Nowa Era Addera - Kornel Stróżykiewicz

Sezon już w pełni,na wszystkich wodach widać ożywienie ja sam jestem po kilku nocnych zasiadkach na mojej ulubionej żwirowni niestety bez żadnych efektów.
Zaczynam wątpić w swoje umiejętności - czas odreagować. Trzeba gdzieś sprawdzić czy nadal umię przechytrzyć jakiegoś (karpiocha).
Wybór pada na łowisko w Rybowie - szybki telefon do pani Wiolety rezerwacja stanowiska od niedzieli do czwartku,do zasiadki zostało parę dni więc trzeba się przygotować pokręcić jakieś kuleczki. Dostałem do przetestowania nowy mix AC Mieszanka SUPREME Red Halibut Base Mix więc nie pozostawało nic innego ja tylko pokręcić troszkę kulasów a w sumie to raczej dumbell bo w tym sezonie postanowiłem właśnie takie przygotowywać smakołyki dla karpi tak dla odmiany i z ciekawości jak to wpłynie na brania ryb. Wszystko gotowe czas ruszać po drodze jeszcze wpadłem do Wągrowca do firmowego sklepu Addera Carp by tam zaopatrzyć się jeszcze w najnowsze smakołyki przygotowane na ten sezon przez Marka Hallasa właściciela firmy.


Po krótkim spotkaniu z Markiem dostałem do przetestowania jeszcze parę nowości ........
Podczas dalszej drogi do Rybowa zastanawiałem się nad skutecznością nowych przynęt które mogę przetestować. Pogoda nie napawała optymizmem co chwilę padało i było dosyć zimno no i fakt iż moi koledzy byli wcześniej nad tą wodą i karpie nie były zbyt chętne do współpracy z nimi.
Tak to bywa, że nie zawsze wszystko możemy zaplanować. Po dojeździe nad wodę krótki spacer po łowisku. Na stanowiskach na których spotkałem kolegów po kiju nic ciekawego się nie dowiedziałem bo wszyscy dopiero zaczynali zasiadki. No cóż trzeba przygotować stanowisko i przy okazji bacznie obserwować łowisko i jak na zawołanie zauważyłem dwa spławy po drugiej stronie wody niezbyt blisko brzegu. Myślę, że nie jest źle skoro rybki się pokazują. Przygotowuję zanętę czyli pastę pelletową, troszkę pokruszonych dumbellsów a głównym składem były ziarna preparowane i pellet z serii fu pellet ananas + fu pellet konopie oraz troszkę grubszego towaru pellet red halibuta o rozmiarze 20mm.

Pierwszy zestaw ląduje w miejscu gdzie widziałem spławy jakieś 30 m metrów od przeciwległego brzegu którego obsypałem punktowo a dwa pozostałe wywiozłem pod trzcinowiska. Tam też nęcę punktowo i na każdy zestaw wrzucam było po około dwadzieścia dumbell w rozmiarze 18mm. Teraz już pozostaje czekać na upragnione piiiiii,w międzyczasie udało mi się przymknąć oko na fotelu bo po sobotniej wizycie znajomych mam małe manko w spaniu. Po niecałej godzinie odzywa się mój sygnalizator i szpula kołowrotka zaczyna się kręcić powoli a ja lekko oszołomiony wstaję na równe nogi podnoszę kij do góry i jest ten upragniony ciężar na końcu linki głównej.
Po krótkiej walce w podbieraku ląduje pierwszy karp (biały pirat) tak go nazwałem


a dlaczego bo z jednej strony nie miał oka i od połowy był biały waga pokazała 8kg,myślę że nie jest tak źle jeśli po nie całej godzinę było branie.



Jest 19.30 ponownie wywożę zestaw pod marker,tym razem dosypuję zanęty pod marker kładę delikatnie zestaw gdyż dno jest tam bardzo muliste i nie chcę by zestaw zbyt mocno się zapadł w mule. Ogarniam stanowisko by przed wieczorem wszystko było na swoim miejscu,i się zastanawiam czy uda mi się odespać wczorajszą zarwaną noc :) jem kolację i o 21.30 kładę się spać.
Niestety tej nocy nie było dane mi pospać,bo o godzinie 22,30 mój videotronic xrc oznajmia pobudkę. Zrywam się na równe nogi i podnoszę wędzisko do góry - siedzi walka nie była zbyt łatwa bo ryba wpłynęła pod drugą plecionkę ale na szczęście udało mi się przełożyć kij w dobrą stronę i po krótkiej walce rybka ląduje w podbieraku. Szybkie ważenie karpik na 7,8 kg. No cóż młoda godzina ja jestem sam postanawiam rybkę od razu wypuścić do wody by nie męczyć jej całą noc w worku. Ponownie ten sam zestaw z tymi samymi przysmakami wywożę pod marker parę dumbell na zestaw i trzy kule z pasty pelletowej i szybciutko do łóżka. Ponownie zasypiam lecz nie na długo bo znów mój sygnalizator się odzywa. Odjazd znowu z markera tym razem pudło. Ciekawe.......... nic nie czuję coś nie tak, taki ładny odjazd i nic. Jest 23.20 wskakuję w ponton i płynę znowu pod marker i tak samo donęcam miejscówkę w drodze powrotnej słyszę kolejne branie no nie ja na środku wody a tu odjazd z lewego wędziska cała moc silnika wyskakuję z pontonu kij w górę i pudło karp miał zbyt dużo czasu i uwolnił się z haka. Tak bywa na samotnych zasiadkach szybko zakładam kamień zamiast ciężarka i wywożę zestaw na skraj stanowiska by szybko wrócić do łóżka jest godzina 00:15 - idę spać z wielką nadzieję, że będę mógł teraz pospać. Niestety tuż przed drugą znów odjazd spod markera. Znów kij do góry siedzi po krótkim holu karp ląduje w podbieraku waga pokazuje 6,7kg.

