ADDER CARP - "W stepie szerokim"

Niedziela siódma rano, auto zapakowane, wyruszam godzinę wcześniej niż to zaplanowałem. Adrenalina nie pozwoliła spać. Ruszam do Kornela, mojego teamowego kompana. Gdy auto jest już praktycznie zapakowane po brzegi ruszamy do Wągrowca do sklepu firmowego Addera , tam czeka na nas z ostatnimi wskazówkami i tajnymi killerami właściciel firmy Marek Hallas. To za jego sprawą ruszamy na zawody karpiowe poza granice naszego kraju. Może dla niektórych to nic specjalnego , lecz dla nas jest to „ przygoda życia „ ( oby takich jak najwięcej ) . Naszym celem jest Ukraina a konkretnie 160 hektarowe jezioro Prilbici ( tak to przetłumaczyłem z powodu braku Ukraińskich liter w kompie ) . Nawigacja pokazuje 700 km do celu i to jest najmniej optymistyczna wiadomość tego dnia. Zatykamy wszystkie wolne miejsca towarem od Marka i ruszamy. Plan mówi : do granicy, szukamy noclegu a rano dalej. O dwudziestej jesteśmy pod granicą. Z przedstawicielem firmy Adder Carp na Ukrainę – Władimirem umówiliśmy się , że o siódmej rano meldujemy się na granicy. Wczesna pora ma nam ułatwić szybki przejazd bo rano nie ma kolejek. Ze zmęczenia zasypiamy dosyć szybko, niestety adrenalina znowu daje znać o sobie – o czwartej rano jestem na nogach, masakra.

O ustalonej porze meldujemy się na granicy, na której spędzamy dwie i pół godziny ze względu na wartość sprzętów wywożonych poza nasz kraj a niezbędnych do uprawiania naszego hobby. Pomimo problemów załatwiamy wszystko pozytywnie i ok dziesiątej jesteśmy już na terenie Ukrainy. Na stacji czeka już na nas Max, wspólnik Władimira. Od granicy nad wodę jest około 30 km a do 14 musimy się zarejestrować. Pozostaje więc trochę czasu który wykorzystujemy na wizytę w pobliskim miasteczku. Przy lodach i piwie wyciągamy od Maxa więcej szczegółów dotyczących wody, stosowanych przynęt oraz zestawów końcowych. Przy pogawędce czas mija bardzo szybko więc decydujemy się ją zakończyć i udajemy się nad wodę.

Po kilku minutach jesteśmy u celu, naszym oczom ukazuje się duuuuża woda i jeszcze większa fala na niej. Łowisko podobne jest w wyglądzie do Rumuńskiej Raduty.






Wiatr wieje w stronę rybaczówki i jak się okazuje w stronę pierwszych stanowisk. Rejestracja i czekamy na rozpoczęcie imprezy. Kilka słów od organizatora i pierwsze nasze zaskoczenie pomysłowością. Dowiadujemy się że premiowane nagrodami pieniężnymi są miejsca od jeden do trzy ( to akurat nie dziwi) lecz można przystąpić do trzech konkursów wpłacając dodatkową pulę pieniężną. Konkursy to : big fish – największa ryba zawodów, kolejny konkurs - to największa ryba dnia oraz trzeci – dziesięć największych ryb z całych zawodów z tym że największa ryba zawodów nie wchodzi do tego konkursu. Po małej naradzie zapisujemy się na dwa ostanie.

Pora na losowanie – Kornel wyciąga nr 12 , jest to skrajne ostatnie stanowisko, myślę sobie jest dobrze, no prawie dobrze bo wiatr wieje w przeciwną stronę i spycha rybę od nas do stanowisk początkowych. Plus to to że z naszej prawej strony nie będziemy przez nikogo zamknięci.




Ruszamy na stanowisko, zawody zaczynają się o osiemnastej a od siedemnastej można pływać. Mamy dwie godziny na przygotowanie obozowiska. Nie wspomniałem o jeszcze jednej fajnej rzeczy a mianowicie że łowimy w trójkę lecz tylko na cztery wędki i każdy z nas może robić wszystko, holować, podbierać, nie tak jak na naszych krajowych zawodach. Kornel z Maxem płyną wyszukać miejscówek, ja w tym czasie rozbijam nasze obozowisko.




Pogoda jest pochmurna i wieje dość silny wiatr, więc rozbijanie nie jest zbyt męczące. Wracają chłopaki, miejscówki wytypowane na 440 , 250 , 220 i 120 metrach , znajdują się tam twarde blaty o różnych szerokościach i długościach.





Na cztery markery do wody lądują dwa wiadra zanęty bardzo mocno zabosterowanej ( mocno aromatyzowana zanęta jest tam obowiązkowa wg informacji miejscowych )
Kolację jemy w biegu gdyż trzeba skończyć obozowisko. W między czasie mamy dwa brania , wyciągamy karpia i amura ok 4 kg. Wracają do wody – liczą się tylko ryby od 5 kg w górę. W nocy łowimy cztery ryby, w tym jedna do ważenia. Od rana zaczynają się kolejne brania. Wiemy już na co najchętniej biorą, wytypowane mamy trzy smaki produkcji Adder carp - krab-banan , krab , brzoskwinia ananas.
Rano po kolei wyciągam trzy ryby do ważenia 6,7, i 8 kg z markera na 220 metrach.



