Oszukać przeznaczenie .......... VOL2
Tekst ten dedykuję Krzyśkowi , wieloletniemu kompanowi wędkarskich zasiadek , towarzyszowi w chwilach dobrych i złych. Może kiedyś ponownie przyjdzie nam zasiąść na karpiowym szlaku .......


Jednak ciężko "Oszukać Przeznaczenie ...." - ale ja broni nie składam , co najwyżej na półkę do następnej batalii schowam .....



Pierwszy kontakt z łowiskiem przypomniał mi o wspólnym wyjeździe na Goplanicę kilka lat temu. Prognozy śledzone od tygodni i termin klepnięty 7 miesięcy wcześniej oraz jakaś dziwna niechęć do tego wyjazdu. Siąpiący deszcz i tragiczne prognozy na kolejne 2-3 dni. Wspaniale.
Dobrze , że raz po raz wyglądało słońce by choć w jakimś stopniu pokazać niewątpliwe piękno tej " DZIKIEJ KOMERCJI"



Surowość otoczenia w połączeniu z wygodnym pomostem, jednym z 3 na 20ha. Wspaniałe zagospodarowanie łowiska. Robi to niesamowite wrażenie i pozwala każdemu zaczerpnąć z dużej łyżki dobrodziejstw porcję odpowiednią dla siebie. Wrócę tam kiedyś chociaż po to by zobaczyć tą wodę przy optymalnym stanie lustra.....



Szukając choć kilku minut przerwy w opadach poświęcamy ok 7 godzin na wywiezienie zestawów. Frustrujące ponad 200 metrowe wywózki w asyście deszczu powodują niepotrzebne napięcie które w połączeniu ze zmęczeniem stanowi zgrany duet - zła ze złem. Wspaniale się zaczyna.



Tylko kilka szklanic whysky , klika wspomnień którym monotonny rytm wystukuje rzęsisty dźwięk napiętej membrany namiotu bombardowanej co kilkanaście minut opadami deszczu pozwala przetrwać w jakimś poprawnym nastroju.



Wychodzę raz po raz na pomost , gdzie zaplanowaliśmy biwakowanie, lecz z powodu silnego wiatru , przenikliwego ziąbu oraz deszczu musieliśmy zrezygnować i wsunąć się w otchłań lasu. Kolejny niepotrzebnie marnowany czas na sprint do zestawów , co w kontekście postawienia ich w pobliżu lilii dodatkowo nie napawało optymizmem. Grrrrrrrrrrrrrrrr - co jeszcze ??



Dawno nie padało. Po ostatnich "przebojach" podczas finału " Martynki" oraz krótkiego pobytu na Rybowie u Kajmanów pragnąłem po prostu pięknego słońca. Czy tak wiele wymagam ???
Jeszcze tydzień temu za oknem 34stC. Dlaczego tak się przetasowało ???
Przeznaczenie ?????



Po północy pierwsze branie na markerze postawionym na środku wody , skrajnie w prawo , gdzie wyznacznikiem jego lokalizacji był kończąca się żyłka na jednym z zestawów Krzyśka. Prawda , że sztuka mistyczna szukania miejscówek ??? Maluszek ląduje we worku a po wykręceniu kurtki z wody spać......

Około 2 w nocy Odjazd. Oczywiście Leje tak , że pomostu w blasku latarki nie widać. Na dodatek ryba spokojnie zdążyła wpłynąć w "kapelony" Kilka strzałów ostrzegawczych z nieba powoduje , że postanawiamy położyć ten zaparkowany zestaw na "podzie" i czekać na rozwój sytuacji.



Nie spałem przez te 3 godziny cały czas w podświadomości słysząc pojedyncze dźwięki sygnalizatora.
Ranek - płyniemy. Metr po metrze , zestawy jakoś dziwnie zbaczają w prawo. Hmmmm ????
Może zahaczone o dość liczne grążele. Nagle z wody wynurza się kamień na gumce. Wypiął się z krętlika na klipsie. Na szpuli kołowrotka brakuj jeszcze dużo żyłki. WTF ???
Pojawia się pierwsza myśl - jak się nie wypiął to cały czas tam może być. Wyobrażam sobie jak wędruje na tej 50 metrowej smyczy. Metr po metrze oskubujemy z żyłki plon jego wędrówki i nagle pierwszy kontakt. Z ręką na sercu takiego holu, co zgodnie stwierdzamy nie mieliśmy w życiu.

2 dorosłych facetów w tym jeden z nieda się ukryć lekka nadwagą momentami śmiga na rydwanie marki Kolibri. Ryba w pewnym momencie przejmuje nad nami całkowitą kontrolę ciągnąc w zatopione krzak.
Podejmuję decyzję - wiosła i na "hama" ją przeciągnijmy chociaż 2 metry - zgłupieje.
Hehehehe - po prostu przestała walczyć . I za chwilę jest w podbieraku.
Nowe łowisko , frycowe nas ominie - Ale dał nam po kościach ..... prawie pełnoletni ;)



I jego brat ze środka wody wyłuskany z worka.....



Weszły czy przypadek ??? NA wodzie nic się nie pokazuje. Większość zestawów milczy praktycznie przez dobę , poza jakimś dziwnym braniem , które skończyło sie zaciągnięciem zestawu a jakże w grążele.



Dobrze ,że chociaż pogoda zaczyna się układać po naszej myśli. Z dwojga złego to lepiej się nudzić w słońcu niż w deszczu.



Trzeba dobrze się posilić do Karpiowej Pasji w walce o Grubą Rybę. Miny mamy jednak nietęgie.




