Sklonowany Wygonin - Krzysztof Charmuszko

Pięć edycji zawodów na Wygoninie i 8 miejsc na pudle.Tyle dały kulki, na które tam zawsze łowię (a ostatnio rownież kilku moich znajomych). Oczywiście potrzebne też jest dobre losowanie , bo bez tego nie da się nic zrobić. Ale może od początku.
Kilka dni temu zakończyła sie trzecia edycja Carp Team Poland Cup. W tym roku byłem jej głównym organizatorem I przy dużej pomocy Andrzeja Walczaka udało nam się razem zebrać i “ogarnąć” bardzo fajną grupę ludzi



Aż żal było patrzeć jak się rozjeżdżają w niedzielę – chciałem żeby ta impreza potrwała jeszcze tak z….. miesiąc - tam nikt się nie przestawał uśmiechać, każdy zadowolony ale to również zasługa tego miejsca, które tak działa na ludzi gdyż ja sam kocham Wygonin.
Będąc również uczestnikiem tych zawodów miałem bardzo mało czasu żeby cokolwiek się dowiedzieć o wodzie, gdzie się mogą znajdować ryby i jakie są prognozy pogody na najbliższe dni. Czułem się jakby karpiowanie i rywalizacja w tym roku poszła na bok, tyle czasu zajmowało mi zorganizowanie wszystkiego. Kiedy nadeszło przez wszystkich oczekiwane losowanie, ja stałem po drugiej stronie barykady i pilnowałem żeby wszystko przebiegało jak należy i nawet nie miałem świadomości jakie stanowiska już zostały wylosowane. Zanim przyszła kolej na nasz Team, a losowaliśmy z Marcinem Nowocinem jako 14-ta ekipa on pilnował wszystkiego i zaznaczał co już poszło, żebyśmy mieli jakiekolwiek rozeznanie, bo ja byłem jakby nieobecny.
Gdy nadeszła nasza kolej podeszliśmy razem i plan był taki że Marcin losuje pierwszy, a ja, jako kapitan, w razie czego będę poprawiał. Marcin wyjął 20A - moje pierwsze myśli - a gdzie to jest? To stanowisko obok małej zatoki, czyli tarliska karpi, lecz w tym roku jako organizator wyłączyłem tą część z łowienia



ze względu na bardzo dużą ilość karpi tam się znajdujących w zeszłym roku. Ważnym argumentem był również fakt , że dookoła niej są powbijane kołki z drutem. To chyba na miejscowych kłusowników i nie chciałem żeby jakiekolwiek ryby zostały pokaleczone.
Zebrałem myśli szybciutko i wyszło, że będziemy mieli bardzo mało wody dla siebie gdyż lewa strona zamknięta, przed sobą max 80 metrów i jest stanowisko na pomoście 20B w prawo też z 80 metrów i jest 20 –ka, do tego prawie 5 dni w błocie, 1,8 metra zielska na 2 metrach wody…
Myśl w głowie tylko jedna, 20A – do PIEKŁA. W tym roku miałem przeczucie, że ryby bedą brały na zwężeniu między zatoką, a dużą częścią jeziora, czyli stanowiska 1,2, wszystkie 17-ki i 18 z tego względu, że wiedziałem, iż ryby będą się przemieszczały raz lub dwa razy dziennie z płytkiej wody na głęboką i tylko kwestia czasu jest jak się schylą po nasze kulki.
Jednak Marcin się uparł i twierdził, że od kiedy tu przyjechł marzył żeby wylosować 20A , z tym że on był tu pierwszy raz i nie za bardzo mnie to przekonało, ale gdy powiedział ze rozmawiał ze spiningistą, który rano był na wodzie i widział tam stado karpi, tego nie mogłem zignorować – bierzemy.
Wracam do losowania i po chwili już zapominam o rywalizacji i stanowisku gdzie będziemy łowić. Niestety organizator ma przechlapane, zwłaszcza wtedy gdy zapragnie rywalizować wraz z innymi uczestnikami. Wszyscy już byli na stanowiskach, a my jeszcze robiliśmy porządki na rybaczowce. Na wodę dotarliśmy kilka minut przed rozpoczęciem łowienia .OD razu pakuję się do łódki i badam miejsca, a Marcin powoli wyjmuje sprzęt z auta. Plan jest taki , że będziemy szukać dziur w gęstym zielsku i łowić w nich, sypiąc lekko, bo nie znamy stanowiska, lecz po 15 minutach w łódce i chyba 5 spławach w tarlisku zapaliła mi się lampeczka. Wracam szybko na brzeg i zmiana taktyki o 180 stopni i mówię do Marcina “my ich stąd nie wypuścimy”. Zasypuję całą linię wzdłuż bojek, do wody na dzień dobry idzie 13 kg kulek Solara, ktore Martin Locke przygotował mi specjalnie na tą imprezę, 10 kg peletu quench, 5 słoików konopi, 2 słoiki ziarna i pierwszy raz co używałem na Wygoninie, to orzeszki ziemne, wszystko z Gulpa każdy po 1,8 litra



Dwa tygodnie wcześniej na stanowisku 19 łowili znajomi i wspominali, że mieli dużo ryb z miejsc gdzie nęcili orzeszkami. Po około godzinie mamy 6 wędek w wodzie, na wszystkich identyczne zestawy, identyczne kulki - 6 razy niezawodny KLON z różowym pop up również KLON