O ósmej robi się bardzo gorąco, wiemy że będzie ciężki dzień. W ciągu dnia łowimy kilkanaście ryb które nie mają wagi 4-4,80 kg . Wywózki robią się coraz bardziej męczące ze względu na temperaturę i wielkość łowionych ryb. Decydujemy się na usunięcie markera z 440 metrów ( złowiliśmy tam tylko dwie ryby 3 i 4 kg ) Kornel stawia go na ok 300 metrach. We wtorek wieczorem przychodzi chwila zrezygnowania, łowimy wg „ systemu „ który przekazał nam Max i nie ma efektów. Idziemy spać, w nocy nie mamy brań. W środę rano sędzia przynosi wyniki po pierwszej półtora dobie. Kolejna załamka – prowadząca drużyna na stanowisku obok nas ma już 16 ryb i 125 kg wagi przy naszych 6 rybach i 40 kg jest to przepaść. Po południu opuszcza nas Max który musi wracać do pracy, w czwartek koło południa zastąpi go Władimir. Jesteśmy wykończeni, przez cały dzień łowimy kilka ryb ( zwłaszcza amurów które upodobały sobie naszą część łowiska ) nie zaliczanych z powodu wagi. Łowimy na zestawy od Max-a i kulki 16-18 mm. Po naradzie postanawiamy zmienić dotychczasową taktykę łowienia na własną. Zakładamy nasze zestawy końcowe oraz to co sprawiło mi największą trudność : Kornel zakłada dombla własnej roboty 28mm o smaku sqid-octopus – porzeczka , ja natomiast DWIE KULKI 26 MM też własnej roboty na mixie Addera o smaku krab-a .




Nęcimy na sam marker a zestawy kładziemy ok 2-3 metry obok , necąc tylko po kilka kulek tych samych co na włosie. Z wielkimi nadziejami idziemy spać. O drugiej w nocy budzi nas branie u Kornela. Wyjmujemy amura 10 kg i banany na twarzach bo zmiana taktyki przyniosła pierwszą rybę powyżej 10 kg. Wołamy sędziego, ważenie i ryba do wody. Z wrażenia nie zrobiliśmy żadnej fotki. Idziemy spać. Kolejne branie u Kornela i na macie ląduje piękny sazan a waga pokazuje ponad 15 kg. Teraz to dopiero była radość.





Sędzia przynosi ok 8 wyniki, przez dobę złowiliśmy tylko dwie ryby do ważenia i mamy ostatnie miejsce. Dobra wiadomość to taka że mamy największą rybę dnia i za to mamy nagrodę. Ta informacja choć trochę poprawiła nam humory. W ciągu dnia i ja doczekałem się brań na moje zestawy. Łowię piękną ósemkę oraz dziesięć i pół. Koło południa zjawia się Władimir, po 250 na powitanie i zdajemy relację o dokonanych przez nas zmianach. Pełna aprobata ze strony naszego kolegi i wiemy że postąpiliśmy słusznie. Mniejsza ilość brań ( lecz wszystkie ryby liczyły się do wagi ) wprowadziła porządek w naszym obozie.




Trzy zestawy z dużą przynętą czekały na swoich amatorów a jeden kij, ten postawiony na 120 metrach służył jako testowy. Sprawdzaliśmy które smaki i wielkości są pobierane najczęściej. Po trzeciej dobie mięliśmy już 9 ryb o łącznej wadze 70 kg i tym sposobem przesunęliśmy się na 10 miejsce. W konkursie na 10 największych ryb byliśmy na 7 miejscu. Pozostała ostatnia doba, taktyka ta sama. Doławiamy kilka ładnych rybek w tym moje 11,5 kg.






W sobotę o 9 rano kończą się zawody. Mamy 9 miejsce oraz 5 w 10 największych rybach. Ogólnie złowiliśmy 22 ryby o masie 167 kg . Najlepsza ekipa ze stanowiska 7 złowiła 61 ryb o wadze 430 kg !!!!!!!!!!!!!!!!! Nasza przygoda dobiega końca, rozdanie nagród i do domu!!!!





Przez całe zawody przez nas obóz przewinęła się masa znajomych Władimira i Maxa, koledzy z Lwowskiego klubu karpiowego nakręcili fajny filmik z tej imprezy, odwiedził nas również zeszłoroczny mistrz Ukrainy.



Dużo nowych i ciekawych rzeczy dowiedzieliśmy się od naszych nowych kolegów. Dodam tylko że dwanaście ekip złowiło 330 karpi i amurów o łącznej wadze trzy tony. Podejrzewam że wszystkich ( tych poniżej i powyżej 5 kg ) było jeszcze raz tyle. Sposób i organizacja stały na najwyższym poziomie, jedzenie znakomite. Dodatkowe konkursy uatrakcyjniły jeszcze bardziej te zmagania. Do wody wrzuciliśmy około 200 kg kulek i pelletu zalewając to kilkoma litrami busterów ze stajni Adder Carp. Pomimo załamania w pierwszej chwili walczyliśmy do końca. Dziś wiemy że jeżeli dostaniemy w przyszłym roku kolejną szansę od naszego sponsora na taki wyjazd, na pewno nie powiemy nie .



Dziękujemy Markowi Hallasowi za całkowity sponsoring naszego wyjazdu, Władimirowi i Maxowi za zaangażowanie w pomoc po tamtej stronie granicy. Czarny Niemirow smakował wybornie. Oraz naszym żonom za zezwolenie na tygodniowy urlop nad wodą!!!!!!!

Stefan Kłomski Kornel Stróżykiewicz
Adder Carp Team

Szybki Kontakt
Reklama
Reklama