Wypuszczam rybkę od razu do wody. Kolejny raz tej nocy wypływam by wywieść zestaw,w drodze powrotnej myślę, że tak dłużej nie dam rady jeszcze z dwa brania i jutro będę spał cały dzień.
Ląduję w łóżku nie na długo bo po chwili muszę wstać mam branie z lewej strony tym razem swinger opada w dół tym razem podcinam i siedzi krótki hol i mam na macie kolejnego karpia o wadze 8kg tak jak poprzednio wypuszczam rybkę do wody i postanawiam nie wywozić więcej tej wędki by mieć czas na chwilę snu. Szybko wskakuję w śpiwór by wykorzystać jak najwięcej czasu na sen,ten jednak nie trwał za długo bo znów odzywa się sygnalizator i mam odjazd spod markera ,szybki hol rybka tym razem ma 9.80kg wkładam ją do worka i nie wywożę tego zestawu zmęczony idę spać. Ciekawe, że nie miałem do tej pory żadnego brania z środkowego zestawu który jest położony na środku trzcinowiska faktycznie tam dałem prawie same dumbell i gruby pellet czerwony halibut. Parę minut po piątej odzywa się ostatni sygnalizator wyskakuję z łóżka kij w górę i od razu czuję, że to nie przelewki ryba ostro wybiera plecionkę ze szpuli. Widzę, że próbuje wpłynąć w trzciny po lewej stronie więc pozostaje hol siłowy gdy udało się rybkę odciągnąć od przeszkody wskakuję w ponton i wypływam po rybę co nie było łatwe bo ryba nadal stawiała niezły opór po paru minutach ostrej walki ryba wyszła na powierzchnię jeszcze dwa odjazdy i mam przeciwnika w podbieraku wracam do brzegu waga pokazuje 15.90- no ładna rybka. Wkładam ją do worka i wywożę tylko ten jeden zestaw w to samo miejsce jest 6,00 wszyscy na łowisku jeszcze smacznie sobie śpią więc i ja się kładę tym razem dospałem do 9.00.Odwiedził mnie rano znajomy ze stanowiska nr 1 i pyta się jak po nocy mówi, że złowili jednego karpika i pyta się co u mnie więc mu opowiadam całą historię z tej nocy i proszę go o pomoc w zrobieniu fotek po porannej kawce.



Podczas porannej sesji zdjęciowej znowu branie i niezły odjazd z jedynej wędki jaka była wywieziona. Dopadam do kija i znów czuję, że to jest duża ryba i tak jak poprzednia stara się wpłynąć w trzciny z lewej strony hamulec nam dokręcony prawie na maxa a ryba i tak wybiera plecionkę z kołowrotka. Koledzy patrzą z niedowierzaniem na całą sytuację a ja staram się odciągnąć karpia od przeszkody ale ten ani myśli zmienić kierunku w którym płynie. Pozostało jedynie dokręcić hamulec kołowrotka i cofnąć się o parę kroków do tyłu. Udało się karp zmienił kierunek i płynie w drugą stronę lecz po chwili plecionka się luzuje i ryba odpływa do swojego domu. Szkoda , bo było naprawdę ciężko zmusić rybkę do współpracy. Ciekawe co się stało i po zwinięciu zestawu sprawdziłem całości zestawu końcowego niby wszystko było w porządku,ale nie dawał mi to spokoju i jeszcze raz obejrzałem cały zestaw i odkryłem przyczyn spięcia się ryby z haka a był to brak zadziora na haku. Od tej pory przed każdym montażem zestawu oglądam dokładnie hak oraz po holu ryby robię to dokładnie by nie mieć później takich przykrych niespodzianek.

Wracajmy do zasiadki - kończymy sesję foto odkażam rybkę wypuszczamy ją do wody robię sobie śniadanie i obmyślam taktykę na dalszą części zasiadki. Postanowiłem środkowy zestaw nęcić nadal samymi dumbell i grubym pelletem Red halibuta a pozostałe miejscówki obsypywać drobniejszym towarem. To właśnie z tych miejscówek nam najczęściej brania, praktycznie co dwie trzy godziny
ląduje na mojej macie jakiś karpiszon i choć nie są to jakieś okazy to brania są regularne.















Po obiedzie który zamówiłem u właścicielki łowiska pani Wiolety kładę się na krótką drzemkę którą przerwywa środkowy sygnalizator a szpula kołowrotka kręci się jak szalona. Jak poprzednio ryba nie daje za wygraną i płynie w trzcinowisko po lewej stronie więc od razu staram się rybę wymanewrować by nie wpłynęła w zawady. Nagle stop, nie mogę podciągnąć ryby (cholerka) – zaczep. Wskakuję w ponton i płynę po zdobycz. Niestety po odplątaniu linki głównej nie czuję ryby i już wiem, że znowu ryba wygrała. Tym razem nie wytrzymał zestaw końcowy brakowało haka. Wiem, że znów to była nie mała sztuka. Po prostu miałem pecha. Wymieniłem zestaw końcowy i ponownie wywiozłem na środek trzcinowiska ale tym razem zmieniam taktykę rezygnując z wolnego biegu w moich BBLC i łowię na sztywno by więcej nie mieć przykrych niespodzianek. Od tej zmiany każde branie karpia kończyło się sukcesem i każda ryba odwiedzała moją matę. Tak mijały kolejne dni i systematycznie co kilka godzin było słychać na moim stanowisku głośne piiii. Zbliżała się ostatnia noc zasiadki. Postanowiłem zanęcić wszystkie miejscówki grubym towarem licząc na większe ryby. Przed wieczorem powywoziłem zestawy. Było widać nadchodzącą zmianę pogody, barometr leciał na dół zrobiło się chłodno a rybki też troszkę rzadziej pokazywały się na wodzie. Ciekawe co przyniesie ostatnia nocka :). Byłem już mocno zmęczony całą zasiadką i chciałem się w końcu wyspać po paru zarwanych nocach. Kładę się do łóżka i szybko zasypiam. Ryby tej nocy dały troszkę mi odpocząć bo miałem tylko dwa brania z lewej miejscówki. Jednak ryby nie były zbyt wielkie zrobiła się naprawdę zimno bo o piątej rano było zaledwie 5 stopni,więc zaszyłem się w swój ciepły śpiwór by jeszcze troszkę pospać około 6 rano budzi mnie krótkie pii. Wyskakuję z łóżka swinger przyklejony do blanku branie ze środka trzcinowiska ryba nie może wyciągać linki głównej i od razu płynie na środek wody ja wskakuję do pontonu i skracam dystans by karpiszon nie wykręcił jakiegoś głupiego numeru. Czuję że rybka jest sporych rozmiarów więc nie chcę jej stracić po około 15 minutach zobaczyłem na powierzchni przeciwnika no jeszcze parę krótkich odjazdów i mam karp ląduje w podbieraku.

Wracam na stanowisko szybko wkładam rybę do worka i ponownie wywożę zestaw by jak najszybciej wskoczyć do łóżka bo zmarzłem jak cho.......Zadowolony kładę się do wyrka ale już nie mogę zasnąć a po godzinie sytuacja się powtarza. Branie na środkowym zestawie i szybko do pontonu. Tym razem wiatr mocno wieje więc muszę robić korekty silnikiem by ryba nie wpłynęła
w jakiś zestaw. Mocno mnie znosi a karp naprawdę nie daj się podnieś z dna. Walka trwa parę dobrych minut ręce mam skostniałe od chłodnego wiatru dobrze że na stanowisku obok nikogo nie ma bo znosi mnie na plażę. Tam właśnie udało się opanować sytuację i po wyczerpującym holu podebrać rybę. Ładna sztuka, podobna do wcześniejszej. Bez ważenia pakuję rybę do worka i robię poranną kawę bo naprawdę przemarzłem. Jest 8 rano zostało jeszcze parę godzin do powrotu do domu pogoda powoli się poprawia wywożę zestaw i po cichu liczę na jeszcze jakieś branko.
Poprosiłem kolegów ze stanowiska nr.8 o zrobienie mi fotek z rybkami i okazało się że Krzysztof
ma niezłe pojęcie o tej profesi więc to on robił mi fotki :) Pierwsza rybka waży 15.5 a druga równe
15,0 kg



Łącznie na całej zasiadce złowiłem 22 karpi z czego 6 sztuk powyżej 10kg i trzy sztuki powyżej 15kg najskuteczniejszą przynętą okazał się kulki i dumbell Red halibut podwieszone pływaczkiem
mega ananas na tą przynętę wyholowałem największe sztuki tej zasiadki. Nowe przynęty Marka Hallasa pokazały swoją skuteczności ponieważ nigdy wcześnie na tej wodzie nie osiągnąłem takiego wyniku.
Z karpiowym pozdrowieniem i połamania kija nad każdą wodą.
Ps.
Pozdrowienia dla całego Team Adder Carp - Marka Hallasa , Długiego Wicia , Małego Jacka ,
Tomka ,Stefana i redaktora CP - Daniela



Kornel Stróżykiewicz




Szybki Kontakt
Reklama
Reklama