Wiedziałem, że będziemy łowili w zielsku i po każdą rybę trzeba będzie pływać. Do łowienia wybraliśmy wędki SONIK SK4 2.75lb, jak się później okazało był to strzał w 10. Kije o akcji parabolicznej pozwalały rybom się wyszaleć bez obawy o zerwanie, mimo że łowiliśmy bez przyponu strzalowego na żyłkę 0.33mm. Do tego zestaw z klipsem bezpiecznym i przy każdym braniu oczywiście ciężarek zostaje w wodzie. Przed wieczorem wszystko opanowane, zostały tylko namioty i to co potrzebne na brzegu. Po chwili przychodzą sąsiedzi z 20, będziemy świętować wstąpienie Adasia Widziajły do Carp Teamu, z tym że my nie mamy jeszcze krzesełek wyjętych, żeby ugościć młodzież, nie ma stolika, nie wspominając o namiotach. Ale daliśmy radę. Po około godzinie finał na 100 metrów – młodzi mają branie, buty pospadały, szklanki lecą po krzakach ale się cieszymy bo oni też na te same kulki łowią, więc jest dobrze. Patrzymy na nich z naszego stanowiska jak sie przytulają i gratulują sobie w pontonie, myślałem że właśnie padł rekord Wygonina, bo cieszyli się bardzo. Ryba śliczna,i zdrowa



co najważniejsze a 14.600 na Wygoninie to dużo, gratulujemy im i kończymy integrację - 23.00 idziemy spać.
Pierwszej nocy łowimy 2 karpie




tak samo dwie następne nocki i jeden w ostatnią. Ryby po kilku godzinach spędzonych w workach karpiowych do przyjazdu sędziego zaczynały trawić to, czym się ostatnio żywiły i mieliśmy okazję sprawdzić, czy jest to nasz pokarm. Na macie podczas zdjęć wypróżniały się bardzo dużą ilością czerwonego strawionego pokarmu. Łowiliśmy na czerwone kulki , pellet też czerwony, więc byliśmy pewni, że wszystko się sprawdziło.



Jak wszyscy wiedzą Wygonin to specyficzna woda i brania w dzień to nie lada sztuka, bo karpie jakby się całkowicie wyłączały, więc bardzo miło byliśmy zaskoczeni, kiedy w sobotę około 15-tej zameldował się karp o wadze 11 kg. W międzyczasie Marcin złowił 16 – ke



i odebrał koszulkę lidera sąsiadom ze stanowiska nr 20 a było o co walczyć gdyż w tym roku nagrodą za największego karpia był ponton JRC.



ufundowany przez sklep BAITBOX na którego wielu miało chrapkę. Ostatniej nocy byłem pewien, że będzie on należał do mnie, branie jak każde na Wygoninie czyli “rola” na maxa szybkie zacięcie i do łodzi po rybę, która już zaparkowała w zielsku. Z racji, że po każdą rybę pływaliśmy to walka z karpiem zaczynała się dopiero przy łodzi i dopiero tam pokazywały nam kto rządzi w wodzie,Ten którego złowiłem ostatniej nocy był strasznie silny. Woził nas 15 minut, był gruby i wiedziałem że ponton trafi w moje ręce



Jakież było moje zdziwienie gdy rano sędziowie zważyli karpia, a waga wskazywała 15 kg! – Marcin był szczęśliwy- pierwsze jego poważne zawody i od razu dublet (zwycięstwo I największa ryba ). Ja również miałem powody do uśmiechu, bo było już po 9 rano w niedzielę i sędzia oznajmił, że wygraliśmy z dużą przewagą.




Na koniec dwie ciekawostki. Do wody wrzuciliśmy z Marcinem przez cztery dni 17 kg kulek SOLARA ,około 20 kg peletu QUENCH i 12 1,8 litrowych słoików różnych ziaren Gulpa! Obaliliśmy wszech panującą teorii, że na Wygoninie nie wolno dużo sypać – dla porównania powiem, że nie użyłem tyle zanęt w 3 moich poprzednich edycjach razem wziętych, a było to 1 miejsce na SREBRNYM HAKU w 2009, 2 w 2010 również na SREBRNYM HAKU i 2 w 2011 CARP TEAM POLAND CUP.
Jak wcześniej wspominałem brania w dzień na Wygoninie to rzadkość, więc postanowiłem coś zmienić i na jedną z wędek założyłem do normalnej kulki biały pop up. Po 5 minutach melduje się leszcz, zaznaczę że jest to pierwszy od czasu kiedy łowie na Wygoninie. Szybka wywózka i kolejny ,szybciej niż 5 minut po włożeniu zestawu do wody – czy to czysty przypadek bo gdy zmieniłem BIAŁY pop up z powrotem na różowy było po leszczach, a żeby było ciekawiej, to wspomnę że w zeszłym roku my jak i drużyna z Grecji, która zajęła 3 miejsce, na wszystkich 12-stu kijach mieliśmy bałwanki z tych samych kulek z BIAŁYM POP Upem.
Jest to mój pierwszy artykuł i raczej nie ostatni. Za chwilkę, bo już jestem spakowany ruszam do Włoch na WCC BOLSENA 2012, w grudniu na święta i nowy rok RAINBOW, a w międzyczasie zawody na RADUCIE I SREBRNY HAK na kochanym Wygoninie więc będzie o czym pisać.

Krzysztof Charmuszko



Szybki Kontakt
Reklama
Reklama