Krzysztof wędruje po łowisku , raz o raz rzucając spiningiem a mi przypomina się "Karpik" którego zakupiłem wspierając niepełnosprawnego wędkarza, albo dostałem ??? W każdym razie jakoś tak to leciało. Już w domu wrzucając go do kieszeni pokrowca "poda" obiecałem sobie , że go zawieszę.
Smieję się do Krzyśka , że jednego złapałem ale jakoś wysechł ;)



Może się ustabilizuje??? Może się w końcu coś ruszy. Piękne widoki nad lasem , siejące lekko grozą ale jak przez nas ukochane. Z upływem lat , gdy młodzieńcza frywolność ustąpiła miejsca rozsądkowi dość często zastanawiam się czy aby nie na za dużą próbę wystawiamy nasze życie oraz cierpliwość naszych bliskich. Jednak już za chwilę , usprawiedliwiam się , że w końcu życie jest jedno i trzeba szukać kompromisów , a nie dążyć do autodestrukcji spełniając wymagania innych.



Przyjacielu ............. nie wiem co by musiało się stać , bym przestał to kochać.



Tego popołudnia następuje przełom w naszej taktyce. POP UP 20cm nad dnem na 4 zestawach. To dzięki Tobie, ta sugestia poparta " Sensownym" wynikiem Arka na Krążnie. Krótka dyskusja , burza mózgów, kilka argumentów za i przeciw i stawiamy wszystko na jedną kartę - 6 POP UP , zestawy wstukane w muł i wiara , że ta myśl taktyczna odniesie jakiś efekt.



Dzień wcześniej mam nadzieję , że dość zgodnie stwierdzamy , że każdy łowi na swoje kije. Pierwszy raz od kilku lat. Oszukaliśmy przeznaczenie????


ok 2 branie...... 3/4 wody , marker na otwartej wodzie obsypany bardzo bogato i dryfujacy w toni POPUP
Hol , cóż - ja bym od razu płynął. Czułem , że trzeba , jednak nie chciałem sam. Kilka okrzyków i czując , że jest silny i się zbliża wsiadam na ponton. Ciągnie niemiłosiernie w prawo. Z pontonu wypada ławeczka , i na kolanach rozgrywam walkę z godnym przeciwnikiem. Czuję , jak karczuje las grążeli, Obawiam się o wypięcie , ryba na płytkiej wodzie robi fikołki pokazując się w blasku czołówki kilkukrotnie. Wiem , że jest potężny - przeklinam los , że jestem na pontonie sam - sam na zasiadce we dwoje..............................

W końcu czuję , że lekko osłabł i wydaje mi się , że go sięgnę. Wchodzi do połowy i po poluzowaniu zestawu wpada. Do podbieraka. Odniosłem wrażenie , że zatańczył na jego krawędzie jak na szali - jednak tym razem wybierając poddanie się w tej walce.

Jestem wykończony. Widzę go w całej okazałości w podbieraku. Już raz widziałem takiego dużego karpia przed sobą . Wtedy jednak wygrało moje EGO..... Nie potrafiłem się cieszyć w tamtym czasie z tak złowionej ryby ..... Było minęło.

Najgorsze w tym wszystkim jest to , że nie mam siły go wyciągnąć z wody. Przypomina mi się scena z reklamy , jak młody człowiek sam na sam nie mogąc uporać się z częścią garderoby ukochanej osoby , z przerażeniem zajęczał " MAMUSIUUUUUUU" - tak się czułem .....
Miałem go a cały czas czułem obawę że go stracę.

W końcu udaje mi się go do pontonu wtaszczyć...
Jak w amoku powtarzam - BĘDZIE MIAŁ 20 kg - BĘDZIE MIAŁ - liczę ile musi pokazać waga z workiem.
JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEST .............

Byłem więźniem tej Cyfry - BYŁEM !!!!!!!!!



Wkładam go do worka. Z jednej strony boję się , że wszystko za długo trwało , z drugiej chcę mieć ładne zdjęcia. Bóg mi świadkiem - przesiedziałem resztę nocy na pomoście , raz po raz kładąc się na kilka chwil na łóżku. Chodziłem do niego by zobaczyć czy się nie położy we worku. Był w coraz lepszej kondycji. Przestałem się obawiać.

Przez głowę przeleciało mi wiele myśli z naszego karpiowego podwórka. Moje początki, jak wyzywano mnie na forum od "spławikowca" , gdy pojawiłem się znikąd na portalu, poprzez pierwsze propozycje dotyczące współpracy ze mną konkurencji - gdzie argumentem było " NIE BĘDZIESZ SIĘ MUSIAŁ WSTYDZIĆ TEGO NA CO ŁOWISZ" do nagród za prowadzenie portalu ....... I wiem teraz jedno .

Jestem dumny ;)

Porannych kilkanaście zdjęć. Niesamowite są te chwile.




Przypomina mi się ścięte pole "kapelonów" - faktycznie połowa dryfowała. Wszystko układa się w jakąś dziwną całość. Wymiana haków przed wyjazdem , rezygnacja z całego niepotrzebnego " żelastwa" w zestawie końcowym. Przyglądam się krętlikowi - zgięty o 90st. ..... Jak to wytrzymało ???
Oszukane przeznaczenie......



Po drodze w końcu Krzysiek doławia 2 maluszki i ja coś malutkiego i coś ładniejszego ;) rozkoszując się długim holem w blasku gwiazd.





To była wspaniała zasiadka , choć pisząc ten materiał żal miesza się z radością. Cóż - życie pisze różne scenariusze ;) Trzeba wszystko przyjmować takim jakim jest.

Twoje zdrowie ;)




i do zobaczenia gdzieś nad wodą ;)

D/K

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama