Wiosenna zasiadka
Początek sezonu.

Męczy mnie ta zimowa szarość. Mimo iż wiosna powinna być w pełni i powolutku budzi się do życia świat wydaje się jakiś taki szary.
Zerkając za okno utwierdzam się w przekonaniu , że początek sezonu mnie po prostu zawiódł.
Wspominając młodzieńcze lata ten okres rysuje mi się jako piękny zielony pejzaż przeplatany beztroską radością obcowania z przyrodą.

A może brakuje właśnie tej beztroski????



Pomyśleć , że kiedyś sprzęt udawało mi się zmieścić przy ramie roweru...................

Może to portalowa aktywność z jej burzliwymi zwrotami powoduje , że przez ostatnie lata zmieniło się moje podejście do wędkarstwa. Chyba ciężko by było przejść obojętnie wobec niektórych epizodów bynajmniej na tą chwilę nie potrafię.

Wracając do wędkarstwa ........

Każdy z nas ma swoje wędkarskie plany które rozciągają się nie rzadko na więcej niż sezon. Troszkę męczą mnie te terminy , obserwowanie pogody która nawet synoptykom sprawia coraz więcej problemu stając się wręcz nieprzewidywalna.
Łowiskowe rezerwacje często rzucają nas na łowisko z konieczności. To również było jeszcze kilka lat temu dla mnie obce bo mając dużo wolnego czasu zawsze preferowałem zasiadki spontaniczne.

Jedno z moich ulubionych łowisk komercyjnych stało się w tym sezonie chyba zbyt atrakcyjne bo ciężko na nie sobie ot tak pojechać. Po kilku próbach nieudanego ustawienia się na wyjazd "na jutro" zrezygnowałem uciekając od planów i rezerwacji w miejsce gdzie tego typu praktyki są niemożliwe.



Nie chcę tutaj składać pochopnych deklaracji by później uciec z podkulonym ogonem ale to jest chyba to czego potrzebuję. Wyjść przed dom, spojrzeć w niebo i stwierdzić JADĘ DZIŚ NA NOCKĘ.
Nie chcę swoim materiałem dyskredytować tych którzy tak samo silne argumenty ZA odnajdują w miejscach gdzie można na miejscówkę wysypać sprzęt z bagażnika a później schronić się całą zasiadkę za samochodem który zasłania niczym parasol hasający zachodni wiatr.
Postanowione ................
Kilka planów tego roku nade mną wisi – najbliższy wyjazd z bratem na Kormoran na stanowisko nr 2 – podobno nie łowiące jak 1 zajęta – co mnie wyjątkowo motywuje do działania .


Wędeczki poleciały do wody. Rozglądając się dookoła widać krajobraz wczesnowiosenny który jeszcze nie wygrał z zima która tego roku delikatnie mówiąc przesadziła.
Przez ostatnie 3 dni koledzy okupowali to miejsce ograniczając się do PVA na zestawie i mieli kilka karpi na rozkładzie więc postanawiam się lekko przesunąć w zatokę i sypię dość grubo pelletem mając świadomość , że mam mało czasu na łowienie i moją jedyną szansą jest ryby po prostu ściągnąć.
Pellet całą zimę leżał zalany w wiaderku i mimo swojego grubego kalibru jest bardzo szybko pracujący co powinno szybko rozkręcić miejscówkę.




Łowiskowe strategie. Wiele z nich jest naszym wymysłem który bardziej działa na zasadzie tego , że w danej chwili to robimy niż jest wynikiem jakiś potrzeb wynikających z czynników które istnieją w przyrodzie. Jednak czym by te nasze zasiadki były gdybyśmy nie mieli tych swoich sposobów i w nie nie wierzyli. Kiedyś - cóż muszę znów przyznać , że bardzo ironicznie traktowałem wywody innych o celowości ich działań a teraz - może moje podejście do niektórych łowiskowych zachowań nie uległo dużej zmianie ale przechodzę obok tego bez zbędnego rozkładania na czynniki pierwsze.





Testuję nową metodę. Chod Rig – muszę przyznać , że zaskoczyła mnie swoją skutecznością. Dyskusje na forach i opinie tych którzy ją stosują powodują , że nawet taki ignorant wszelkich innowacji jak ja uległ tym sugestiom i zastosował tego udziwnionego helikopterka z takim oto zakończeniem.Obserwacja wody która chwilami była wyjątkowo spokojna wskazywała na obecność ryb na stole który im rozstawiłem. Dzień mija na kilku piknięciach sygnalizatora.Nie liczę na nic – "frycowe" trzeba zapłacić.Cisza jaka mnie otacza jest wręcz niesamowita. Szczerze mówiąc odwykłem od ciszy. Nawet jak na łowisku w mojej miejscówce nic się nie działo to byłem zmuszony wsłuchiwać się w poczynania innych dookoła.


Noc i pierwsze krople deszczu nie wróżą nic dobrego. Ostatnio miewam bardzo malutkie szczęście do pogody. Mówi się , że każda pogoda dla wędkarza jest dobra jednak ja lubię słońce i chyba bardziej nad wynik wędkarski cenię sobie wypoczynek w warunkach jakie mi odpowiadają.Koledzy, gdy ich zmieniałem na stanowisku z lekkim zdziwieniem obserwowali jak mimo, iż przytargałem ( chyba po raz ostatni) namiot w te zarośla rozłożyłem wyłącznie parasol. Uwielbiam mieć wędkę na wyciągnięcie ręki.
W dzień lubię patrzeć na szczytówkę która delikatnie zaczyna tańczyć przed wyjazdem ze szpuli kołowrotka.








Pi pi pi pi pi pi pi


Jak przez mgłę przypominam sobie teraz , że byłem wyraźnie tym dźwiękiem zaskoczony........Wędka w górze a na końcu karpik................ Wchodzę w woderach przed pas trzcinowiska i podbieram pierwszego karpia w tym sezonie.
Mały – choć naprawdę cieszy.
Gdy decydowałem się na wybór tego łowiska miałem świadomość , że każda ryba będzie musiała cieszyć i wiele zasiadek pewnie zakończy się zejściem z wody o przysłowiowym kiju.
Jednak woda ma swoje tajemnice które mam nadzieję kiedyś odkryję.
Do rana spokój – może poza deszczem który dzwonił mi całą noc w napięta czaszę mojego parasola.
Jakoś nie mogę spać. Łykam dużymi haustami tą wolność o której rozmyślałem przez ostatnie miesiące.




Po nocnym braniu zastanawiam się jak ta pogoda może wpłynąć na żerowanie karpi które różnie mogą zareagować na dużą zmianę temperatury i ciśnienia.
Reagują kilkugodzinnym zwiększeniem aktywności żerowej. We wodzie widać , że ostro ruszyły do przeczesywania dna w poszukiwaniu pokarmu. Dawno nie łowiłem w miejscach gdzie ryby tak widocznie znaczą swoje ruchy we wodzie – wspaniały widok.
Wyłączam sygnalizatory i skupiam się na obserwacji wędek z wielką nadzieją na wychwycenie tego wspaniałego momentu co niedługo się udaje. Delikatne przygięcie , kilka skoków i odjazd. Wcześniej zawiązałem na żyłce czerwona gumkę i niesamowitą radość sprawiło mi jak odjechała w kierunku wody.




Po ruchu szczytówek daje się zauważyć , że ryby bardzo dobrze zapinają się na ten wynalazek. Kilka szarpnięć na luźnym zestawie , gdyż dałem mu ok metra do spacerowania a później odjazd. Ryby pięknie zapięte w dolną wargę i super skuteczność czego efektem było wyholowanie 5 karpi. Wejdą większe , przyjdzie prawdziwy test skuteczności , choć myślę , że właśnie z małymi powinien być większy problem. Nie ma co snuć teorii - w praktyce bajka. Wbrew wcześniejszym obawom ruchomy przyponik nie zaczepia się o leadcora co pozwoli mi spokojnie czekać na wspaniałe odjazdy.
Zestaw mimo , iż dedykowany na muliste łowiska postanawiam użyć nie zważając na jego przeznaczenie na twardszym dnie za kilka dni i kto wie, może stanie się moim zestawem no1.


Ustają brania a po 2 godzinach wychodzi dyskretnie słońce. To chyba ma wpływ na to , że brania ustały , a może wszystkie karpiki które grasowały w zanęcie dostały po pyszczkach???
Cieszy to , iż są to karpie z zarybienia 2 lata temu – czyli nie wszystkie padają ofiarą miejscowych wędkarzy co biorąc pod uwagę zarybiana lata wstecz i szansę na naturalny rozród daje nadzieję , że jeszcze nie raz trafi nam się piękna ryba w podbieraku jakich w tej wodzie troszkę pływa.
Mimo wcześniejszym rozterkom nie taki diabeł straszny jak go malują. By tylko było nad wodą bezpiecznie. Muszę zgłębić tajniki łowienia z "marszu" , gdyż bardzo mnie męczą długie zasiadki i coraz bardziej ostatnio zaczyna mi brakować dzieciaczków podczas dłuższych zasiadek, więc chyba delikatnie wyluzuję od tego uciekania z domu za przygodą.



Wszędzie możemy odnaleźć radość z wędkowania. Czy musimy swoje wyczyny zawsze popierać potężnymi okazami które ostatnimi czasy jak by zmalały poprzez ich masowy napływ. Bynajmniej ja nie dam się zepchnąć w nicość ze swoimi dokonaniami, które może nie rzucają na ziemię ale są powodem do radości której mi nikt nie odbierze.............
Niestety ostatnio zauważam , że coraz mniej dookoła chęci by tą radością się podzielić a chyba ją cały czas posiadacie? - bo nie wyobrażam sobie by bez niej nad wodę jechać.

Z pisaniem jest jak z łowieniem - wciąga tak samo - i myślę , że nie jestem w tym odosobniony.
Po majówce lecimy z majową galerią i wierzę , że kilka materiałów od was wpadnie do naszego archiwum.

p.s Podczas tej zasiadki nakręciłem filmik który miał być filmikiem prywatnym ale............... tutaj wspaniali koledzy do dziś nie dają mi spokoju bym go opublikował.
Cóż............ miało być w formie żartu - w sumie nie ma się czego wstydzić - jestem tam cały Ja - to tak jak bym miał się wstydzić swojego życia.






Z pozdrowieniami i życzeniami udanego sezonu 2013

Daniel Kruszyna












Szybki Kontakt
Reklama
Reklama