przekór znanemu przysłowiu ‘’cisza przed burzą ‘’ co udaje mi się również wykorzystać i mam chwilę by się zregenerować . Godzina 9 i piękna pobudka o jakiej chyba wszyscy marzą siedząc nad wodą .
Kurcze nie jest wielki a wręcz malutki hehe niczym skalar z akwarium lecz cieszy bo wreszcie z gatunku na jaki się wybrałem .



Ta ‘’ euforia ‘’ nie trwała zbyt długo i po raz kolejny po pięknej roli kolejny boleń. Rozpędzały się podczas brania niczym podwodne lokomotywy , zresztą zobaczcie sami



Pijąc poranną kawę postanawiam zupełnie zmienić przynęty by wyeliminować ten gatunek ryby z mojej kołyski . Okazuje się że mój misterny plan poległ w gruzach , te ryby oszalały i zaczynają wchodzić na wszystko co bym nie założył na włos .
W ciągu nie całej godziny w kołysce lądują kolejne 3 sztuki bolenia , co jeden to ładniejszy i silniejszy . Starałem się z nimi obchodzić bardzo delikatnie i wszystkie w doskonałej kondycji odpływały ponownie na szeroką wodę .








Przez chwilę naprawdę już zwątpiłem że coś robię nie tak . Lecz po chwili namysłu stwierdzam że one po prostu przyzwyczaiły się do tego co ludzie sypią na tej wodzie i kulki stały się ich wspaniałym pożywieniem . Naprawdę nie miało to znaczenia czy fluo czy 16 ,10 czy 20 mm one porostu żarły to jak karpie haha . Wspomniałem na początku że dziwna to wyprawa i taka też właśnie była do samego końca.
Sukcesywnie po każdym braniu donęcałem kilkoma kulkami miejsce w którym łowiłem z nadzieją że może na sam koniec podejdzie coś po co tu jechałem z tak wspaniałym nastawieniem .
Warto było czekać bo marzenie się spełniło i w nagrodę udaje mi się dołowić ostatnią rybę tej zasiadki którą wreszcie jest karp.




Ogólnie kończę tę ‘’dziwną wyprawę ‘’ po 22 godzinach z wynikiem 16 brań i 12 rybami w kołysce. Teraz już śmiało mogę powiedzieć że wracam do domu zadowolony i uwierzcie mi , że była to dla mnie ciekawa przygoda .

Piotr Herian
Adder Carp Team


Szybki Kontakt
Reklama
Reklama